Spłonęła ubojnia

(2 kwietnia) Około godziny 14 wybuchł pożar we Włodawie przy ulicy Przemysłowej. Płonął dach budynku ubojni firmy Gramar. W akcji gaszenia pożaru uczestniczyło około 13 zastępów Państwowej Straży Pożarnej z Włodawy i okolic, w tym np. z odległego Urszulina. W wyniku pożaru zawaleniu uległa cała ubojnią i pobliskie budynki firmy. Straty mogą sięgać nawet 7 mln zł. Miejsca pracy straciło co najmniej sto osób. Dla Włodawy to strata ogromna.

Z budynku rzeźni ewakuowano pracowników oraz wyprowadzono przeznaczone do uboju bydło. Pożar wybuchł na poddaszu budynku ubojni, nad częścią biurowo-socjalną. Nieoficjalna wersja mówi, że zapalił się agregat chłodniczy na tyłach budynku, następnie od niego zapalił się zbiornik z olejem opałowym, a silny wiatr przeniósł pożar na budynek. Ewakuowano 60 pracowników oraz 30 sztuk bydła.

Z powodu ognia zawalił się dach rzeźni. Dym i ogień było widać w całym mieście. Mówiło się także, że istniało bezpośrednie niebezpieczeństwo wybuchu butli z propanem-butanem. Niektórzy zwracali też uwagę na fakt, że wozy strażackie nie miały dostępu do hydrantu i wodę trzeba było dowozić w cysternach. To zdecydowanie utrudniało pracę strażaków. Akcja trwała aż siedem godzin. Strażakom udało się jednak uratować majątek warty ok. 5 mln zł.

Według uzyskanych informacji spółka miała ubezpieczenie, więc z odbudową zakładu nie powinno być problemu. Żeby jednak to zrobić, potrzeba co najmniej 3-4 miesięcy.

Inną sprawą jest fakt, że dostawcy mięsa wołowego nie będą czekali aż zakład zostanie odbudowany, lecz znajdą inny. To spowodować może zdecydowanie większe problemy dla właściciela Gramaru. Spółka jest jednym z większych pracodawców we Włodawie. (pk)