Start coraz lepszy

Start Krasnystaw z każdą kolejką gra coraz lepiej. W sobotę odprawił z kwitkiem najsłabszy w rozgrywkach MKS Ryki. W meczu derbowym Kłos Gmina Chełm był bliski zdobycia trzech punktów, ale ostatnie słowo należało do Victorii Żmudź, a konkretnie do Jurija Furty. Porażki u siebie doznała Włodawianka, mimo że do przerwy prowadziła z Powiślakiem Końskowola. Oto relacje ze spotkań 14. kolejki IV ligi z udziałem naszych drużyn:

KŁOS GMINA CHEŁM – VICTORIA ŻMUDŹ 3:3 (2:1)

1:0 – Fornal (3), 1:1 – Lecki (7), 2:1 – Król (28), 3:1 – Bala (60), 3:2 – Furta (83), 3:3 – Furta (88).

KŁOS: Mucha – Stepaniuk, Poznański, Kowalski, Bala (90 Ciechoński), Rak (60 Kuśmierz), Flis, Gierczak, Król (60 Chmiel), Fornal, Drzewicki (72 Huk).

VICTORIA: Seniuk – Brzozowski (82 Gregorowicz), Pogorzelec, Brodalski, Przychodzień (67 Persona), Sawa, Kuczyński (46 Zwolak), Furta, Stańczykowski (67 Misztal), Sobiech, Lecki (35 Kasprzycki).

Kłos już był w ogródku i witał się z gąską… Po golu Kazimierza Bali na 3:1 nic nie wskazywało, że gospodarze w meczu z dobrze ostatnio grającą Victorią Żmudź nie zdobędą kompletu punktów. – Brak koncentracji i odpowiedzialności w ostatnich minutach spotkania zadecydowały o podziale punktów. Podobnie było przed tygodniem w Tomaszowie Lubelskim. Pierwszego gola straciliśmy w 83 min., choć do tego momentu graliśmy jak równy z równym – mówił po meczu Robert Tarnowski, trener Kłosa.

Gospodarze szybko objęli prowadzenie, ale Victoria po kilku minutach doprowadziła do remisu. – Emil Poznański niepotrzebnie kiwał się na własnej połowie, poślizgnął się, stracił piłkę, poszła akcja i straciliśmy gola. Mimo to w 28 min. ponownie wyszliśmy na prowadzenie i mieliśmy jeszcze dwie bardzo dobre sytuacje. Okazji sam na sam z bramkarzem Victorii nie wykorzystali Łukasz Drzewicki i Paweł Fornal. Swoje sytuacje miała również drużyna gości, która rozgrywała przeciwko nam dobry mecz. Nie pamiętam tak mocnego pod względem kadrowym zespołu Victorii – opowiada trener Tarnowski.

Po zmianie stron Kłos podwyższył prowadzenie i wszystko szło po myśli gospodarzy. – Niestety, w ostatnich minutach meczu daliśmy sobie strzelić dwa gole. Zdobył je jeden z najniższych zawodników na boisku i to obie po uderzeniach piłki głową. Musimy pracować nad utrzymaniem koncentracji do ostatniego gwizdka sędziego – dodaje R. Tarnowski.

Zadowolony z remisu był z kolei szkoleniowiec gości Piotr Moliński. – Końcowy wynik w pełni odzwierciedla to, co działo się na boisku. Sam mecz był ciekawy, padło sporo goli, zatem kibice na brak emocji nie mogli narzekać. Do pewnego momentu skuteczniejszy był Kłos, ale w końcówce spotkania to myśmy trafiali do siatki. Co ciekawe, w 90 min. mieliśmy piłkę meczową i mogliśmy strzelić czwartego gola. Wychodzącego na czystą pozycję Jurija Furtę powalił na murawę Emil Poznański, za co dostał czerwoną kartkę. Gdyby go nie sfaulował, myślę, że trzy punkty pojechałyby do Żmudzi – dodaje trener Victorii.

W czwartej lidze do rozegrania są jeszcze dwie kolejki, w tym jedna już z rundy rewanżowej. Victoria zmierzy się w nich u siebie z Lewartem Lubartów i Startem Krasnystaw. – Na pewno będziemy chcieli powiększyć nasz dorobek punktowy. Szanse są duże, musimy wykorzystać atut własnego boiska – uważa Piotr Moliński.

Kłos natomiast uda się na mecz do Łęcznej, a potem będzie gościł Lewart Lubartów. – Mamy mocnych rywali, musimy się do tych spotkań odpowiednio przygotować, bo chcemy jeszcze w tej rundzie zapunktować – twierdzi z kolei trener Kłosa.

* * *

START KRASNYSTAW – MKS RYKI 5:0 (2:0)

1:0 – Wójtowicz (18), 2:0 – Wójtowicz (35), 3:0 – Wojciechowski (68 karny), 4:0 – Florek (76), 5:0 – Drapsa (90+3).

START: Wikło – Bielak, Wojciechowski, Saj, Lenard, Drapsa, Wójtowicz (78 Witkowski), Sobów (69 Kabasa), Drahanczuk, Szponar (75 Florek), Kiszyjew (69 Ciesielski 69).

Start potrzebował tak wysokiego zwycięstwa. Po dwóch ostatnich dobrych spotkaniach w wykonaniu beniaminka z Krasnegostawu, w minioną sobotę kibice, którzy wybrali się na stadion MOSiR, nie żałowali. – To było dobre widowisko w naszym wykonaniu. Zdajemy sobie sprawę, że rywal mocny nie był, ale z takimi zespołami też trzeba umieć wygrać, a nam się to udało i cieszy fakt, że strzeliliśmy aż pięć goli – mówił po spotkaniu Daniel Chariasz, zawodnik Startu.

Wynik meczu otworzył Michał Wójtowicz, który wykorzystał podanie od Marka Szponara. Ten sam zawodnik wpisał się po raz drugi na listę strzelców, a dogrywał mu Rustam Kiszyjew. W 68 min. wynik podwyższył Karol Wojciechowski, który wykorzystał rzut karny. Sędzia jedenastkę podyktował za faul na Karolu Sobowie.

W 76 min. czwartego gola wbił Florek, który minutę wcześniej wszedł na boisko z ławki rezerwowych. Przy tej bramce asystował kapitan drużyn Dawid Bielak. Wynik spotkania ustalił Arkadiusz Drapsa, wykorzystując dokładne podanie od Radosława Lenarda. – Odbiliśmy się od dna, walczymy dalej! Na kolejny meczu do Łukowa pojedziemy w dobrych nastrojach, z wielką wiarą w korzystny wynik. Oglądałem Orlęta w meczu z Kłosem w Rożdżałowie i moim zdaniem są one do ogrania.

Musimy jednak mądrze zagrać i wykorzystać nadarzające się okazje do zdobycia gola. Potem mamy też wyjazd do Victorii Żmudź i choć ta drużyna spisuje się ostatnio bardzo dobrze, uważam że stać nas na to, by w ostatnim meczu jesieni sprawić niespodziankę – dodaje Daniel Chariasz, który wciąż leczy kontuzję, a dodatkowo wspiera szkoleniowo tymczasowego trenera pierwszej drużyny Startu, Mariusza Bąka. Wszystko wskazuje na to, że działacze krasnostawskiego klubu nowego szkoleniowca wybiorą już w trakcie zimowej przerwy.

* * *

WŁODAWIANKA – POWIŚLAK KOŃSKOWOLA 1:3 (1:0)

1:0 – Bylina (27), 1:1 – Koprucha (68), 1:2 – Bielak (73), 1:3 – Koprucha (90+3).

WŁODAWIANKA: Polak – Misiak, Więcaszek, Błaszczuk, Czarnota, Nielipiuk, Walaszek (80 Kędzierski), Bylina (70 Kowalewski), Naumiuk, Magdysh, Musz (65 Sheliuk).

Ten mecz mógł zakończyć się dla Włodawianki korzystnie, gdyby podopieczni Marka Droba pod bramką przeciwnika dokonywali właściwych wyborów. – W pierwszej połowie graliśmy lepiej od rywala, strzeliliśmy gola i mieliśmy okazję na podwyższenie wyniku. Po zmianie stron niemający nic do stracenia Powiślak ruszył do ataku, myśmy nastawili się na grę z kontry, ale nie ustrzegliśmy się błędów w obronie. Po rzucie rożnym piłka odbiła się od któregoś z zawodników, spadła pod nogi Damiana Kopruchy i był remis. Kilka minut później powinniśmy prowadzić, bo Pavel Sheliuk miał świetną okazję, ale bramkarz Powiślaka końcami palców zdołał odbić piłkę.

W rewanżu goście przeprowadzili akcję, strzał na bramkę, rykoszet i Daniel Polak nie miał nic do powiedzenia. Ruszyliśmy do przodu, postawiliśmy wszystko na jedną kartę i w doliczonym czasie po błyskawicznej kontrze Koprucha ustalił wynik spotkania. Myślę, że z przebiegu meczu nie zasłużyliśmy na porażkę. Gdybyśmy zdobyli gola na 2:0 w pierwszej połowie, w drugiej byłaby inna gra. Z obu stron – powiedział po końcowym gwizdku sędziego Marek Drob, trener Włodawianki.

Przed włodawskim zespołem dwa mecze wyjazdowe. W najbliższą sobotę w Rykach, gdzie Włodawianka koniecznie musi wygrać, a tydzień później w Łukowie, z miejscowymi Orlętami. – U siebie przegraliśmy z nimi 0:4, czas więc zrewanżować się, choć wiem, że Orlęta grają niezłą piłkę, mimo że są w drugiej połowie tabeli – dodaje M. Drob. (s)