Sypią mandatami – niedobrze, mało mandatów – też źle

Według sprawozdania włodawskiej Straży Miejskiej przez cały ub.r. sześciu strażników dokonało 454 interwencji. Przez cały rok nie ujawnili żadnego przestępstwa, nie dokonali żadnej kontroli osobistej, nie odnaleźli żadnego pojazdu ani żadnego nie unieruchomili z pomocą blokady kół, nie skierowali żadnego wniosku do sądu. – Po co więc w ogóle istniejecie? – pytali radni na sesji.

Utrzymanie włodawskiej SM kosztuje rocznie około pół miliona złotych. Odkąd rządzący zabrali im „maszynkę do robienia pieniędzy”, czyli przenośne radary, to straż wnosi do budżet miasta jedynie przysłowiowe grosze. W 2018 r. nałożyła mandaty na kwotę 10 tys. zł. Ile z nich udało się ściągnąć, to inna sprawa.

Ze sprawozdania wynika, że w porównaniu do roku poprzedniego niemal w każdej kategorii nastąpiło zmniejszenie liczb. W związku z kodeksem wykroczeń udzielono 263 pouczeń (w 2017 – 375), mandatów nałożono 25 (39), wniosków do sądu skierowano 0 (2). Wzrost nastąpił jedynie w przypadkach łamania ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi – odnotowano 106 interwencji (74).

Oczywiście niektórzy zauważyli, że być może tak się poprawiło bezpieczeństwo we Włodawie. Krytycy z kolei zauważyli, iż straży nie udało się odnotować żadnego przypadku łamania ustawy o ochronie przyrody, ustawy kodeks wyborczy czy wykroczeń przeciwko instytucjom państwowym, samorządowym czy społecznym. (pk)