Ta sama praca, a inna płaca

Podział pieniędzy na podwyżki dla pielęgniarek i położnych z chełmskiego szpitala już budzi niesnaski w środowisku. Bo koleżanki z jednej zmiany będą zarabiać inaczej.

Przed rokiem wszystkie pielęgniarki i położne z chełmskiego szpitala dostały pierwszą część podwyżek obiecanych przez ministra zdrowia. Co roku, przez kolejne cztery lata, mają dostawać o 400 zł więcej do etatu. Jacek Buczek, dyrektor chełmskiej lecznicy, zrobił prezent podwładnym, włączając pierwszy dodatek do pensji zasadniczej. Dzięki temu z 400 zł brutto, po odjęciu podatków i składek, na rękę zostało około 280 zł zamiast 230 zł.
Od września Narodowy Fundusz Zdrowia zaczyna przelewać szpitalom kolejne 400 zł na każdy etat pielęgniarki i położnej. Ale w tym roku podział nie będzie równy. Zgodnie z wytycznymi rozporządzenia ministra, reprezentacje związków zawodowych w porozumieniu z dyrekcją szpitala mogą stosować podział pieniędzy w zależności od ustalonych kryteriów.
Więcej przypadnie tym pielęgniarkom, które mają wyższe wykształcenie magisterskie albo specjalizację. Pozostałe dostaną mniej niż przed rokiem.

– W szpitalu już powstaje raban, bo koleżanki z tego samego dyżuru, na tej samej zmianie, które robią przecież to samo, będą miały różne pensje – mówią pielęgniarki.
– Jesteśmy jedynym szpitalem w województwie, który nie ma regulacji płac pod względem kwalifikacji – mówi Iwona Domańska, szefowa związku zawodowego pielęgniarek i położnych w chełmskim szpitalu. – Żadna z pielęgniarek od lat nie dostała złotówki za to, że na własny koszt zrobiła studia magisterskie czy specjalizację. Chcemy, żeby zostały w końcu dowartościowane.
Ale to właśnie brak dodatków i niskie płace skutecznie odstraszały a wręcz blokowały podnoszenie kwalifikacji. Dzisiaj spora grupa pielęgniarek jest już w takim wieku, że pójście na studia mogą traktować jako stratę czasu. Ale wiedzą i doświadczeniem wcale nie ustępują lepiej wykształconym koleżankom.
Zarząd związku rozważał referendum w sprawie regulacji. Ale to nie miałoby sensu. Większość, bo ponad 300 z 500 pielęgniarek pracujących w szpitalu ma specjalizację albo wyższe studia magisterskie. I to naturalne, że chciałyby zarabiać więcej. Związek sam zaproponował podział, który zaakceptował dyrektor szpitala.
Pielęgniarki z kwalifikacjami otrzymają na rękę 280 zł. Te bez wyższego wykształcenia czy specjalizacji 170 zł. – To tylko o 60 zł mniej od poziomu wyjściowego – mówi I. Domańska. Nie jest to duża kwota, ale zdaję sobie sprawę, że budzi kontrowersje.
Zdaniem związkowców niesłuszne. – Ustalenie tej samej kwoty dla wszystkich byłoby krzywdzące dla tych koleżanek, które się dokształcają – mówi Domańska. – Nie ma tu idealnego wyjścia.

Dyrektor szpitala przyznaje, że zaakceptował podział i zatwierdził już jego realizację. – Nie zgodziłbym się na to, gdyby dysproporcje wykraczały poza zdrowy rozsądek – mówi i dodaje, że sam jest przeciwnikiem podwyżek tylko w jednej grupie zawodowej. – Reszta pracowników szpitala została potraktowana jak dzieci niechciane. A to prowadzi do wewnętrznych konfliktów i zaognienia i tak trudnej sytuacji.
W przyszłym roku związki zawodowe będą stały przed tym samym dylematem. Nie jest wykluczone, że za rok zdecydują o równym podziale podwyżek. (bf)