Tydzień książek zakazanych

Czy „Czerwony kapturek” jest bajką, która mogła znaleźć się na indeksie zakazanych książek? Okazuje się, że tak. Przypomina o tym wystawa w Miejskiej Bibliotece Publicznej Filia nr 19 przy ul. Kunickiego 89, gdzie zorganizowano wystawę książek zakazanych w ramach trwającego właśnie tj. od 3 do 7 października br. Tygodnia Książek Zakazanych.
Tydzień ten ma na celu propagowanie czytelnictwa. Wydaje się korzystać z wiedzy na temat ludzkiej psychiki, którą w skrócie obrazuje powiedzenie „zakazany owoc najlepiej smakuje”.
Dotyczy to także Polaków, którzy bardzo żywo zareagowali na „indeks Giertycha” ogłoszony w 2007 r. Była to lista, na której znalazły się książki wykluczone z kanonu lektur szkolnych przy udziale polityka Romana Giertycha, wówczas ministra edukacji narodowej. Wykluczono z lektur m.in. „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza oraz „Cierpienia młodego Wertera” i „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego. Polacy natychmiast zareagowali w obronie obydwu twórców.

O takich m.in. ciekawych faktach dowiemy się z wystawy zorganizowanej w Filii nr 19 Miejskiej Biblioteki Publicznej przez Jolantę Jurkowską i Elżbietę Kierepko. Podczas jej otwarcia w poniedziałek (3 października) o godz. 10 przewidziano krótkie wprowadzenie do tematyki książek zakazanych połączone z quizem. Wśród pytań przewidziano także pytanie odnoszące się do Indeksu Ksiąg Zakazanych Kościoła Katolickiego. Tym książkom i ich autorom poświęcono odrębne miejsce na wystawie, informując zarazem, że Indeks przestał obowiązywać w 1966 r., co nie oznacza, że Kościół Katolicki nie sugeruje, jakie książki współcześnie można uznać za nieobyczajne, i które z powodów moralno–religijnych nie powinny być czytane przez wiernych. Jednak dzisiaj o czytaniu bądź nie danych książek mają chrześcijanie mają dzisiaj podejmować sami, we własnym sumieniu.
Wystawa przypomina jednak, że na kościelnym indeksie obok pozycji literackich, jak „Dekameron” Giovanniego Bocaccio były także książki naukowe, w tym „O obrotach sfer niebieskich” Mikołaja Kopernika.

Odrębny dział wystawy stanowi krótkie omówienie skutków cenzury w PRL. Z jej powodów w tzw. II obiegu w tamtych czasach znajdowały się m.in. książki Marka Hłaski, Georga Orwella i innych. Cenzura dotknęła także – wydawałoby się akceptowanego przez władze PRL-u Melchiora Wańkowicza. Jego olbrzymie dzieło reporterskie tj. „Monte Cassino” w całości mogło ukazać się dopiero po 1990 r. Wystawa przypomina, że nie zawsze chodziło o autora, ale czasem o temat. Do takich należał Katyń, ale także i Wołyń. O tragedii która rozegrała się na Wołyniu w czasie II wojny światowej, mówi się więcej dopiero w ostatnich latach.
Ale nie tylko kościelny Indeks czy PRL-owska lub sowiecka cenzura w ZSSR (o które wystawa też wspomina) wykluczała z oficjalnego obiegu książki. Na zakaz czytania, nawet niewinnych – jak się wydaje – książek np. o przygodach Tomka Sowyera czy wspomnianego na początku „Czerwonego kapturka” i innych mogły mieć wpływ władze stanowe czy władze danej szkoły bądź wola rodziców – tak bywało w Stanach Zjednoczonych. W przypadku bajki o Czerwonym Kapturku poszło – w stanie Kalifornia – o wino, które dziewczynka w amerykańskiej wersji bajki niosła w koszyku….
– Zaskoczyło mnie, że niektóre niezwykle wybitne dzieła literatury były ocenzurowane w wyniku decyzji władz lokalnych czy na podstawie prywatnych opinii, np. wyrażonych przez rodziców dzieci z danej szkoły – przyznaje J. Jurkowska, kierownik Filii nr 19 MBP. – Przyczyny bywały rożne: religijne, moralne, obyczajowe czy polityczne. .
Dodajmy, że z powodów poprawności politycznej ocenzurowano nawet „Chatę wuja Toma” a to z powodu wielokrotnie tam użytego wyrazu „nigger” (Murzyn). Tę oraz inne ciekawe informacje czytelnicy odszukają na wystawie w placówce bibliotecznej przy ul. Kunickiego 89.
Monika Skarżyńska