W komplecie w finałach

Rafał Berdys (z lewej, nr 301) podczas manewru rundy w finale grupy SN

Rafał Berdys, startujący w barwach warszawskiego Automobilklubu Rzemieślnik, zanotował najlepszy spośród kierowców z Lubelszczyzny występ w trzeciej rundzie Oponeo Mistrzostw Polski Rallycross, finiszując suzuki swift S1600 na trzeciej pozycji w grupie SuperNational i drugiej w klasie SN-1600. Na torze w Słomczynie bardzo udany weekend zaliczył również Paweł Hurko (A. Chełmski) awansując do finału klasy SC Cup, w którym zajął piątą lokatę.

Mniej szczęścia miał zwycięzca rywalizacji fiatów seicento z poprzedniej rundy i wicelider punktacji – Piotr Budzyński (A. Lubelski), który tym razem był szósty.

Wynik Rafała Berdysa mógł być jeszcze lepszy, gdyby nie problemy natury technicznej, które co prawda w znacznie mniejszym stopniu niż w dwóch pierwszych rundach sezonu, ale wciąż towarzyszyły naszemu kierowcy: szwankująca skrzynia biegów tym razem pozwoliła doprowadzić suzuki do mety i to na medalowych miejscach.

W rywalizacji grupowej kwalifikacje Rafał ukończył na drugiej pozycji, w kolejnych biegach zajmując drugie, trzecie, piąte i siódme miejsce. Równie dobrze pojechał w półfinale, osiągając metę tuż za zwycięzcą. Start w finale był ozdobą podwarszawskich zawodów: przez cztery okrążenia kraśniczanin wywierał presję na jadącym na trzeciej pozycji Łukaszu Tyszkiewiczu (opel astra), próbując minąć rywala to z jednej, to z drugiej strony. Podkreślić należy, że mimo jazdy zderzak w zderzak była to walka fair.

Tyszkiewicz skapitulował dopiero na dwa zakręty przed metą, a publiczność gromkimi brawami nagrodziła wspaniałą rywalizację klubowych kolegów. W klasie SN-1600 lokaty 1-2 w kwalifikacjach Rafał na równi podzielił z Alanem Wiśniewskim (A. Rzemieślnik), następnie obaj zwyciężyli w swoich półfinałach. Ostatni wyścig lepiej rozpoczął kierowca citroena c2, dowożąc wygraną do mety; Berdys niezagrożony dojechał drugi. W punktacji sezonu Rafał zanotował duży awans w grupie SN – z siódmego na trzecie miejsce, z kolei w klasie SN-1600 przejął fotel lidera mistrzostw!

Do trzech razy sztuka – Paweł Hurko w końcu osiągnął zamierzony cel i awansował do finałowej szóstki w klasie seicento. Trzeba przyznać, że niemal całe zawody na warszawskim autodromie układały się po myśli zawodnika A. Chełmskiego. Po raz kolejny świetnie wypadł w kwalifikacjach, zajmując dziewiąte, czwarte i dwukrotnie szóste miejsce, w co w końcowym rozrachunku, wobec nieregularnych wyników rywali, przełożyło się na czwartą lokatę i wysoki dorobek punktowy z tej części zawodów.

Wagę wyniku zwiększyła frekwencja: w Słomczynie – w SC Cup wystartowało aż 43 kierowców i po raz kolejny była to najliczniejsza klasa OMPRC. W półfinale Hurko od razu zjechał na Joker Lap, mając za plecami rewelację ostatnich rund Michała Wrzoska (A. Rzemieślnik), potem konsekwentnie piął się do góry w wynikach by po przedostatnim okrążeniu objąć prowadzenie.

Przegrzewające się opony i plama oleju spowodowały, że wyścigówka Pawła zbyt szeroko przejechała ostatni nawrót, co wykorzystał Wrzosek, wyprzedzając naszego kierowcę. Drugie miejsce również gwarantowało udział w finale, do którego Hurko przystąpił z dużymi nadziejami na dobry wynik. Niestety, błąd w zmianie biegów tuż po starcie „ustawił” przebieg wyścigu: konkurenci odjechali i Paweł nie zdołał nadrobić strat. Mimo to piąte miejsce, po defekcie Budzyńskiego, należy uznać za sukces.

Drugi weekend w Słomczynie nie był szczęśliwy dla Piotra Budzyńskiego. Wicelider punktacji pogrzebał szanse na walkę o laury po błędzie w drugim biegu kwalifikacyjnym. Tuż po starcie, jadąc po wewnętrznej, zostawił sobie zbyt mało miejsca przed zakrętem i w efekcie z impetem uderzył prawą stroną seicento w bandę z opon. Skutki były opłakane: uszkodzona przekładnia kierownicza i skrzywione zawieszenie.

Serwis sprawnie doprowadził wyścigówkę do używalności na kolejny bieg, jednak geometria zawieszenia pozostawiała wiele do życzenia. Od tego momentu Budzyński nie walczył już o wygrane, a o doprowadzenie fiata na jak najwyższej pozycji. O dziwo tempo kierowcy A. Lubelskiego wciąż było bardzo dobre: po drugiej lokacie w pierwszym biegu i wspomnianym „dzwonie” kolejne dwie kwalifikacje ukończył na trzecim i szóstym miejscu, co w ostatecznym rozrachunku dało dziewiątą pozycję.

Można tylko snuć przypuszczenia, jakie wyniki Piotr osiągnąłby w pełni sprawnym „sejem”… W półfinale Piotr zdołał obronić trzecią lokatę, premiowaną awansem do finałowej rozgrywki. W decydującym biegu Budzyński niestety nie dostał szansy walki o jakiekolwiek wyższe miejsce. Tuż po starcie jeden z rywali bezpardonowo uderzył w auto naszego zawodnika, uszkadzając felgę lewego przedniego koła. Dalsza jazda nie miała sensu i Piotr zjechał z toru.

Dziwi tylko fakt, że za ten incydent winowajca nie poniósł żadnych konsekwencji… Jednopunktowa strata Budzyńskiego do prowadzącego Łukasza Grzybowskiego (A. Polski) po zawodach w Słomczynie urosła do 16 „oczek”, ale Piotr zdołał utrzymać pozycję wicelidera. Spora liczba punktów uzbieranych w III rundzie sprawiła, że Hurko pozostał na siódmej pozycji w SC Cup, ale wraz z szóstką poprzedzających go kierowców znacznie odskoczył od reszty stawki.

Ze Słomczyna Łukasz Głowacki