Wielkie emocje we Włodawie

WŁODAWIANKA WŁODAWA – LEWART LUBARTÓW 4:4 (3:1)
0:1 – Niewęgłowski (9), 1:1 – Kuczyński (12), 2:1 – Rusinek (30 samobójcza), 3:1 – Błaszczuk (35), 3:2 – Zuber (54), 3:3 – Zuber (55), 3:4 – Rusinek (59), 4:4 – Więcaszek (90).
WŁODAWIANKA: Polak – Aftyka, Nielipiuk, Drachanczuk, Leszczyński (78 Smolik), Chodziutko (82 Kędzierski), Błaszczuk, Kuczyński, Kiszyjew (68 Soroka), Więcaszek, Zdolski.
Kibice we Włodawie, mimo bardzo silnie wiejącego wiatru, obejrzeli ciekawy, pełen dramaturgii i obfitujący w gole mecz. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, ale ostatecznie żadnej z drużyn nie udało się rozstrzygnąć spotkania na swoją korzyść.
– Lewart rozpoczął mecz bardzo agresywnie, próbował nas zaskoczyć jak Lennox Lewis Gołotę i dość szybko objął prowadzenie – opowiadał po ostatnim gwizdku sędziego Marek Drob, trener Włodawianki. – Nasza odpowiedź była natychmiastowa. Michał Kuczyński przymierzył i trafił w okienko. Gra Lewartu po tej bramce siadła, zaczęliśmy dochodzić do głosu, atakowaliśmy i w ciągu pięciu minut strzeliliśmy dwa gole. Najpierw w zamieszaniu zimną krew zachował Norbert Zdolski, choć piłka odbiła się jeszcze od przeciwnika i dopiero wpadła do bramki, a potem po ładnej akcji Wojciech Więcaszek wyłożył przed pole karne futbolówkę Patrykowi Błaszczukowi, który plasowanym strzałem w długi róg podwyższył rezultat.

Wszystko wskazywało na to, że Włodawianka wygra drugi w tej rundzie mecz. – W szatni mówiłem chłopakom, że trzeba przeczekać 15-20 minut, bo Lewart nie ma nic do stracenia i ruszy na naszą bramkę. Przy stanie 3:1 idealną okazję strzelecką miał Piotr Chodziutko. Gdyby strzelił, myślę, goście nie podnieśliby się. Po tej akcji straciliśmy gola na 2:3. Niestety, kilku minut potem przeciwnik strzelił jeszcze dwie bramki! Popełniliśmy proste błędy, które nas drogo kosztowały. Na 4:3 rywalowi wyszedł strzał życia. Uderzył z 25 metrów nie do obrony – mówi Marek Drob.
Szkoleniowiec włodawskiej drużyny dokonał kilku zmian i jego podopieczni znów ruszyli do ataku. – Musieliśmy ponownie odrabiać straty – opowiada trener Drob. – Były okazje, ale marnowaliśmy je. Dopiero w 90 min. piłkę dostał Więcaszek, uderzył na bramkę, ta odbiła się jeszcze od słupka i zatrzepotała w siatce. Gol ten uratował nam jeden punkt. W sumie ciekawy mecz, z bardzo mocnym przeciwnikiem, więc remis nas cieszy.
W kolejnym meczu Włodawianka zagra w Lublinie z Lublinianką. Spotkanie odbędzie się w sobotę 25 marca o 14.00. (s)