Włodawianka na „piątkę”

WŁODAWIANKA WŁODAWA – ŁADA BIŁGORAJ 5:1 (2:0)
1:0 – Chodziutko (5), 2:0 – Więcaszek (37), 3:0 – Błaszczuk (53), 4:0 – Chodziutko (56), 4:1 – Dorosz (70 karny), 5:1 – Więcaszek (79 karny).
WŁODAWIANKA: Polak – Leszczyński, Nielipiuk, Bartnik, Aftyka, Zdolski, Soroka (74 Kuczyński), Błaszczuk, Drachanczuk, Chodziutko, Więcaszek.
Dla obu drużyn był to bardzo ważny pojedynek. – Wiedzieliśmy, że zespół, który wygra, odskoczy od strefy spadkowej, dlatego moi zawodnicy bardzo poważnie potraktowali mecz z Ładą. Nie ukrywam, że obawiałem się tej konfrontacji. Mamy zdziesiątkowaną kontuzjami drużynę, krótką ławkę rezerwowych, a w dodatku zespół z Biłgoraja to wymagający przeciwnik – mówił po ostatnim gwizdku arbitra Marek Drob, szkoleniowiec Włodawianki.
Mecz był szczególnym dla 43-letniego trenera Łady, Ireneusza Zarczuka, wywodzącego się z Włodawy, który większość piłkarskiego życia spędził jednak w Biłgoraju. Od pierwszych minut do ataku ruszyła Włodawianka. Znów na szpicy zagrał Wojciech Więcaszek, który ostatnio zaliczył hat-tricka. Już w 5 min. zmarznięci kibice gospodarzy mieli powody do radości. Lewą stroną boiska przedarł się Piotr Chodziutko, minął jednego rywala, i mimo że kolejny obrońca mocno naciskał zawodnika Włodawianki, ten oddał płaski strzał, a piłka otarła się jeszcze o rękę interweniującego bramkarza Łady, następnie od słupka i wpadła do siatki.

– Gol dodał nam skrzydeł, przeważaliśmy zdecydowanie, można powiedzieć, że zamknęliśmy Ładę na jej połowie – opowiada Marek Drob. – Stwarzaliśmy sobie kolejne groźne okazje. Dwa razy w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali znalazł się Norbert Zdolski, ale w obu przypadkach golkiper gości szczęśliwie bronił nogami. Dobrą okazję miał też Więcaszek, lecz bramkarz Łady obronił również jego strzał.
W 37 min. Więcaszek w końcu trafił do siatki. – 2:0 to był najniższy wymiar kary, jaki w pierwszej połowie spotkał gości – mówi trener Drob. – Powinniśmy prowadzić wyżej. Nasza gra jednak wyglądała naprawdę dobrze i napawała optymizmem na drugą połowę.
Włodawianka w niedzielne popołudnie była nie do zatrzymania. Więcaszek i spółka od początku drugich 45-minut podkręcili tempo swoich akcji i dość szybko zdobyli jeszcze dwa gole. – Po niespełna godzinie gry było w zasadzie po meczu. Niepotrzebnie pozwoliliśmy rywalowi strzelić honorowego gola z rzutu karnego. Artur Nielipiuk wybijał piłkę, potem trafił w zawodnika i sędzia wskazał na wapno – opowiada szkoleniowiec Włodawianki.
Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało jednak do gospodarzy, a konkretnie do Więcaszka. W 79 min. w polu karnym Łady został sfaulowany Chodziutko, a najlepszy strzelec włodawskiej drużyny pewnie wykorzystał jedenastkę. 30-latek ma na swoim koncie już dziewięć trafień. Zapewne byłoby ich więcej, gdyby od początku sezonu grał w ataku.
– To był nasz ostatni mecz u siebie w tej rundzie, zakończony efektownym zwycięstwem. Można powiedzieć, że z przytupem rozpoczęliśmy rundę i z przytupem kończymy, bo na inaugurację sezonu również wygraliśmy 5:1 z LKS Milanów – cieszy się z postawy drużyny i trzech punktów Marek Drob. – Wywalczyliśmy bardzo ważne zwycięstwo, przed nami jeszcze jeden mecz w Piszczacu z Lutnią, który też będziemy chcieli wygrać. Jeśli zagramy z takim zaangażowaniem i determinacją, jak przeciwko Ładzie, o wynik pojedynku będę spokojny – dodaje szkoleniowiec Włodawianki.(red)