Włodawianka przerwała złą passę

WŁODAWIANKA WŁODAWA – STAL KRAŚNIK 0:0
WŁODAWIANKA: Danielczuk – Leszczyński, Więcaszek, Błaszczuk, Aftyka, Soroka, Nielipiuk, Drachanczuk (89 Kędzierski), Kiszyjew (62 Kuczyński), Bartnik, Zdolski.
Ostatnie wyniki Włodawianki nie napawały optymizmem. W siedmiu spotkaniach zespół trenera Marka Droba odniósł tylko jedno zwycięstwo w Żmudzi, a pozostałe mecze przegrał. Nic więc dziwnego, że włodawska drużyna w meczu ze Stalą Kraśnik bardzo chciała przerwać złą passę, choć nie była faworytem tego starcia.
– Wiedzieliśmy, jakie atuty ma Stal i staraliśmy się ją ich pozbawić – mówił po ostatnim gwizdku sędziego Marek Drob. – Przede wszystkim zależało nam na tym, by zneutralizować Rafała Króla. Wszyscy wiedzą, jaki to jest zawodnik i co potrafi. Owszem, miał dwa wolne, jednak w obu przypadkach bardzo dobrze bronił Danielczuk. Graliśmy bardzo ambitnie, walczyliśmy o każdą piłkę, choć pod względem fizycznym Stal nad nami górowała. W pojedynkach o górne piłki z rosłymi zawodnikami z Kraśnika byliśmy bez szans.
We Włodawie kibice obejrzeli mecz walki. Sytuacji strzeleckich z obu stron było jak na lekarstwo. – Okazji nie mieliśmy za wiele, Stal również, bo jedni i drudzy dużo grali w środku pola. W samej końcówce mieliśmy szybką akcję, ale sędzia uznał, że Bartnik jest na spalonym. Decyzja kontrowersyjna. Szanujemy ten punkt, bo jeśli nie można wygrać meczu, to trzeba go chociaż zremisować. Remis przybliża nas do utrzymania. Przed nami jeszcze kilka spotkań, ale z naszego punktu widzenia najważniejsze to pojedynki na swoim boisku z POM Iskra Piotrowice i Lutnią Piszczac. Jeśli choć jeden wygramy, na 100 procent zapewnimy sobie pobyt w czwartej lidze – dodał Marek Drob.
W następnym meczu Włodawianka zagra na wyjeździe z Powiślakiem Końskowola. Początek w niedzielę 28 maja o 16.00. (s)