Wybierali z automatów

W ciągu jednej nocy potrafili przejechać kilka godzin samochodem, by dokonać skoku w dwóch oddalonych od siebie o ponad 400 km miastach kraju. Przez pięć miesięcy, przy pomocy nożyc i śrubokręta, ograbili w sumie 31 myjni samochodowych. Zaczęli od tej na terenie Chełma, a teraz odpowiadają przed chełmskim sądem.

Dwaj mieszkańcy Lublina (38-letni Krystian S. i 25-letni Artur W.) wpadli na pomysł, jak szybko i bez większego wysiłku zapełnić własne portfele. Postanowili, że pojadą do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Chełma, pod osłoną nocy wejdą na teren myjni samochodowej, rozbiją automaty i odkurzacze, i wyciągną stamtąd pieniądze, a lokalna policja będzie szukać winnych wśród miejscowych. Tak też zrobili, a że skok im się udał i do domu wrócili z ładną kwotą, uznali, że żal by było zaprzestać na jednorazowej akcji.

Tydzień później pojechali zatem do Tarnobrzega i tam złupili automat myjni, po czym wsiedli w samochód i pognali do oddalonej o ponad 3 godziny jazdy Białej Podlaskiej, gdzie wyjęli pieniądze z trzech modułów miejscowej myjni. Kilka dni później okradli automaty z dwóch myjni w Białymstoku, potem ruszyli na skok do Gąbina pod Płockiem, a dzień później już byli w Sierpcu (również woj. mazowieckie). Jeszcze tej samej nocy napadli na myjnię w Olsztynie, a po kilku kolejnych dniach ruszyli na skok w Białymstoku. Tam okradli dwie następne myjnie i – nie zwlekając – ruszyli na podbój Ełku (woj. warmińsko-mazurskie). Pobudzeni i – zdawać by się mogło – nieuchwytni, po napadzie wsiedli w samochód i popędzili do oddalonej o ponad 400 km Piły (jeszcze tej samej nocy włamali się do automatu na terenie jednej z tamtejszych myjni). Kilka dni później byli już w Szczecinie, skąd ruszyli do Przeworska (woj. podkarpackie), a potem prosto do Szczytna (woj. warmińsko-mazurskie) i znów Białystok. Kilkanaście dni odpoczywali i kosztowali życia za zrabowane pieniądze, aż wreszcie ruszyli do Wasilkowa (woj. podlaskie), ale jeszcze tego samego dnia wrócili na sprawdzony teren do Białegostoku. Po udanym skoku wrócili do rodzimego Lublina, a już 3 dni później kradli pieniądze z myjni w Tarnobrzegu. Nie ominęli Zabłudowa (woj. podlaskie), Gorzyc (woj. podkarpackie), Rzeszowa, Leżajska, Kalinówki pod Lublinem, Zamościa, Łochowa (woj. mazowieckie) i Szczytna. To niewiarygodne, ale w ten sposób w ciągu 5 miesięcy złodzieje obrabowali w sumie 31 myjni samochodowych w różnych częściach kraju.

Po tym czasie, niemal jak u starych kochanków, pojawiły się kłótnie. Para złodziei się rozdzieliła i obaj zaczęli już kraść na własną rękę (S. napadł na automaty w Lublinie i Łomży oraz wyłudził od znajomej pieniądze, W. kradł okradł lubelską myjnię). Aż wreszcie, po nitce do kłębka, kryminalnym udało się powiązać wszystkie sprawy i namierzyć włamywaczy. Zatrzymani usłyszeli zarzuty, prokurator wysłał akt oskarżenia, a sprawa trafiła na wokandę Sądu Rejonowego w Chełmie. Proces trwa, bo świadków z całej Polski nie brakuje, a śledczy zebrali ponad 100 dowodów. Za kradzież z włamaniem oskarżonym grozi do 10 lat pozbawienia wolności. (pc)