Zamiast kary szok

Szok przeżyła matka zamordowanej Ani, kiedy dowiedziała się, że zabójca jej córki nie przebywa w więzieniu, ale jest na wolności. Skazany Mateusz K. (24 l.), który pochodzi z zamożnej lekarskiej rodziny, postarał się o długą przepustkę na podreperowanie zdrowia.
Ewa Szysiak, mama zamordowanej 21-latki dostała z aresztu w Lublinie dwa pisma. Jedno informowało ją, że Mateusz K. stara się o przerwę w odbywaniu kary, a drugie o tym, że otrzymał taką zgodę. Potem znajomi powiedzieli jej, że już widzieli zabójcę na wolności w rodzinnym Lubartowie. Kobieta nie mogła w to uwierzyć. – Dlaczego nie leczą go za kratami? – pyta rozżalona.
Mężczyzna postarał się o przerwę ze względów zdrowotnych. Tłumaczył to koniecznością przejścia operacji. Jest ona związana z oparzeniami, których doznał po zabójstwie, kiedy próbował popełnić samobójstwo i chciał podpalić się w samochodzie. Sędziowie penitencjarni zgodzili się na zwolnienie, ponieważ takiego zabiegu nie można przeprowadzić w warunkach więziennych. Prokuratura nie składała żadnych odwołań.
Zabieg był zaplanowany na 19 września w Centrum Leczenia Oparzeń w Łęcznej. Mężczyźnie pozwolono jednak na długotrwałą rehabilitację. Do więzienia powinien się zgłosić do końca października. Nikt go nie pilnuje. Matka ofiary obawia się, że może uciec za granicę, gdzie ma liczną rodzinę.

Do morderstwa doszło w 2013 r. Ania studiowała na jednej z lubelskich uczelni. Była bardzo zaradna i samodzielna. Aby odciążyć swoich rodziców, dorabiała sobie w McDonaldzie. Zanim zerwała z chłopakiem, mieszkała z nim w jego mieszkaniu w Lublinie. On nie mógł dostać się na studia medyczne. Utrzymywali go rodzice. Para spotykała się ze sobą trzy lata. Początkowo młodzi ludzie planowali wspólną przyszłość i nawet mówili o ślubie. Dziewczyna jednak szybko przekonała się, że jej partner próbuje z niej uczynić swoją własność. Stawał się chorobliwie zazdrosny. Kilka miesięcy wcześniej, podczas sprzeczki w samochodzie omal nie udusił swojej ukochanej.
Ania szybko zrozumiała, że to toksyczny związek i chciała się od niego uwolnić. W końcu odważyła się mu powiedzieć, że więcej nie chce się z nim widywać. Młodzieniec przez tydzień zastanawiał się co ma zrobić. W jego głowie zrodził się potworny plan. Zaczaił się pod domem 21-latki w Lubartowie. Poczekał, aż jej matka wyjdzie z psem na spacer. Wtedy wbiegł do mieszkania i poderżnął ofierze gardło.
Mateusz K. w sądzie zupełnie nie wyglądał na kogoś, kto by miał wyrzuty sumienia. Kiedy policjanci prowadzili go skutego kajdankami, był zadowolony, uśmiechał się do wszystkich.
Biegli stwierdzili, że miał ograniczoną poczytalność, ale mógł kierować swoim postępowaniem, dlatego zamiast dożywocia, na które zabójca zasłużył, sąd skazał go jedynie na 12 lat więzienia. Sprawca ma też zapłacić 100 tys. zł nawiązki dla matki zamordowanej. Pieniędzy jednak dotychczas nie przekazał. LL