Zmęczeni, ale spełnieni i szczęśliwi wrócili do domów chełmscy pielgrzymi, którzy uczestniczyli w tegorocznej, już 47. Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Wśród nich najmłodszy z uczestników 1,5-roczny Augustyn i najstarszy – 73-letni Marek.
Grupa 17 granatowa wyruszyła z Chełma 1 sierpnia. W sumie 152 osoby, ale 14 sierpnia, po pokonaniu ponad 350 kilometrów na Jasną Górę, dotarło 126. – Niektórzy szli tylko dzień, inni dwa lub trzy, tyle, na ile pozwalał im czas. Siostra Irena wybierała się tylko na 3 dni, ale wróciła do nas, kiedy byliśmy na Świętym Krzyżu, bo postanowiła pielgrzymować dalej. Każdego dnia ludzie przyłączali się do pielgrzymki, by przejść z nami choć kawałek drogi – mówi Małgorzata, która pokonała trasę pielgrzymki już po raz piąty. – Najmłodszy pielgrzym 1,5-roczny Augustyn, mając wokół tyle cioć i wujków, dzielnie znosił trudy pielgrzymowania. Również najstarszy Marek, 73 lata, nieźle dawał sobie radę. Po raz dwudziesty szedł Krzysztof, który na pątniczy szlak zabrał dwóch synów. W sumie w pielgrzymce uczestniczyło 10 rodzin. Grupie przewodniczył ks. Mikołaj, który każdego dnia umacniał wiarę uczestników swoimi naukami, podobnie jak ks. Adam cichy, spokojny, duchowy przewodnik, bez którego pielgrzymka nie byłaby tak piękna. Był z nami również ks. Tomasz, który w najtrudniejszych chwilach wraz ze scholą mobilizował grupę śpiewem i ks. Łukasz kapelan medyczny, który do późnych godzin nocnych opatrywał obolałe stopy pątników.
Oficjalne hasło tegorocznej pielgrzymki brzmiało „Świadkowie Nadziei”, ale chełmska grupa ukuła swoje podhasło: „Hakuna Matata, Wszyscy kochamy Jezusa, Maryję, siostrę i brata”.
– Pogoda sprzyjała choć upały dawały się we znaki. Wszyscy szli niosąc w sercu intencje, prośby i podziękowania. Każdego dnia uczestniczyliśmy we mszy św. i konferencjach prowadzonych przez przedstawicieli Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, których tematem przewodnim była nadzieja. Na pątniczym szlaku nie zabrakło czasu na wspólne rozmowy, śpiew i świadectwa uzdrowień, jakie dokonywały się po modlitwach wstawienniczych – kontynuuje wspomnienie z pielgrzymki, Małgorzata. – Niesamowite jak wiele życzliwości i wsparcia otrzymywaliśmy po drodze. Jesteśmy ogromnie wdzięczni rodzinom, które przyjmowały nas pod swój dach oraz tym wszystkim, którzy poświęcali swój czas na przygotowanie poczęstunku. Wdzięczni za ich trud każdego dnia modliliśmy się w ich intencjach. Wspólne pielgrzymowanie zaowocowało wieloma przyjaźniami i choć nie było łatwo prawie wszyscy deklarowali, że za rok pójdą znowu. M
B.





