Zrealizowali cel

ŁADA BIŁGORAJ – ChKS CHEŁMIANKA 0:2 (0:2)
0:1 – Koprucha (35), 0:2 – Koprucha (45).
ChKS: Drzewiecki – Kwiatkowski, Krupski, Maliszewski, Wołos, Prituliak (75 Jabkowski), Kobiałka, Uliczny, Budzyński (90 Filipczuk), Koprucha (60 Kotowicz), Banaszak (67 Greguła).
Piłkarze Chełmianki znali wynik sobotniej konfrontacji Hetmana Zamość z Lutnią Piszczac i wiedzieli, że tylko zwycięstwo pozwoli im zrównać się punktami z najgroźniejszym przeciwnikiem. Mało tego, zdawali sobie sprawę, że jeśli wygrają różnicą czterech goli, odzyskają fotel lidera. Okazje ku temu były, ale zawiodła skuteczność.
Przed meczem trener Artur Bożyk dokonał kilku roszad w składzie. Szkoleniowiec nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Łukasza Sękowskiego, Szymona Jodłowskiego i Daniela Chariasza. Z tego też powodu partnerem Michała Maliszewskiego na środku obrony był Rafał Krupski, który po raz pierwszy w tym sezonie zagrał w podstawowej jedenastce. Były zawodnik Hetmana Żółkiewka swój występ może zaliczyć do udanych.
Od pierwszych minut Chełmianka przejęła inicjatywę. Dominowała nad rywalem w każdym elemencie gry. Łada w pierwszej połowie nie stworzyła ani jednej groźnej sytuacji do zdobycia gola, ba nie oddała też nawet jednego strzału w światło bramki strzeżonej przez Damiana Drzewieckiego. Tymczasem Chełmianka zagrała zdecydowanie lepiej, niż tydzień wcześniej z Włodawianką.
– Mieliśmy zdecydowaną przewagę i dość łatwo wypracowywaliśmy sobie strzeleckie okazje – mówił po meczu Grzegorz Gardziński, prezes klubu. – Na dobrą sprawę do przerwy mogliśmy prowadzić różnicą nawet pięciu goli. Trzech wyśmienitych szans nie wykorzystał Przemysław Banaszak. Trzy razy znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Bardzo dobrą okazję miał Damian Koprucha. Przy stanie 0:0 nie trafił do pustej bramki z 10 metrów. Jedną sytuację do zdobycia gola miał również Aleksiej Prytuliak.
Wreszcie nadeszła 35 minuta spotkania. Koprucha wykorzystał dośrodkowanie, uderzył głową z 6 metrów, zdobywając prowadzenie dla Chełmianki. Tuż przed zejściem do szatni Koprucha ponownie wpisał się na listę strzelców. Dostał piłkę na lewej stronie i nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem, uderzając w długi róg.
– W pierwszej połowie różnica pomiędzy grą obu zespołów była wyraźna. Przewyższaliśmy gospodarzy o co najmniej klasę – mówił po ostatnim gwizdku sędziego prezes Grzegorz Gardziński.
W drugiej połowie Chełmianka nie grała już tak dobrze, jak w pierwszych 45-minutach, aczkolwiek wciąż dominowała. – Kontrolowaliśmy przebieg meczu, nie pozwalając Ładzie rozwinąć skrzydeł. Bardzo dobrze spisywała się nasza defensywa, która nie dopuściła rywala pod bramkę Damiana Drzewieckiego – opowiada prezes Gardziński.
Chełmianka mogła podwyższyć wynik, ale dwóch bardzo dobrych okazji nie wykorzystali Michał Budzyński i Michał Filipczuk. Ten ostatni w doliczonym czasie gry dostał idealne podanie od Huberta Kotowicza, ale nie trafił do bramki.
Trener Artur Bożyk po ostatnim gwizdku sędziego był zadowolony z trzech punktów. – Byliśmy w przeważającej części meczu w posiadaniu piłki i to cieszy. Musimy jednak pracować nad większym spokojem, bo brakowało go dziś przy wykańczaniu akcji pod bramką rywala. Zachowując spokój mogliśmy tutaj pokusić się o zdecydowanie wyższe zwycięstwo – twierdzi szkoleniowiec Chełmianki.
W 10. kolejce chełmska drużyna zagra u siebie z Lutnią Piszczac. Początek spotkania w niedzielę 25 września o godz. 15.00.(red)