5 lipca pożegnaliśmy Józefę Dynysiuk, jedną z najstarszych mieszkanek Chełma. W tym roku skończyłaby 102 lata. Panią Józefę znało wielu chełmian, a nazwisko Dynysiuk, za sprawą jej synów, było bliskie wszystkim kibicom piłki nożnej w mieście.
Gdy w 2023 roku opisywaliśmy jej setne urodziny, była wciąż niezwykle sprawna, pogodna, pełna wigoru i samodzielna. Miała doskonałą pamięć, ogromną energię i niesamowitą chęć do życia, której mógłby jej pozazdrościć niejeden dużo młodszy człowiek. Doniosłą rocznicę świętowała w otoczeniu licznej rodziny i przedstawicieli chełmskiego magistratu.
Pani Józefa urodziła się 1 sierpnia 1923 roku w Rożdżałowie pod Chełmem. Była jedną z siedmiorga dzieci Stanisławy i Józefa Betiuków. Tam dorastała i chodziła do szkoły. Rożdżałów miał dla niej zawsze szczególne znaczenie. Wracała do niego myślami i wspomnieniami z ogromnym sentymentem.
W 1950 roku wyszła za mąż za Jana Dynysiuka, który również pochodził z Rożdżałowa. Rok później przeprowadzili się do Chełma. Byli małżeństwem ponad 40 lat, aż do śmierci pana Jana w 1992 roku. Wychowali ośmioro dzieci: 2 córki i 6 synów. Większość pozostała w Chełmie i jest znana przynajmniej starszemu pokoleniu chełmian, a już na pewno kibicom Chełmianki, bo synowie pani Józefy swego czasu byli filarami tej drużyny. Sędziwa seniorka doczekała się też 12 wnuków, 15 prawnuków, a także jednego praprawnuka.
Pani Józefa słynęła z pogody ducha, gościnności i miłości do ludzi.
– Taka była dla nas i taka sama była też dla swoich sąsiadów i znajomych – wspomina jej córka, pani Leokadia. – Uwielbiała rozmawiać, opowiadać historie z dawnych lat, recytować zapamiętane wierszyki i śpiewać piosenki sprzed dziesięcioleci.
Mimo sędziwego wieku, niemal codziennie wychodziła na spacer. Sama schodziła z trzeciego piętra z laską, by – jak mówiły sąsiadki – „pobiegać wokół bloku”. W spacerach towarzyszyła jej pani Grażynka, opiekunka.
Kochała czytać, choć w ostatnich latach miała już problemy ze wzrokiem. Dzieci pamiętają opowieści o tym, jak jako dziewczynka chowała się pod pierzyną ze świecą, by czytać książki po ciemku. Do późnych lat życia pasjonowały ją podróże. Jeszcze po osiemdziesiątce samotnie poleciała do Grecji, odwiedziła też Bułgarię, Węgry, Ukrainę i wiele polskich miast.
– Mama zawsze była bardzo dzielna. Nawet kiedy coś ją bolało, nie skarżyła się. Mówiła: „Poboli i przestanie”. Odeszła niespodziewanie i zbyt szybko… Miała jeszcze tyle planów… Była wspaniałą mamą, babcią i prababcią. Dla każdego miała czas. Była tolerancyjna, nie pouczała – tłumaczyła. Mimo wieku pamiętała o wszystkich ważnych datach – urodzinach i imieninach dzieci, synowych, wnuków – wspomina pani Leokadia.
Bliscy przyznają, że jej śmierć była ogromnym przeżyciem. Pocieszeniem jest jednak to, że stworzyła piękną rodzinę. Mówią, że po jej odejściu usłyszeli wiele ciepłych słów od znajomych, sąsiadów i przyjaciół. Wszyscy zapamiętali ją jako wspaniałego człowieka – pełnego dobroci i mądrości.
Józefa Dynysiuk zmarła 29 czerwca. Jej pogrzeb odbył się 5 lipca na cmentarzu komunalnym. Rodzina i przyjaciele pożegnali ją z żalem, ale i z ogromną wdzięcznością za jej obecność w ich życiu.
Pani Józefa była jedną z najstarszych mieszkanek naszego miasta. Za niespełna miesiąc świętowałaby 102. urodziny. Najstarsza mieszkanka Chełma ma dziś 103 lata. Na pobyt stały w Chełmie zameldowane są również dwie panie, które ukończyły 102 lata, dwie panie mające 101 lat i sześcioro stulatków: dwóch mężczyzn i cztery kobiety. (w)
































