Podglądanie Kopenhagi…

…a ściśle jej rozwiązań w sferze urbanistyki i komunikacji – tak można by skwitować wyjazd studyjny do stolicy Danii w połowie maja br. Zorganizowano go dla grupy studentów architektury krajobrazu KUL, którzy chcą znać dobre praktyki miasta, które pod tym względem jest na świecie liderem. Czy będzie to z korzyścią dla Lublina?


Wyjazd zorganizował dr inż. Jan Kamiński, architekt krajobrazu, jednak prelekcję podsumowującą go 13 czerwca, w kooperatywie Wspólna Przestrzeń przy ul. Kowalskiej wygłosił Marcin Skrzypek, dokumentalista i animator z Forum Kultury Przestrzeni, który towarzyszył studentom w wyjeździe do Kopenhagi.

– Dostaliśmy bardzo atrakcyjne zakwaterowanie w hostelu na granicy parku Amager Faelled – to taka naturalna enklawa zieleni niedaleko centrum miasta. Urodą i wielkością przypomina lubelskie górki czechowskie, wypisz wymaluj! Są tam liczne wzniesienia, z których można sobie obejrzeć panoramę Kopenhagi i poczuć życiową przestrzeń – mówił prelegent. Jego zdaniem to świetnie zaaranżowany teren, dający miastu świeży oddech dzięki zachowanej tam przyrodzie.

„Park” jest naturalistyczny, choć został lekko ucywilizowany: poprowadzono tam rowy odwadniające, naturalne ścieżki spacerowe i rowerowe zostały pokryte żwirem lub korą. Trawa bywa koszona, jednak częściowo dbają o to owce mające tam swe pastwiska, podobnie jak niewielkie szkockie krowy. Niezależnie od tego w Amager Faelled można spotkać dziko żyjące gęsi, sarny, jelonki. Nijak nie przypomina on wymuskanych miejskich parków.

Postawiono tu szereg urządzeń służących do wypoczynku i rekreacji – są dość surowe, zrobione na wzór natury. To m.in. place zabaw gdzie wykorzystano pniaki, kłody, drabinki, wykreowano „małpie gaje”, wiaty czy szałasy do biwakowania. Powstały liczne miejsca na ognisko czy grill mające budowę, która nie ulega destrukcji, – nawet gdy odbędzie się tam libacja ludzi z marginesu.

– Tymczasem był inny plan… część tej oazy miasto sprzedało już pod zabudowę, jednak odkryto tam rzadki gatunek żab pod ochroną, które ocaliły ten obszar – akcentuje Marcin Skrzypek. – Deweloper czując presję społeczną, wycofał się z projektu, z własnego już gruntu, prosząc o inny teren pod mieszkaniówkę.

Kopenhaga zaskakuje…

– Nie jest miastem idealnym, lecz dostarcza wielu pozytywnych przykładów cennych dla architektów krajobrazu – w tym duchu wypowiadają się uczestnicy wyprawy. – Miło było patrzeć również na kampus studencki przylegający do wspomnianego parku. Nigdzie nie widać w nim dominacji betonu nad środowiskiem przyrody, gdzie budynki uniwersyteckie niejako „goszczą”. Tu także zastosowano szereg naturalnych materiałów i rozwiązań urbanistycznych przyjaznych ludziom – a znacznie mniej samochodom, bowiem miejscy planiści Kopenhagi kierowców nie rozpieszczają. Nie tworzą wielu ułatwień komunikacyjnych dla 25% społeczeństwa! – tylu bowiem Duńczyków posiada samochody.

Interesujące są też inne rozwiązania. Np. ogródki działkowe są lokowane tuż obok osiedli mieszkaniowych i nie są ogrodzone płotami. Szkoły funkcjonują również bez ogrodzeń, mają otwarte dla wszystkich boiska i place zabaw.

Wszędzie widać połączenie naturalnej zieleni i wysokiej jakości modernistycznej architektury. W budownictwie preferowane jest mieszanie funkcji mieszkalnych i publicznych obok siebie.

Miasto ma dużo naturalnej przestrzeni. Nie czuje się tu zbędnej ingerencji projektantów, nie ma miejsca na wydumane ławki czy parklety, na sztuczne kwietniki, place zabaw niczym pałace Gargamela. Do tego celu wykorzystuje się kłody i pniaki oraz ukształtowanie terenu.

W Danii są też ciekawe pomysły na obecność wody w przestrzeni publicznej. Jest bliski, bezpośredni dostęp do niej, praktycznie bez barier: zadbane rzeki, kanały, stawy, sadzawki służą wprost ludziom i mają wpływ na schładzanie lokalnego klimatu.

Czy rozwiązania sprawdzające się w Danii można przenieść na lubelski grunt?

To nawet nie zależy od kosztu tych przedsięwzięć, to zależy od stanu umysłów ludzi, od ich kultury i edukacji. Póki co warto przejąć od nich zakaz wielkoformatowych reklam na ulicach miasta.

Co jeszcze można skopiować?

Dobre praktyki i pomysły z Kopenhagi Marcin Skrzypek wymienia jak z nut. Choćby tzw. greenway’e – szerokie dukty wśród zieleni, mieszczące chodnik i drogę rowerową. Są idealne dla podróżowania pomiędzy dzielnicami, sytuowane poza typową jezdnią. Do jazdy rowerem na peryferiach /wytycza się również twarde alejki żwirowe.

W śródmiejskiej zabudowie drogi rowerowe zwykle oddziela od chodnika i jezdni krawężnik oraz różnica poziomów. Są malowane kolorem niebieskim, a i tak łatwo je widać na skrzyżowaniach i rondach. Tak oznaczona droga idzie zawsze wzdłuż jezdni, a więc rowerem jeździ się praktycznie wśród aut, tyle że własnym pasem. Aha, warto skopiować tzw. spowalniacze szybkości rowerów.

– Skrzyżowania kopenhaskie charakteryzuje ciągłość chodnika, który tnie na wskroś przecznicę o małym natężeniu ruchu. Wyjeżdżający z niej i wjeżdżający na nią kierowca musi uważać na pieszych mających tu bezwzględne pierwszeństwo ruchu. U nas jest odwrotnie: to kierowca korzysta z ciągłości swojej jezdni, a piesi dodatkowo muszą omijać śluzę, czyli miejsce dla aut czekających na wyjazd – mówi Marcin Skrzypek. Zauważa, że w Kopenhadze nie realizuje się całkowitej separacji pieszych i rowerzystów – bo ta i tak nie działa w praktyce.

Sprawdza się u nich całkowity brak barierek w ciągach komunikacyjnych, podobnie jak minimalna ilość znaków drogowych – właściwie ich nie widać. A i tak obserwuje się wysoką kulturę jazdy, wzajemne zrozumienie różnych uczestników ruchu, co u nas wymaga dłuższej edukacji i promocji.

Praktyczny jest podział przestrzeni osiedlowej na strefy: np. rejon parkingu, a reszta terenu bez możliwości stawiania aut. Parkingi oddziela się tu wysokim żywopłotem, co bardzo uspokaja krajobraz ulic i osiedli. Imponuje aranżacja podwórek i przestrzeni między blokami – bez barier, otwarta, dobrze zaaranżowana, np. na przydomowe ogródki, miejsca zebrań, kąciki wypoczynku.

Inne ciekawe obserwacje?

W kopenhaskim city jest dużo starej, nierównej nawierzchni brukowej, prawdopodobnie traktowanej jako dziedzictwo miasta, co jednak nie ułatwia przemieszczania się. Nie sprawdziłyby się u nas tamtejsze stojaki na rowery typu „wyrwikoło” – zauważają komentatorzy – To już różnica stricte kulturowa.

Co jeszcze zauważono w stolicy Danii? Otóż w nowej zabudowie miejskiej nie spotyka się zbyt wielu drzew wzdłuż ulic, choć przestrzeni dla nich jest dość. Za to co krok widać skwery lub oddzielne parki.

Kopenhaga (blisko 800 lat historii i ok. 500 tys. mieszkańców) leży w strefie klimatu morskiego, gdzie powietrze jest wilgotne i nie nagrzewa się do temperatur notowanych nad Bystrzycą. Aura tam jest wolna od zanieczyszczeń, stąd zapewne mniejsza troska włodarzy miasta o szpalery drzew na traktach komunikacyjnych.

To wzbudziło dyskusję po prelekcji: – Niech prezydent nie bierze wzoru z Kopenhagi pod tym względem, niech urzędników nie usprawiedliwia fakt, że drzew jest tam mniej, bo przecież przyroda tam dominuje – rzucił ktoś z sali.

– W naszym mieście ewidentnie brakuje zieleni. Drzewa w Lublinie są dla kogoś zakałą, skoro trwa ich masowe wycinanie. Gdzie nam się zestawiać z Kopenhagą – twierdzi dr inż. Antoni Jakóbczak, wykładowca Politechniki Lubelskiej.

Uczestnicy tego studium na koniec odwiedzili pracownię wyjątkowego człowieka żyjącego w Kopenhadze. To prof. Jan Gehl – światowej rangi urbanista-humanista, znany z niedawnych wizyt w Lublin promujących kampanię Miasto dla Ludzi.

Chętnie rozmawiał na temat pata, jaki zaistniał po referendum w kwestii górek czechowskich. Wsparł kampanię ich ochrony w naturalnej postaci. Nie trzeba było namawiać go do włączenia się w akcję, profesor zareagował na to swym zdjęciem z hasłem: „God, save the Hills”, które ma służyć promocji tej idei w Europie.

Marek Rybołowicz