– Mamy tego dość! Osoby z okolicznych wspólnot mieszkaniowych notorycznie parkują na naszych, wybudowanych za nasze pieniądze parkingach – skarżą się mieszkańcy osiedla Bazylany. Sugerują, by postawić przed postojami szlabany. – To nie takie proste i na dodatek kosztowne – komentuje Adam Pękała, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Bazylany.
Otrzymaliśmy niedawno list od mieszkańców osiedla Bazylany, którzy nie mogą parkować na swoich parkingach, bo mieszkańcy okolicznych wspólnot traktują je jak swoją własność. – Uważamy, że tylko fizyczna blokada wjazdu na nasze osiedle skutecznie uchroni nasz teren prywatny przed tym, aby nasze parkingi nie były zajmowane przez osoby do tego nieuprawnione – alarmują mieszkańcy Bazylanów. Skarga dotyczy zwłaszcza przylegających do osiedla wspólnot mieszkaniowych w blokach przy ul. Małachowskiego 1, 1a, 1b i 3. – Odnosi się to również do osób, które przyjeżdżają do tych bloków w odwiedziny. To, co się dzieje późnym wieczorem, jest nie do zniesienia. Problem jest notoryczny, a straż miejska nie potrafi go rozwiązać – czytamy.
Autorzy listu podkreślają, że parkingi na osiedlu Bazylany nie są ogólnodostępne, o czym informują stosowne tablice.
Według mieszkańców osiedla Bazylany najlepszym rozwiązaniem byłby montaż szlabanów przed parkingami. – Myśleliśmy, że temat ten podejmiemy na walnym zgromadzeniu. Niestety, jak się okazało, nie odbyło się ono z powodu pandemii – mówią. – Płacimy bardzo wysoki fundusz remontowy i chcemy, aby z niego został zbudowany system szlabanów. To są nasze środki i chcemy nimi dysponować zgodnie z potrzebami na osiedlu, a taką potrzebą jest teraz fizyczna blokada wjazdu na nasze osiedle, która będzie chronić nasz teren prywatny – przekonują mieszkańcy Bazylan.
Adam Pękała, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Bazylany, twierdzi, że doskonale zna problem z parkowaniem i robi wszystko, by go rozwiązać. – Regularnie spotykam się z przedstawicielami okolicznych wspólnot mieszkaniowych i apeluję, by zwracali uwagę na to, by ich mieszkańcy nie zostawiali aut na naszych postojach – mówi. – Jeżeli jednak już do takiej sytuacji dojdzie, zostawiamy karteczkę za wycieraczką z informacją, by tu nie parkować i wezwaniem do Spółdzielni celem pouczenia – dodaje. Gdy to nie skutkuje, w sprawę angażuje się Straż Miejska.
– Myślę, że problem z miesiąca na miesiąc będzie mniejszy, ale całkowicie chyba nie da się go rozwiązać. Szlabany? To nie takie proste i na dodatek kosztowne. Mamy trzy wjazdy na parkingi, więc trzeba by zbudować trzy szlabany. Musielibyśmy też wydać ponad 600 identyfikatorów dla osób, które mogłyby z tych przejazdów korzystać – tłumaczy prezes. W odpowiednie przepustki trzeba by też zaopatrzyć służby, np. straż pożarną, pogotowie, policję. – Proszę sobie wyobrazić sytuację, że w środku nocy któryś z naszych mieszkańców potrzebowałby pomocy medycznej, a karetka nie mogłaby podjechać pod blok z uwagi na zamknięty szlaban – mówi Pękała.
Co do walnego zgromadzenia Spółdzielni, prezes zapewnia, że odbędzie się ono, gdy miną przeciwwskazania związane z pandemią i przepisami covidowymi. (kg)































