Śmiertelnie potrącił, zarzutów nie usłyszał

Sprawca śmiertelnego potrącenia na drodze krajowej nr 12 nie usłyszał zarzutów, bo jak mówi prokuratura, sprawa jest niejasna. Wypadek zdarzył się po zmroku, a jedyny świadek nie żyje. Bez opinii biegłego nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy kierowca miał szansę uniknąć potrącenia.

O makabrycznej śmierci młodego człowieka pisaliśmy w poprzednim wydaniu. W wielkanocną niedzielę (17 kwietnia) kierujący Audi A4, 19-latek z gminy Rejowiec, w Janowie potrącił znajdującego się na jezdni pieszego. Mężczyzna (niespełna 25-letni mieszkaniec Warszawy, który zjechał na święta) wpadł na maskę i uderzył głową w przednią szybę pojazdu, po czym został odrzucony na przydrożny pas zieleni. Miał znaczne obrażenia głowy. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził jego zgon.

Zwłoki 25-latka zostały poddane sekcji. Potwierdzono, że przyczyną śmierci były obrażenia odniesione wskutek wypadku. Kierowca, który go potrącił, nie usłyszał jednak zarzutów w tej sprawie i nie jest powiedziane, że je usłyszy. Okoliczności i przyczyny wypadku wyjaśni prowadzone pod nadzorem prokuratury postępowanie.

Zgłoszenie dyspozytor 112 odebrał około godz. 20:30. Było ciemno, odcinek drogi był nieoświetlony. Do wypadku doszło w terenie niezabudowanym, ale mimo obowiązku pieszy nie miał na sobie żadnych elementów odblaskowych. Znajdował się na jezdni, a nie na poboczu. Dopiero za kilka tygodni przyjdą wyniki badań na obecność alkoholu w jego organizmie. Jak na razie nie można niczego jednoznacznie stwierdzić. Poszkodowany nie żyje, a innych świadków wypadku brak. Jest tylko wersja kierowcy (był trzeźwy), dlatego nie obędzie się bez powołania biegłego z zakresu ruchu drogowego. Specjalista oceni, czy technicznie rzecz biorąc 19-latek miał w ogóle możliwość dostrzeżenia pieszego na jezdni i uniknięcia wypadku. (pc)