Dwa dni przed zaplanowanymi imprezami pijany właściciel domu weselnego odesłał pracowników i zamknął bramę na łańcuch. W środku uwięziona została starsza i schorowana kobieta. Panny młode drżały i płakały czy dojdzie do wesela, a policjanci przez kilka godzin negocjowali z pijanym, by wypuścił matkę.
Choć ciężko w to uwierzyć, ta historia wydarzyła się naprawdę. W czwartkowe popołudnie (18 sierpnia) pracownicy socjalni dostali anonimowy telefon, że właściciel domu weselnego na terenie ich gminy przetrzymuje w środku chorą na Alzheimera matkę. 77-letnia kobieta jest niedożywiona i odwodniona, potrzebuje natychmiastowej pomocy w wydostaniu się z pułapki.
Po takim sygnale dwie pracownice ośrodka pomocy społecznej natychmiast udały się pod wskazany adres. Na miejscu zastały bramę zamkniętą na łańcuch. Zaraz potem dowiedziały się, że tego dnia właściciel odprawił opiekunkę matki i odesłał wszystkich pracowników domu weselnego, choć miały rozpocząć się gorączkowe przygotowania do zaplanowanych na weekend dwóch wesel. Bezradne kobiety zadzwoniły po policję.
Przed bramę domu weselnego, w którym właściciel miał więzić schorowaną matkę, przyjechało kilka patroli. Przybyły też załamane pary młode. Zrobiło się zbiorowisko, a przejeżdżający obok kierowcy patrzyli na całą akcję w szoku i osłupieniu.
Przez parę godzin policjanci próbowali negocjować z pijanym mężczyzną, by otworzył bramę i wypuścił kobietę. On jednak nie zamierzał wpuszczać nikogo bez nakazu na teren prywatnej posesji i twierdził, że gdyby matka chciała opuścić budynek, zrobiłaby to. Policjanci podjęli więc decyzję o siłowym wejściu do zamkniętego domu weselnego i zadzwonili po strażaków, by przyjechali i przecięli łańcuchy. Tym bardziej, że podobno nie była to pierwsza interwencja mundurowych pod tym adresem.
Policjanci podejrzewają, że gdy właściciel domu weselnego został uprzedzony o siłowym wejściu, w panice rzucił się do sprzątania pomieszczeń. Mimo to, gdy funkcjonariusze weszli do środka, od progu cofnął ich niemiłosierny odór. Było brudno i śmierdziało. 77-latka siedziała w kuchni. Pogotowie przebadało kobietę – nie była niedożywiona, jej organizm był lekko odwodniony i miała obrzęki nóg. Nie kwalifikowała się jednak do szpitala.
Ku zdziwieniu policji pracownice socjalne nie stwierdziły nieprawidłowości w opiece nad starszą kobietą. Skoro ogólny stan seniorki był dobry, anonimowe zgłoszenie uznały za niepotwierdzone. Szczególnie że do domu weselnego przyjechała konkubina właściciela, która zadeklarowała, że zajmie się starszą panią. 77-latka pozostała na miejscu, a karetka i radiowozy odjechały. (pc)





























