Pani Karolina wraz z córką marzną w mieszkaniu, w którym przez cały listopad było maksymalnie 17 stopni. Kobieta wielokrotnie prosiła urzędników o pomoc, ale nikt nie naprawił wadliwego ogrzewania. Pomogła gazeta.
Pani Karolina wraz z 13-letnią córką mieszkają w kamienicy przy ul. Lubelskiej. Miesięcznie za najem lokalu komunalnego o pow. 27 mkw. kobieta płaci około 500 zł.
– Płacę regularnie, nie mam długów – zaznacza lokatorka, która skarży się na przeraźliwy chłód panujący w mieszkaniu, mimo że budynek jest podłączony do miejskiej sieci.
Kobieta niejednokrotnie telefonowała w tej sprawie do PUM, ale urzędnicy nie reagowali na zgłaszany problem lub odsyłali do MPEC. O interwencję poprosiła redakcję Nowego Tygodnia. – Każdy bezradnie rozkłada ręce. Już kilku hydraulików przychodziło, z PUM i MPEC. Usłyszałam, że termostaty są w porządku, grzejniki nie są zapowietrzone i najpewniej jest jakiś problem z pompą w wymiennikowni.
Jeden pan uznał też, że siłą rzeczy ciepło nie będzie do mnie dochodzić, bo jest to ostatnie mieszkanie w kamienicy. To jakaś paranoja. Przez cały listopad w mieszkaniu było 17 stopni. Córka śpi ze mną, bo nie da się wytrzymać. A gdy dzwonię do PUM, pani odpowiada, że nie wie co ma mi poradzić… Kiedy w takim razie przyślą kogoś, by zszedł do tej wymiennikowi, obejrzał pompę i naprawił problem? Kiedy przestaniemy z córką marznąć? – pyta pani Karolina.
W tej sprawie zwróciliśmy się do miasta. W efekcie do pani Karoliny skierowany został kolejny hydraulik, który w końcu sprawił, że kaloryfery zaczęły grzać tak jak powinny. – Spuścił wodę z grzejnika i coś ruszyło. Jest cieplej. Dziękuję! – cieszy się kobieta.
Mimo wszystko najemcy lokali komunalnych sygnalizują, że w tym sezonie ogrzewanie działa słabiej niż w poprzednich latach.
– W celu optymalizacji kosztów ogrzewania nastąpiła zmiana krzywej grzewczej – tłumaczy Damian Zieliński z gabinetu prezydenta. (pc)






























