Druhowie wyciągnęli konia ze studni, jeźdźczyni wyratowała się sama

Niedzielne popołudnie (24 sierpnia) na długo pozostanie w pamięci mieszkańców Szuminki (gm. Włodawa). Tego dnia służby ratunkowe zostały wezwane do wypadku z udziałem konia oraz młodej amazonki. Zwierzę wpadło do niezabezpieczonej betonowej studni, a tylko dzięki refleksowi jeźdźczyni i ogromnemu szczęściu sytuacja nie zakończyła się dla niej tragicznie.

Koń wpadł do studni tyłem, zapadając się razem eternitową płytą, która służyła za prowizoryczne przykrycie otworu. W momencie zdarzenia na koniu znajdowała się młoda dziewczyna, która – widząc, co się dzieje – w ostatniej chwili zdołała zsunąć się z siodła i uniknąć wpadnięcia razem ze zwierzęciem. Gdyby koń wpadł głową w dół, lub gdyby jeźdźczyni nie zdążyła się zsunąć, mogłoby dojść do tragicznego przygniecenia w wąskiej przestrzeni studni.
– To cud, że nikomu nic poważnego się nie stało. Ułamki sekund mogły oznaczać zupełnie inny finał – mówi właściciel konia, który uległ wypadkowi.

– Po przybyciu na miejsce zastępów straży pożarnej z OSP Stawki, OSP Różanka i JRG Włodawa, przystąpiono do akcji ratunkowej. Koń znajdował się na głębokości około 1 metra poniżej poziomu gruntu, unieruchomiony, przerażony, ale żywy. Działania ratowników polegały na zabezpieczeniu terenu oraz wykonaniu wykopu umożliwiającego częściową rozbiórkę studni i bezpieczne wydobycie zwierzęcia. Na miejscu obecny był również lekarz weterynarii, który monitorował stan konia przez cały czas trwania akcji. Na szczególne uznanie zasłużył lokalny mieszkaniec – właściciel koparki – który bez wahania zaoferował pomoc i użyczył swojego sprzętu, przyspieszając prace ziemne i umożliwiając sprawną interwencję. Bez jego zaangażowania akcja mogłaby trwać znacznie dłużej i być o wiele trudniejsza – podkreśla st. kpt. Michał Tychoniewicz z PSP we Włodawie.

Wydobywanie konia trwało ponad osiem godzin. Zwierzę zostało wyciągnięte i wydawało się, że nie odniosło poważnych obrażeń. Po zakończeniu działań wykop oraz studnia zostały zasypane.
Właściciel konia opowiada, jak doszło do wypadku. – Jechaliśmy we trójkę konno: ja, instruktorka oraz młoda klientka polną drogą. W pewnej chwili zaczął nas dosyć szybko wyprzedzać SUV. Wtedy klacz, na której jechała klientka spłoszyła się i z drogi wbiegła na nieogrodzoną, starą posesję zarośniętą wysokimi zaroślami. Po chwili usłyszałem trzask i jak podjechaliśmy, zobaczyliśmy, konia, który zadem zsuwał się do studni. Klientce udało się szczęśliwie zeskoczyć, ale klacz nie zdołała przednimi nogami utrzymać się krawędzi i po trzech próbach wyskoczenia wpadła całkowicie. Od razu zadzwoniłem po pomoc i wraz ze strażakami z OSP odkopaliśmy pierwszy krąg tej studni szpadlami. Po wydobyciu i wybudzeniu klaczy została ona przewieziona do stajni, gdzie cały kolejny dzień walczyliśmy o jej życie. Niestety, musiała doznać jakichś obrażeń wewnętrznych, bo nie przetrwała kolejnej nocy – opowiada hodowca. (bm)