Podczas piątkowej sesji Rady Gminy Hanna, 5 września, radni debatowali nad zmianami w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej oraz podjęli decyzję o przystąpieniu do projektu usuwania azbestu. Sprawy finansowe nie wzbudziły większych emocji. Zupełnie inaczej było, gdy na koniec obrad wójt Grażyna Kowalik odczytała pismo inwestora planującego budowę biogazowni w Dołhobrodach.
Firma poinformowała, że wycofuje swój wniosek ze względu na brak możliwości przyłączenia do sieci elektroenergetycznej. Tym samym zakończyła się trwająca od ponad półtora roku batalia o tę kontrowersyjną inwestycję.
Biogazownia miała powstać na trzech działkach położonych około pół kilometra od zabudowań w Dołhobrodach i wytwarzać do 2 MW mocy. Plany wywołały natychmiastowy sprzeciw części mieszkańców, którzy zawiązali komitet protestacyjny i rozpoczęli zbieranie podpisów przeciwko inwestycji. Obawiali się negatywnego wpływu na środowisko i komfort życia wsi.
– Ludzie są zaniepokojeni, bo to naprawdę blisko domów – powtarzali przeciwnicy budowy. Władze gminy zapewniały jednak, że procedura jest długotrwała, a decyzje nie zostaną podjęte wbrew woli mieszkańców. Proces obejmował konieczność uzyskania opinii m.in. Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie, sanepidu oraz Wód Polskich. Już wiosną wójt zapowiadała powołanie grupy roboczej złożonej z mieszkańców, ekspertów i przedstawicieli gminy, która miała zbierać informacje o wadach i zaletach biogazowni.
Choć ostatecznie inwestor wycofał się z planów, podczas piątkowej sesji wójt Grażyna Kowalik nie kryła rozgoryczenia. – To było szczucie jednych na drugich, ubliżanie nam i radnym w czasie sesji. A przecież cały czas mówiliśmy, że procedura trwa i że przyjdzie czas na konsultacje społeczne – mówiła, podkreślając, że napięcia wokół sprawy doprowadziły nawet do sytuacji, w których dzieci musiały zmieniać szkoły. Przewodniczący rady Krzysztof Struk przyznał, że konflikt odczuł na własnej skórze. – Poszedłem do znajomego stolarza zamówić usługę, a zostałem odprawiony, bo usłyszałem: „Ty jesteś za budową biogazowni” – relacjonował.
Choć sprawa biogazowni w Dołhobrodach wydaje się zamknięta, jej skutki społeczne pozostaną jeszcze długo widoczne. Zaufanie w lokalnej społeczności zostało poważnie nadszarpnięte, a relacje między mieszkańcami – podzielonymi w ocenie inwestycji – są dziś napięte. – To był trudny czas, pełen wzajemnych oskarżeń i nieporozumień. Najważniejsze, by teraz odbudować zaufanie i spokojnie, w oparciu o fakty, rozmawiać o przyszłości naszej gminy – komentuje wójt Kowalik. (bm)






























