Dlaczego w Krasnymstawie nie zawyły syreny?

Gdy 13 września w Chełmie i Świdniku zawyły syreny mające ostrzec mieszkańców przed zagrożeniem „atakiem z powietrza”, w Krasnymstawie panowała cisza. Dziś starosta krasnostawski przekonuje, że wynikało to z tego, że ma za mało ludzi oddelegowanych do pracy w zarządzaniu kryzysowym. Daniel Miciuła, burmistrz Krasnegostawu, zapewnia, że podległe mu służby zachowały się wzorowo.

11 września w Starostwie Powiatowym w Krasnymstawie zostało zwołane nadzwyczajne posiedzenie Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, w związku z licznymi incydentami związanymi z upadkiem dronów na terenie województwa lubelskiego. W obradach uczestniczyli przedstawiciele służb mundurowych, miast i gmin powiatu krasnostawskiego oraz instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek publiczny. Samorząd powiatu krasnostawskiego reprezentował m.in. starosta krasnostawski Janusz Szpak.

Jak czytamy na stronie starostwa, Zespół podjął decyzję o wprowadzeniu szeregu działań prewencyjnych i organizacyjnych, w tym: uruchomieniu całodobowego dyżuru Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, bieżącym monitorowaniu sytuacji w powiecie, wzmożonym monitorowaniu nasłuchów i wymianie informacji między służbami, a także zacieśnieniu współpracy z gminami i instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo mieszkańców.

Tymczasem dwa dni później, gdy Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało do części mieszkańców województwa lubelskiego ostrzeżenie przed „atakiem z powietrza”, m.in. w Chełmie i Świdniku zawyły syreny alarmowe. W Krasnymstawie w tym czasie panowała kompletna cisza. – Dlaczego tak się stało, co nie zadziałało? – zapytaliśmy mailowo starostwo, ale na odpowiedź wciąż czekamy. W tym samym czasie sytuację opisał portal wp.pl. Starosta krasnostawski Janusz Szpak w rozmowie z portalem stwierdził: – Ustanowiliśmy w zarządzaniu kryzysowym dyżury przez pełne 24 godziny, ale tam pracują tylko dwie osoby.

Żeby uzupełnić te dyżury, musiałem pobrać ludzi na przykład z wydziału kultury, nieprzeszkolonych, zupełnie niemających pojęcia. I najprawdopodobniej coś się zadziało, on się pomylił czy coś i nie włączył tej syreny. Rzeczywiście tak było, ale co można zrobić? – miał stwierdzić Szpak. Starosta dodał, że zorganizuje odpowiednie szkolenia, żeby sytuacja z soboty, 13 września, się nie powtórzyła. – Zabiorę ludzi z innych wydziałów, zrobię im przeszkolenie i muszą przejść do tego wydziału – zapowiedział w rozmowie z wp.pl.

Tymczasem do zaistniałej sytuacji postanowił odnieść się Daniel Miciuła, burmistrz Krasnegostawu.

– W związku z pojawiającymi się w przestrzeni publicznej informacjami na temat wydarzeń z 13 września chcę stanowczo zdementować twierdzenia dotyczące nieskutecznej komunikacji między miastem Krasnystaw a starostwem powiatowym w Krasnymstawie, jak również o odpowiedzialności władz miasta za zaistniałą sytuację – napisał na swoim oficjalnym profilu na Facebooku Miciuła.

Burmistrz przekonuje, że odpowiedzialność za niewłączenie syren alarmowych spoczywa wyłącznie na Powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego, które powinno przekazać gminom sygnał do włączenia alarmu. – Z notatki służbowej sporządzonej przez komendanta Straży Miejskiej w Krasnymstawie jasno wynika, że nie dostał on dyspozycji do włączenia syren, mimo tego, że sam kontaktował się w tej sprawie z pracownikiem PCZK. Osobiście również kontaktowałem się z Komendantem Straży Miejskiej oraz Przewodniczącym Rady Powiatu od razu po otrzymaniu alertu RCB, pytając o kwestię włączenia syren. Otrzymałem jednak odpowiedź, że pracownik PCZK ma notatkę podpisaną przez Starostę z decyzją o niewłączaniu syren na terenie powiatu krasnostawskiego. Byłem również w stałym kontakcie z komendantem straży pożarnej – opisuje burmistrz.

Miciuła pisze dalej, że otrzymał sygnały, że „ze starostwa powiatowego w Krasnymstawie przekazywane są nieprawdziwe informacje dotyczące gotowości miasta do włączenia alarmu”.

– Jeszcze raz podkreślam, że w dniu 13 września pracownik urzędu miasta odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe pełnił całodobowy dyżur telefoniczny i był w pełnej gotowości do działań. Nie otrzymał jednak żadnego polecenia. Próba zrzucenia odpowiedzialności na miasto jest skandaliczna. Nie pozwolę na szkalowanie miasta i podważanie profesjonalizmu podległych mi służb i pracowników, zwłaszcza w tak poważnej sprawie – grzmi Miciuła.

Burmistrz zapewnia, że system alarmowania w mieście działa bez zarzutu, jest pod stałą kontrolą służb, a pracownicy odpowiedzialni za zarządzanie kryzysowe są przeszkoleni i doskonale przygotowani do swoich zadań. Potwierdzeniem tego stanu jest pozytywny wynik kontroli Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego przeprowadzonej 15 września tego roku. (kg)