Incydenty z dronami, które wleciały do Polski, a także alerty sprzed tygodnia o możliwym zagrożeniu atakiem powietrznym i wyjące w Chełmie syreny na poważnie wystraszyły ludzi. Mieszkańcy chełmskich gmin chcą wiedzieć, jak samorządy są przygotowane na ewentualne zagrożenie, czy są w stanie powiadomić ich o kryzysowej sytuacji i dać schronienie? Wszystko jednak wskazuje na to, że chociaż na papierze jakieś plany są, to realnie nie ma niemal nic.
Uświadamianie społeczeństwa, tworzenie sprawnych systemów ostrzegania oraz informowania mieszkańców o postępowaniu w przypadku zagrożenia jest kluczową, ale zaniedbaną kwestią. Ostatnie wydarzenia pokazały, że alert RCB, który dostaliśmy na nasze telefony komórkowe o możliwym ataku powietrznym, wywołał panikę i konsternację. Bo przecież nikt nie wie, co ma w takim wypadku robić. W Chełmie, w który w minioną sobotę wyły syreny alarmowe, można szukać iluzorycznego schronienia w zasadzie tylko w piwnicach bloków, bo nie mamy ogólnodostępnych prawdziwych schronów. A jak jest na wsiach?
Do wszystkich gmin z powiatu chełmskiego przesłaliśmy zapytanie o to czy posiadają opracowane procedury na wypadek zagrożenia militarnego. Czy na terenie gminy jest sprawny system powiadamiania dźwiękowego lub inny system za pośrednictwem którego można powiadomić o zagrożeniu. Chcieliśmy się także dowiedzieć czy na terenie gminy są jakieś miejsca ewakuacji i schronienia i ile osób mogą pomieścić?
Informacje, jakie uzyskaliśmy w papierowym wydaniu „Nowego Tygodnia”.

































