Rafał ma 19 lat i wiele traumatycznych przeżyć za sobą. Alkoholizm ojca, molestowanie, pobyty w domach dziecka i szpitalach psychiatrycznych, kolejne próby samobójstwa. – Chciałbym coś przekazać tym wszystkim osobom, które tak, jak ja chciały odebrać sobie życie – mówi Rafał.
Nie ma tygodnia, aby nie docierały do nas informacje o kolejnych samobójstwach czy próbach samobójczych w regionie. Ostatnio informowaliśmy m.in. o zdesperowanym 70-latku, który targnął się na swoje życie, a policjanci z Komisariatu w Żmudzi zdążyli z pomocą w ostatniej chwili. Takich dramatów codziennie rozgrywa się wiele i doświadczył ich także 19-letni Rafał (nazwisko do wiadomości redakcji), który postanowił podzielić się z naszymi Czytelnikami swoją historią. Chciał w ten sposób przekazać osobom cierpiącym na depresję, zmagającym się – tak, jak on – z myślami samobójczymi, że nie tylko oni przeżywają takie piekło i warto o siebie zawalczyć.
Rafał ma za sobą niejedną próbę samobójczą. W listopadzie ub.r., gdy spotkał go zawód miłosny, stanął na torach i chciał rzucić się pod pociąg. Tylko dzięki szybkiej reakcji kolegów i akcji chełmskich służb udało się zapobiec tragedii. Rafał mówi, że wszystko to, z czym zmaga się od lat, to pokłosie traumatycznych przeżyć z dzieciństwa i młodości, których nie sposób wymazać z pamięci. Na szczęście, ostatnio zauważa w swoim życiu przysłowiowe światełko w tunelu.
Rafał przebywa w Chełmie od listopada ub. Przyjechał tu do kolegi, z którym planował wyjechać za granicę. Pochodzi z niewielkiej miejscowości w województwie mazowieckim. Z rodzicami mieszkał do 10. roku życia. Nieżyjący już ojciec nadużywał alkoholu, ale nie jego uzależnienie było najgorsze. Rafał twierdzi, że był przez ojca molestowany. Z taką traumą trudno żyć. Jako 10-letni chłopiec trafił do domu dziecka prowadzonego przez siostry zakonne. Już wtedy miewał myśli samobójcze. Wyszukiwał na ten temat informacji w internecie, dowiadywał się o tym od starszych kolegów.
Przyznaje, że sprawiał problemy opiekunom. Uciekał ze szkoły, buntował się, rozrabiał. Był nadpobudliwy, miał problemy ze skupieniem. Nie potrafił pogodzić się z tym, co spotkało go w domu rodzinnym. Brakowało mu bliskości drugiego człowieka. Czuł się zagubiony i niepotrzebny. Siostry, prowadzące dom dziecka, chcąc mu pomóc, zawiozły go do szpitala psychiatrycznego. Przepisano mu leki. Ale myśli samobójcze nie przechodziły. Rafał szukał w internecie informacji o skutecznych sposobach na odebranie sobie życia.
Zadawał sobie ból, bił się. W końcu trafił do młodzieżowego ośrodka socjoterapii. Wyjścia odbywały się tylko pod nadzorem opiekuna. W ośrodku Rafał przebywał dwa lata. Potem terapeuci uznali, że okres socjoterapii poskutkował i chłopiec może z powrotem wrócić do domu dziecka. Ale w międzyczasie placówka prowadzona przez siostry zakonne została zamknięta. Rafałowi – wówczas siódmoklasiście – wyznaczono inny dom dziecka. Trafił też do kolejnej z rzędu podstawówki. Częsta zmiana otoczenia, brak stabilizacji potęgowały lęki i skrywane myśli samobójcze. Rafał wracał po szkole do domu dziecka i zastanawiał się, czy rozbić butelkę i się pociąć, czy może skoczyć z okna. Odstawił leki, które powinien przyjmować.
– Pierwszą próbę samobójczą miałem w wieku bodajże 14 lat – mówi Rafał. – Byłem na spacerze. Żyletką przejechałem po nadgarstku. Opiekunowie zauważyli krew i zawieźli mnie do szpitala. Ale stwierdzono, że to tylko rozcięty nadgarstek. Myśli samobójcze towarzyszyły mi od dziecka. Gdy byłem w szkole branżowej wyrzucałem leki, które powinienem brać. Sięgnąłem po alkohol, po jakieś używki. To przynosiło pozorne ukojenie, na krótko. Któregoś razu rozbiłem szklaną butelkę i pociąłem sobie nim kostkę u nogi. Kiedy zadawałem sobie ból fizyczny na chwilę przychodziła ulga. To było silniejsze ode mnie.
Mimo tych wszystkich dramatycznych chwil i doświadczeń Rafał ukończył mechanikę pojazdów samochodowych w ramach OHP, a w branżowej szkole I stopnia kierunek monter zabudowy i robót wykończeniowych w budownictwie. Mówi, że pomimo przeciwności losu starał się zgłębiać nowe umiejętności. Gdy był młodszy i przebywał w domu dziecka prowadzonym przez siostry zakonne podpatrywał konserwatora przy wykonywaniu różnych prac. Po ukończeniu 18. roku życia i odejściu z domu dziecka Rafał zamieszkał przez kilka miesięcy z matką, ojczymem i rodzeństwem.
Pracował przy produkcji słodyczy. W końcu postanowił wynająć mieszkanie w Radomiu. Znalazł pracę, najpierw przy produkcji mięsa, potem przy sortowaniu warzyw. Utrzymywał się sam, dawał sobie radę i zdawało się, że wyjdzie na prostą. Stany depresyjne jednak pojawiały się ilekroć wracał myślami do traum z dzieciństwa. Huśtawka nastrojów towarzyszyła mu zawsze. Któregoś razu przedawkował tabletki przeciwbólowe. Na szczęście doszedł do siebie.
Rzucić się pod pociąg
W ubiegłym roku Rafał poznał kolegę, Chełmianina, z którym snuł wspólne plany zawodowe. Przeprowadził się do Chełma, w międzyczasie założył firmę i gdy po raz kolejny wydawało się, że w końcu nastąpi przełom w jego życiu, spotkał go zawód miłosny. Po tym, jak dostał kosza od dziewczyny, zdesperowany stanął przy torach i chciał rzucić się pod pociąg. Wysłał jeszcze wiadomość do kolegi. Ten natychmiast powiadomił służby ratunkowe. Gdyby nie ich szybka akcja, być może Rafała nie byłoby już na tym świecie.
– Staram się walczyć ze złymi myślami każdego dnia i wierzę, że małymi krokami uda mi się je przezwyciężyć – mówi Rafał. – Ktoś, kto tego nie doświadczył, nigdy tego nie zrozumie. Też myślałem, że gdy ze sobą skończę, to razem ze mną zniknie problem. Wiem, że jest wiele osób, które przechodzą przez podobne piekło, choć może nie doświadczyły w życiu aż tak dramatycznych przeżyć, jak ja. Chciałbym ich prosić, aby w tym najgorszym momencie, gdy przychodzi do głowy, by ze sobą skończyć, spróbowały skierować swoje myśli na cokolwiek innego, pozytywnego.
Niech zadzwonią pod numer telefonu zaufania, zaczną słuchać muzyki, pójdą porąbać drzewo, zadzwonią do bliskiej osoby – zrobią cokolwiek, by nie dopuścić do tragedii. Niech nie obawiają się prosić o pomoc specjalistów, w szkole – niech idą do psychologa. Niech zrobią krok do przodu, aby sobie pomóc. Bo może nie jest tak źle, jak im się wydaje. Niech wierzą, że przyjdzie dzień, w którym nadejdzie ukojenie. Ja staram się wierzyć, że u mnie tak właśnie się stanie. Mam kilka osób, które mnie wspierają, skupiam się na pracy. I wierzę, że będzie dobrze. (mo)




![Jarmark Wielkanocny w Siedliszczu [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/03/dsc08395-218x150.jpg)


















![Śpiewali ku chwale Ojczyzny i Bogu – wyjątkowa impreza u „Dreszerczyków” [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/03/przeglad-piesni-ii-lo-9-80x60.jpg)






