Pani Wanda miała 13 lat, gdy ryzykując życiem nosiła jedzenie żydowskiej rodzinie, ukrywającej się w starej cegielni w gminie Dubienka. Wkrótce będzie obchodziła setne urodziny i właśnie odznaczono ją kolejnym odznaczeniem – Złotą Odznaką Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego.
O niezwykłej historii i dokonaniach pani Wandy Więcławik z domu Steć, a także kolejnych jej odznaczeniach na bieżąco informujemy w „Nowym Tygodniu”. Jesienią ub. odnotowaliśmy, że 99-letnią panią Wandę, mieszkającą od lat w Myśliborzu (województwo zachodniopomorskie), odznaczono Złotym Krzyżem Zasługi RP, przyznawanym przez Prezydenta RP, a także Złoty Krzyż Stowarzyszenia Dzieci Wojny „Chwała i Cześć Dzieciom Wojny”. Ostatnio znowu nadarzyła się okazja, by przypomnieć zasługi pani Wandy, bo – w uznaniu zasług dla regionu – została ona odznaczona przez Zarząd Województwa Zachodniopomorskiego Złotą Odznaką Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego. Wyróżnienie wręczali bohaterce burmistrz Myśliborza, a także członek zarządu województwa zachodniopomorskiego.
W maju br. pani Wanda będzie obchodziła 100. urodziny. Jest w dobrej kondycji, o czym informuje nas jej bratanek, pan Zdzisław. 99-latka nigdy nie czuła się bohaterką, ale jest nią bez wątpienia. Poniżej przytaczamy historię pani Wandy i jej mamy z czasów II wojny światowej.
Niezwykła historia
Pani Franciszka Steć mieszkała w Rogatce (gmina Dubienka) i miała dziesięcioro dzieci. Rodzina żyła skromnie, a dzieci wychowywano w duchu patriotyzmu, zgodnie z zasadą „Bóg, honor, ojczyzna”. W trakcie wojny, gdy Steciowie dowiedzieli się, że w starej cegielni położonej między Dubienką a Rogatką przebywa żydowska rodzina, zaczęli jej pomagać. Wiedzieli, że Niemcy mogą ich za to zabić. Pani Franciszka przygotowywała posiłki dla ukrywającej się rodziny żydowskiej. Zanosiła im je sama albo robiła to jej córka, 13-letnia wówczas Wanda. Dziewczynka pełniła rolę partyzanckiej łączniczki (jak się teraz okazuje – najmłodszej w kraju) i świetnie radziła sobie w terenie. Przemieszczała się niepostrzeżenie, wiedząc, że jeśli natknie się na Niemców, może ją to kosztować życie. Oprócz jedzenia Wanda z mamą dostarczały ukrywającej się żydowskiej rodzinie koce i ubrania, które własnoręcznie prały. Od 17 września 1939 r. pani Wanda była łączniczką w harcerskim oddziale partyzanckim „Wasteja”, którego założycielem i dowódcą był jej starszy brat Jan ps. „Janusz Wasteja”. Po rozbiciu oddziału przez Niemców i zabraniu jej brata do obozu koncentracyjnego na Majdanku, nastoletnia Wanda nie przelękła się i nie dała się zastraszyć, lecz wraz z mamą ratowała i ukrywała w Dubience rodzinę żydowską. Pan Zdzisław, który opowiadał nam tę historię, mówi, że w 1943 roku rodzina Steciów musiała opuścić Rogatkę, uciekając przed niemieckimi przesiedleńcami. W latach 1943-1944 schronienia udzieliła im mieszkająca w Mościskach (gmina Dorohusk) całkiem obca dla nich rodzina. Gdy w 1944 roku Franciszka i Wanda wraz z rodziną wróciły do Rogatki, w starej cegielni nie było już ukrywających się tam wcześniej Żydów. Kobiety nigdy nie poznały dalszych losów żydowskiej rodziny, której pomagały. Pani Franciszka zmarła w wieku 69 lat w 1975 r. Została pochowana na cmentarzu w Dubience. Jej córka Wanda po wojnie zamieszkała na Pomorzu Zachodnim. Pracowała w tamtejszych spółdzielniach rolniczych. Wraz z mężem Ireneuszem wychowała dwoje dzieci. W czasie stanu wojennego mieszkanie pani Wandy stanowiło punkt kontaktowy dla działaczy podziemnej „Solidarności”. Wanda Więcławik wspomnieniami o czasach wojny przez lata dzieliła się nie tylko z rodziną, ale także uczniami i osobami, które chcą takie historie ocalić od zapomnienia. (mo)




































![Dzień Języków Obcych i Stosunków Międzynarodowych PANS [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/03/pans-jezyki0-324x400.jpg)

