Spór między burmistrzem Krasnegostawu a jedną z mieszkanek miasta przeniósł się z mediów społecznościowych do oficjalnej korespondencji przedsądowej. Po wezwaniu przez burmistrza do przeprosin i zapłaty zadośćuczynienia, Krasnostawianka opublikowała obszerne oświadczenie, w którym odpiera zarzuty i też zapowiada kroki prawne.
Jak informowaliśmy przed tygodniem, Daniel Miciuła, burmistrz Krasnegostawu, wysłał do jednej z mieszkanek miasta pismo przedprocesowe, wzywając ją do zaprzestania naruszania jego dóbr osobistych, publikacji przeprosin oraz wpłaty zadośćuczynienia na cele charytatywne. W piśmie burmistrz domaga się także „zaprzestania dalszego rozpowrzechniania na forum publicznym, za pomocą mediów społecznościowych, nieprawdziwych informacji dotyczących jego osoby oraz powołanego stowarzyszenia pod nazwą „Lokalna Organizacja Turystyczna Kraszczady”.
Przypomnijmy, że pismo burmistrza było „odpowiedzią” na komentarze, jakie krasnostawianka zamieszczała w internecie.
– Moja wypowiedź dotyczyła nowo powstałego stowarzyszenia, którego pełnej nazwy nawet nie wymieniłam, a którego burmistrz jest prezesem. Nie wymieniłam także żadnego z nazwisk jego członków. W komentarzu użyłam bodajże sformułowania: utworzyli holding rodzinny, co jest prawdą. W skład wchodzą okoliczne gminy, których włodarzami są małżonkowie naszych burmistrzów, czyli Pana Miciuły i Pani Sawy. Zadałam pytanie, kto będzie to nadzorował. Komentarz zamieściłam na profilu znajomego i była to moja opinia, a nie oskarżenie ani też hejt, o który zostałam oskarżona – przekazała nam Krasnostawianka, która jednak nie chciała byśmy w gazecie podali jej nazwisko.
Szerzej do pisma od burmistrza zainteresowana odniosła się w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku, informując, że nie znajduje podstaw do publikowania przeprosin, zapłaty jakiejkolwiek kwoty pieniężnej i nie uważa, aby w jakikolwiek sposób naruszyła dobra osobiste burmistrza. Stawia w nim za to burmistrzowi szereg „zarzutów”. Wskazuje między innymi na tłumienie krytyki i ograniczanie wolności słowa, nadużywanie środków prawnych wobec mieszkańców, wykorzystywanie autorytetu urzędu do prywatnych sporów oraz nieuprawnione wykorzystanie swoich danych wrażliwych, w tym zwłaszcza danych adresowych.
„Wykorzystanie autorytetu Burmistrza do celów, które nie służą wspólnocie samorządowej, lecz są elementem facebookowych utarczek, jest zachowaniem głęboko niegodziwym i sprzecznym z honorem funkcjonariusza publicznego. Majestat urzędu, który winien być symbolem bezstronności, został przez Pana sprowadzony do roli prywatnego folwarku. Wysyłanie pism o charakterze windykacyjno-zastraszającym na papierze z pieczęciami państwowymi jest niedopuszczalnym nadużyciem zaufania społecznego. Przedmiotowe pismo nie posiada sygnatury sprawy, co jednoznacznie wskazuje, iż nie zostało ono zarejestrowane w systemie kancelaryjnym Urzędu Miasta i nie stanowi elementu żadnego legalnie prowadzonego postępowania.
Jest to „pismo widmo”, sporządzone poza procedurami w celu wywarcia bezprawnej presji psychologicznej. Działanie polegające na nadawaniu prywatnym roszczeniom formy władczego aktu administracyjnego jest formą uzurpacji kompetencji, która nie znajduje oparcia w żadnym przepisie prawa. (…) Pozyskanie moich danych osobowych z zasobów urzędowych na potrzeby prywatnej korespondencji Prezesa Stowarzyszenia jest rażącym deliktem prawnym i dowodem na brak kontroli nad obiegiem danych wrażliwych wewnątrz Urzędu Miasta.
W szczególności żądam wskazania źródła pozyskania mojego adresu korespondencyjnego oraz podstawy prawnej jego przetwarzania, wykorzystanego do wystosowania wobec mnie niniejszego pisma w formie listu poleconego, czy pismo to zostało sporządzone osobiście przez Pana, czy też przy udziale pracowników Urzędu Miasta, czy czynności te miały miejsce w godzinach pracy urzędu oraz z wykorzystaniem infrastruktury, zasobów lub systemów pozostających w dyspozycji organu administracji publicznej” – podnosi Krasnostawianka.
Kobieta zapowiada, iż w przypadku braku udzielenia wyczerpujących wyjaśnień podejmie dalsze kroki prawne.
„Skieruję sprawę do właściwych organów nadzorczych oraz instytucji powołanych do ochrony praw obywatelskich i kontroli legalności działania organów administracji publicznej. Zastrzegam sobie również prawo do dochodzenia ochrony swoich praw na drodze postępowania cywilnego oraz, w przypadku stwierdzenia naruszeń o charakterze publicznoprawnym, do złożenia stosownych zawiadomień do organów ścigania. (…) Z pełnym przekonaniem i stanowczością zaprzeczam pomówieniom kierowanym wobec mnie przez burmistrza.
Nigdy w życiu nie hejtowałam ani jego, ani członków jego rodziny. Sugestie zawarte w jego wpisach i wypowiedzi są nieprawdziwe, krzywdzące i przedstawiają mnie w fałszywym świetle. (…) Moje komentarze stanowiły wyłącznie wyrażenie opinii dotyczącej powołania stowarzyszenia, a nie osoby burmistrza ani jego życia prywatnego. Były one elementem debaty publicznej i mieściły się w granicach prawa do swobodnej wypowiedzi.” – napisała kobieta.
Zapytaliśmy burmistrza Miciułę o to jak ocenia uwagi i argumenty mieszkanki zawarte w jej oświadczeniu oraz jak odnosi się do zarzutu dotyczącego nieuprawnionego wykorzystania jej danych adresowych.
„Z zażenowaniem czytam kolejne wpisy tej pani. Nadal manipuluje faktami. Nikt nikomu nie knebluje ust. Szanuję prawo do swobodnej wypowiedzi, przyjmuję krytykę, staram się ignorować złośliwości, natomiast nie zbagatelizuję przypisywania mi malwersacji środków publicznych – tylko tego dotyczyło pismo skierowane do niej. Wszelkie inne wątki pojawiające się w obszernych, egzaltowanych postach na profilu Aśka Maja naprawdę można włożyć między bajki.
Działam w obronie dobrego imienia swojego, samorządu Miasta Krasnystaw i innych samorządów, korzystając z instrumentów prawnych. Nie będę odnosił się do zarzutów formułowanych na Facebooku, kontakty w tej sprawie powinny pozostać na drodze oficjalnej.” – skomentował w odpowiedzi na naszego e-maila burmistrz.(w)






























