Nasze gminy nie mają świetlanej przyszłości…

Polski nie stać na 2,5 tysiąca gmin, dlatego czas na poważną debatę o kolejnym etapie reformy samorządowej – pisze portalsamorządowy.pl I dołącza listę gmin zagrożonych trwałą marginalizacją. I nie, nie znalazła się na niej jedynie gmina Dubienka, która jest najmniejszą gminą w powiecie chełmskim. Lista jest zdecydowanie dłuższa i trochę zaskakująca.

Coraz częściej w debacie publicznej powraca temat przyszłości polskich samorządów. Zdaniem wielu ekspertów obecny podział administracyjny z około 2,5 tysiącami gmin jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie.

Powodem jest przede wszystkim demografia. Polska się wyludnia, a szczególnie dotyczy to wielu małych gmin, które jednocześnie muszą realizować coraz więcej zadań publicznych. Malejące dochody i rosnące koszty sprawiają, że część samorządów może mieć trudności z utrzymaniem usług na odpowiednim poziomie -nie mówić o poważnych inwestycjach.

Dlatego coraz głośniej mówi się o konieczności rozmów na temat reformy samorządowej. Jednym z rozważanych kierunków zmian jest większa współpraca między gminami, a w niektórych przypadkach także ich łączenie lub tworzenie szerszych obszarów funkcjonalnych. Takie rozwiązania mogłyby pomóc w bardziej efektywnym organizowaniu transportu, edukacji czy inwestycjach infrastrukturalnych.

Eksperci podkreślają, że kluczowe będzie określenie minimalnych standardów funkcjonowania gmin – tak, aby mogły one realnie realizować swoje zadania wobec mieszkańców.

Diagnoza Hausnera

Wywiad z prof. Jerzym Hausnerem na temat przyszłości samorządów i konieczności wdrożenia kolejnego etapu reformy opublikował portalsamorządowy.pl. Były wicepremier uważa, że nie da się utrzymać 2,5 tysiąca gmin. Ale nie postuluje wyłącznie prostego likwidowania najmniejszych i najbiedniejszych samorządów, ale zachęca je do współpracy i dzielenia się kosztami, np. transportu publicznego, utrzymania wysypiska śmieci, szkół itp.

Do materiału została dołączona lista gmin zagrożonych trwałą marginalizacją. Wydawałoby się, że w powiecie chełmskim, w którym jest czternaście gmin wiejskich, na takiej liście mogłaby się znaleźć jedynie Dubienka, w której mieszka zaledwie około 2 tysięcy mieszkańców – czyli mniej niż w samym miasteczku Rejowiec czy miejscowości Sawin. A gdyby przyjąć pułap np. 3 tysięcy mieszkańców, to także gmina Białopole i Żmudź, które liczą po ok. 2800 mieszkańców. Ale trafiło tam trzynaście chełmskich gmin. Czyli wszystkie poza podmiejską gminą Chełm. I wszystkie dziewięć z powiatu krasnostawskiego oraz pięć z powiatu włodawskiego (poza gminą Włodawa).

Co na to samorządowcy?

Michał Koziński, wójt Dubienki, mówi, że jego gmina jest doskonałym przykładem, że pomimo małego budżetu można normalnie funkcjonować, budować drogi i nie być nadmiernie zadłużonym. – Uważam, że każda istniejąca obecnie gmina, która jest samodzielna finansowo, powinna istnieć nadal, niezależnie od tego, czy większość jej dochodów idzie na bieżącą działalność. Wyludniające się z różnych przyczyn ośrodki są już i tak wystarczająco zmarginalizowane. Likwidacja gminy wcale nie poprawi warunków życia mieszkających na jej terenie ludzi – będzie wprost przeciwnie – będą musieli z każdą najdrobniejszą sprawą jeździć kilkanaście kilometrów do siedziby nowej (dotychczas sąsiedniej lub jeszcze dalszej) gminy, do której zostaną włączeni – mówi wójt Koziński i dodaje, że w efekcie tych wszystkich czynników wyludniający się ośrodek wyludni się jeszcze szybciej, a pozostali tam ludzie będą mieli jeszcze ciężej.

Edyta Niezgoda, wójt Żmudzi, przyznaje, że przyszłość małych gmin, zwłaszcza typowo rolniczych, jaką jest gmina Żmudź, nie jest świetlana. – Duże zakłady pracy, przedsiębiorstwa, firmy, czyli płatnicy podatków, powodują, że jest trochę łatwiej funkcjonować. Ale demografia niestety jest nieubłagana – mówi. – Jak utrzymać szkoły, jak ma funkcjonować służba zdrowia, skoro jest coraz mniej mieszkańców? Rozmowy na temat łączenia niektórych usług są nieuniknione i one zresztą pojawiają się przy okazji spotkań z wójtami. My z naszej pozycji staramy się zabiegać o firmy, wprowadzamy korzystne dla rozwoju biznesu zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, żeby otwierać się na większych przedsiębiorców. W tym moment funkcjonujemy normalnie, realizujemy różne zadania i inwestycje, jesteśmy wydolni, jeśli chodzi o kredyty, racjonalnie podchodzimy do wydatków i troszczymy się o każdą złotówkę. Ale za kilka kilkanaście lat, jeżeli nie poprawią się dane demograficzne, a biorąc pod uwagę spadek liczby urodzeń wcale się na to nie zanosi, to małe gminy zderzą się z koniecznością podejmowania radykalnych kroków.

Gmina ważniejsza niż powiat?

– Samorządy gminne to najlepsza rzecz, jaka pojawiła się w reformach administracyjnych Polski i powinna być ostatnią braną pod uwagę w ograniczaniu czy likwidacji. To one pozyskują pieniądze, budują drogi, szkoły, żłobki i są miejscem pierwszego kontaktu dla mieszkańców. Nie można ich tego pozbawiać – uważa Tadeusz Górski, burmistrz Rejowca.

Gmina Rejowiec jest jedną z kilku większych w powiecie chełmskim, ale i tak trafiła na listę gmin zagrożonych trwałą marginalizacją. – Dlaczego, skoro nie jesteśmy nawet zadłużeni, bo nie mamy złotówki kredytu? Realizujemy inwestycje, zapewniamy mieszkańcom dostęp do wszystkich potrzebnych usług – mówi burmistrz. Zdaniem T. Górskiego bardziej racjonalna byłaby debata o likwidacji albo ograniczeniu liczby powiatów, które kiedyś odebrały gminom część kompetencji.

– Gdy gminy mają podejmować jakieś decyzje, to muszą je konsultować z mieszkańcami. Ale o naszym losie politycy chcą decydować bez naszego udziału, bez pytania o opinię? Samorząd gminny jest podstawową jednostką, ma służyć ludziom, być blisko nich. Po to była reforma administracyjna i po to zostało to zapisane w konstytucji – mówi burmistrz. (reb)