Grosz publiczny oglądany jest z każdej strony. Nawet ten, który wydawany jest na potrzebujące pomocy dzieci, które z różnych względów zostały odebrane ich biologicznym rodzicom. – Dlaczego koszt utrzymania wychowanków Chełmskiego Centrum Pomocy Dziecka i Rodzinie jest niebotycznie wyższy od innych tego typu placówek? – spytano nas. Spieszymy z wyjaśnieniem.
Koszty wychowywania dzieci w placówkach opiekuńczo-wychowawczych nie są niskie. Znacznie przewyższają kwoty, jakimi dysponują przeciętne rodziny. Choć to porównanie wydaje się absurdalne (w końcu rodzice zajmują się dziećmi nieodpłatnie, a opiekunom trzeba płacić), to ludzi i tak kłuje to w oczy. Tym bardziej, że w przypadku chełmskiej placówki w tym roku mowa o rzeczywiście wysokich kwotach w porównaniu do innych domów dziecka.
Przykładowo średnie miesięczne wydatki przeznaczone na utrzymanie jednego wychowanka Domu Dziecka w Zamościu zostały ustalone w tym roku na 4,5 tys. zł. W Chełmskim Centrum Pomocy Dziecka i Rodzinie – na ponad 7 tys. zł.
Skąd tak wysoka kwota? – Jest ona wyliczona na podstawie stosownych przepisów. Kwestie finansowania placówek opiekuńczo-wychowawczych reguluje Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej – mówi Anna Tokarska, dyrektor Chełmskiego Centrum Pomocy Dziecka i Rodzinie.
A więc jak to się liczy? Tłumacząc najprościej: bierze się wydatki, jakie placówka poniosła w ubiegłym roku kalendarzowym, a następnie dzieli się je na średnią liczbę dzieci, nad którymi świadczono pieczę każdego dnia. Taki sposób wyliczania wydatków powoduje, że kluczowa staje się liczba wychowanków, która przecież w żadnych stopniu nie jest zależna od placówki (to sąd kieruje dzieci do placówek oświatowo-wychowawczych). W przypadku Chełmskiego Centrum Pomocy Dziecka i Rodzinie właśnie to wpłynęło na znaczący wzrost średnich miesięcznych wydatków na utrzymanie jednego wychowanka – pomimo tego, że koszty utrzymania placówki zmalały.
W 2017 roku wydatki wyniosły tam ponad 2 023 735 zł i były mniejsze o 99 378 zł niż rok wcześniej. Mniejsza była jednak także liczba wychowanków. W tamtym roku wyniosła średnio 24,22, a rok wcześniej – 28,36. W efekcie – koszty wzrosły.
Dlaczego liczba wychowanków maleje? – Z jednej strony coraz większą popularność zyskują inne formy opieki, takie jak rodziny zastępcze, zarówno zawodowe i spokrewnione. Z drugiej strony nasze państwo kieruje sporo działań w kierunku rodzin. Mowa tu m.in. o polityce socjalnej i programie 500+ – wymienia Anna Tokarska. – Aczkolwiek my nigdy nie wiemy, ile dzieci tu trafi. Np. w ubiegłym roku w marcu przebywało u nas 33 wychowanków. Musimy być gotowi przyjąć ich w każdym momencie – zaznacza.
Dyrektor zapewnia też, że w placówka bardzo skrupulatnie dba o to, aby w miarę możliwości ograniczać wydatki. – Najwięcej pieniędzy idzie oczywiście na wynagrodzenia. Ale trzeba zaznaczyć, że zapewniamy opiekę dzieciom całodobowo, przez wszystkie dni w roku, w soboty, niedziele, święta. Mamy 34 pracowników, z czego 18 pracuje bezpośrednio z dziećmi. W sytuacji, gdy w tamtym roku zmalała liczba wychowanków, pracownicy przeszli na mniejsze etaty. Zużyliśmy mniej energii, mniej wody. W miarę możliwości pozyskujemy fundusze od sponsorów. Przykładowo w tamtym roku sporo młodych par zdecydowało się nas wesprzeć, prosząc swoich gości, żeby nie kupowali im kwiatów, tylko artykuły szkolne, które później trafiły do naszej placówki. To też ogranicza nasze wydatki. Ale nie zawsze tak jest. O ile przed ostatnim wrześniem musieliśmy kupić tylko zeszyty, o tyle dwa lata trzeba było kupić wszystko, bo nie mieliśmy nawet ołówka. Warto dodać, że w przypadku utrzymania domu dziecka są pewne koszty stałe, które ponosi się bez względu na liczbę dzieci. Placówka dysponuje dużym budynkiem, który trzeba utrzymać, ogrzać. Trzeba też pamiętać, że dzieci, które znalazły się w instytucjonalnej pieczy zastępczej, mają często za sobą złe wspomnienia, doświadczenia i nie jest łatwo je wychowywać – pojawiają się więc koszty dodatkowe. Są też u nas dzieci niepełnosprawne, w przypadku których w grę wchodzi kosztowne leczenie i rehabilitacja. Pozostałe dzieci też chorują i to my – co oczywiste – musimy zadbać o wizytę u lekarza i zakup leków. Gdy jedna z naszych dziewczynek zachorowała nagle na tarczycę, nie mogliśmy czekać kilka miesięcy na wizytę u endokrynologa. Poszliśmy z nią prywatnie. Podopiecznym musimy zapewnić jedzenie, odzież, inne potrzebne sprzęty. To wszystko kosztuje – dodaje dyrektor.
Słowem – trudno oszczędzać na cudzym nieszczęściu. (mg)




![Co jeszcze znaleźli pod Dubienką? [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/04/b-itwa-pod-dubienka-5-1-218x150.jpg)











![Chełmianka przegrywa mecz na szczycie. Avia umacnia się w fotelu lidera [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/04/chelmianka-chelm-218x150.jpeg)







![Co jeszcze znaleźli pod Dubienką? [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/04/b-itwa-pod-dubienka-5-1-80x60.jpg)




