Nie podobało się, ale dzieci chodziły do końca

Rzecznik Dyscyplinarny dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim umorzył postępowanie wobec Bożeny Koniczuk, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 3 w Chełmie. W toku całego postępowania nie znaleziono podstaw do stwierdzenia, jakoby dyrektor uchybiła godności zawodu nauczyciela przez rzekomo źle sprawowany nadzór nad dziećmi w trakcie zajęć z hipoterapii w janowskiej stadninie. Co więcej, dla rzecznika zastanawiające było to, dlaczego skarga rodziców na dyrektor szkoły wpłynęła do kuratorium dopiero w czerwcu, po zakończeniu zajęć w stadninie, a wcześniej nie zgłaszali żadnych uwag.

W październiku ubiegłego roku do kuratorium oświaty wpłynęła skarga podpisana przez czwórkę rodziców przedszkolaków z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 3, dotycząca nieprawidłowo sprawowanego nadzoru w roku szkolnym 2016/2017 w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa podczas zajęć z hipoterapii, prowadzonych przez Chełmskie Stowarzyszenie Miłośników Koni i Kawalerii Polskiej – Edukacja. Historia. Kultura w Janowie dla dzieci z orzeczeniem o potrzebie specjalnego kształcenia. Miesiąc później kuratorium skierowało sprawę do wyjaśnienia przez rzecznika.
Jak się okazuje, na przesłuchanie stawił się tylko jeden z rodziców, którzy wystosowali skargę na dyrektor szkoły, Bożenę Koniczuk. Matka ucznia zeznała, że o nieprawidłościach w stadninie dowiedziała się przypadkowo, a gdy przyjechała na miejsce, zobaczyła, że dzieci siedzą na koniach bez kasków, a zwierzęta prowadzone są przez osoby niepełnosprawne intelektualnie. Dokoła biegają zaś brudne psy.
Fakt, że niepełnosprawni prowadzą konie (pod nadzorem terapeutów i opiekuna), nie spodobał się też kilku nauczycielkom placówki (w ich ocenie dla dzieci nie było to bezpieczne). Tyle że ich negatywne spostrzeżenia trafiały do wicedyrektor, która nie przekazywała ich na bieżąco dyrektor placówki. Z kolei inne nauczycielki zeznały, że najmłodszym zajęcia się podobały, były uśmiechnięte i zadowolone.
Postępowanie zostało umorzone, a dyrektor oczyszczona z wszelkich podejrzeń. W ocenie rzecznika nie było podstaw do stwierdzenia, jakoby dyrektor uchybiła godności zawodu nauczyciela (notabene zastanawiające było też to, dlaczego skargę na Koniczuk rodzice złożyli dopiero w czerwcu, po zakończeniu zajęć, a wcześniej nie zgłaszali żadnych uwag).

Miłośnicy koni czują się pomówieni

– Od wielu lat współpracujemy w ramach porozumienia z jednym z warsztatów terapii zajęciowych dla dorosłych niepełnosprawnych, którzy w ramach autorskiego programu terapeutycznego pomagają nam, jako prowadzący konie. Uważamy, że takie działanie można określić mianem szczytnego, w żaden sposób niepodlegającego krytyce. Z całą odpowiedzialnością możemy też nazwać te osoby kompetentnymi do wykonywania tego zadania. Ani razu nie doszło do żadnego wypadku czy sytuacji niebezpiecznej dla pacjenta – odpowiada na zarzuty Witold Ryniak, członek zarządu Stowarzyszenia. – Hipoterapia nie polega na wykonywaniu karkołomnych ćwiczeń na koniu. To terapia polegająca na kontakcie z koniem, na terapii ruchem konia, jego podwyższoną temperaturą. Nie ma konieczności używania kasków, bo te stosuje się tylko u pacjentów, których schorzenia powodują niekontrolowane gwałtowne ruchy ciała, a takich pacjentów nie mamy – tłumaczy.
Żadna inna placówka (z ośmiu, które korzystają z zajęć hipoterapii w Janowie) nie zgłosiła nigdy jakichkolwiek problemów ze stadniną. Po skargach rodziców z „Trójki” umowa między stowarzyszeniem a ZSP nr 3 została zerwana. Obecnie zajęcia z hipoterapii prowadzone są w innej stadninie. (pc)