Radny Mariusz Kowalczuk zdenerwował się nie na żarty! Wszystko przez drogę na osiedlu Zachód, nieopodal ul. Synów Pułku, którą zgłosił do tegorocznego budżetu. Po dwóch przetargach okazało się, że do inwestycji trzeba dołożyć 300 000 zł, a nie ma z czego. Urzędnicy chcieli przesunąć ją na przyszły rok, co rozjuszyło Kowalczuka. Ostatecznie droga będzie budowana w tym roku.
Na grudniowej sesji w ubiegłym roku Mariusz Kowalczuk zagłosował za budżetem miasta na 2018 rok, tylko dlatego, że prezydent Agata Fisz zaplanowała budowę ulicy na osiedlu Zachód, niemającej swojej nazwy, nieopodal ul. Synów Pułku. Inwestycję zgłosił właśnie Kowalczuk. Szacunkowy koszt realizacji całego zadania urzędnicy określili na 200 000 zł. Zarząd Dróg Miejskich ogłosił dwa przetargi, ale oba unieważnił, bo najtańsza oferta opiewała na pół miliona złotych. Krzysztof Tomasik, dyrektor ZDM, na sesji tłumaczył, że nie ma aż tak dużych oszczędności, by dołożyć brakującą kwotę. – Rozmawialiśmy z mieszkańcami i wspólnie ustaliliśmy, że w przyszłorocznym budżecie miasta zaplanujemy 500 000 zł na tę inwestycję i wtedy ją zrealizujemy – wyjaśniał. – Wykonanie jej w dwóch etapach nie ma sensu.
Kowalczuk tłumaczenia Tomasika nie przyjął, zagotował się i przypomniał, że głosował za budżetem miasta, m.in. dlatego, że ta inwestycja miała być zrealizowana w tym roku. – Dostałem sygnały od mieszkańców, że miasto rezygnuje z budowy tej drogi i chce ją wykonać za rok. Ludzie jej chcą i nie powinniśmy przesuwać inwestycji na kolejny rok. Należy poszukać oszczędności w całym budżecie – mówił radny.
Ostatecznie inwestycja będzie realizowana. Prezydent Agata Fisz zapewniła Kowalczuka, że brakującą kwotę dołoży z rezerwy budżetowej. – Ogłosimy kolejny przetarg, mając nadzieję, że oferty będą nieco tańsze. Nie wykluczamy też, że to zadanie zaplanujemy jako inwestycję wieloletnią i rozliczymy je w przyszłym roku – wyjaśnia prezydent. (s)





























