CAVALIADA Lublin 2019

Cavaliadowy konkurs powożenia

W czwartek, 31 stycznia, rano rozpoczęły się konkursy tegorocznej, siódmej już lubelskiej CAVALIADY. Otworzył ją konkurs małej rundy (120 cm) o nagrodę Szkoły Jeździeckiej w Pszczelej Woli.


Wystartowało w nim aż 87 jeźdźców. Zwyciężyła jedyna na CAVALIADZIE reprezentantka Ukrainy, Larysa Krulik, na Zonnenboldzie. Kolejne miejsca zajęli doświadczeni Polacy: drugi był Łukasz Brzóska na Canaletto, trzeci Marek Lewicki na Itoulon B. W kolejnym konkursie średniej rundy, rozegranym jako dwufazowy, wysokość przeszkód wzrosła do 130 cm. Zawodnicy z bezbłędnymi przejazdami w pierwszej fazie kontynuowali zmagania w drugiej. Rywalizowało w nim aż 95 jeźdźców. Wygrał Tomasz Olszewski na Lunie P. Drugi był Krzysztof Ludwiczak na Costacalvo C, trzeci – Łukasz Wasilewski na Floydzie.

Duża runda

Następny konkurs dużej rundy (140 cm), rozegrano pod patronatem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jeźdźców było nieco mniej, bo 81, ale w doborowej stawce. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami groźnym rywalem dla Polaków okazał się Estończyk Rein Pill, dosiadający krajowej hodowli Alfonsa Ra. To on wygrał ten konkurs. Drugi był Andrzej Opłatek na gniadej El Camp. Ta klacz to pozytywna odpowiedź na dominującą w Polsce tendencję do startów na koniach importowanych z Niemiec, Belgii czy Holandii. Została bowiem wyhodowana w Stadninie Koni Prudnik.

Trzecie miejsce wywalczyła szesnastoletnia juniorka z Czech Sara Vingralkova, na Kas – sini DC. Rywalizacja była zacięta. Doskonale jeżdżący Wojciech Wojcianiec na Cassio Melloni, pomimo bezbłędnego przejazdu, musiał zadowolić się dopiero szóstym miejscem. Ulubieniec widzów, (pochodzący z Lublina, a zawodowo jeżdżący w Niemczech) Paweł Jurkowski na siwym Clintorado pokazał ładny, równy przejazd. Koń cały czas galopował pod kontrolą jeźdźca. Niestety, pechowa zrzutka przekreśliła szansę tej pary na dobre miejsce. Jedną zrzutkę zaliczył też utytułowany Belg Jan Vinckier na Quantasie. Z lubelskich jeźdźców najwyższą, jedenastą lokatę zajął Artur Kufel na klaczy Jastine.

Organizatorzy przesunęli dekorację zwycięzców o pół godziny, tłumacząc, „że czekają na ważnego gościa”. Okazał się nim patron konkursu, sam minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, który przewodniczył ceremonii dekoracji.

Skrzyżowanie kłusaków ze „ślązakami”

Później hipodrom w lubelskiej hali zmienił się. Ustawiono przeszkody do rywalizacji zaprzęgów czterokonnych w ramach eliminacji Halowego Pucharu Polski. Rozegrano je jako konkurs zręczności z elementami maratonu, czyli zaprzęgowej próby terenowej. O najlepsze miejsce walczyło pięć ekip. Lubelscy fani jeździectwa najbardziej dopingowali Ireneusza Kozłowskiego z JKS Jagodne. Kiedyś studiował zootechnikę na lubelskiej Akademii Rolniczej, później pracował w stadninie w Janowie Podlaskim.

Teraz jest utytułowanym powożącym, startującym na imprezach najwyższej rangi. Jego żona, Natalia, na poprzednich CAVALIADACH startowała w konkurencji ujeżdżenia. Razem prowadzą klub jeździecki właśnie w Jagodnem koło Siedlec. Pan Irek miał własny pomysł na wyhodowanie koni do zaprzęgów. Jego piękne siwki to efekt skrzyżowania, pochodzących z Rosji kłusaków orłowskich z końmi rasy śląskiej. Kłusak to elegancja i piękno ruchu, ślązak to siła i wszystkie inne cechy pożądane u konia zaprzęgowego.

Po starcie pierwszej czwórki doping publiczności jeszcze się wzmógł, gdy konie przeszły w galop. Powożący dokonywali rzeczy niemożliwych. Niekiedy zaprzęg musiał zwolnić i „złożyć się” niemal pod kątem prostym, by za chwilę nagle się wyprostować i gnać dalej. Rozegrano dwa nawroty. W drugim pech dopadł Ireneusza Kozłowskiego – podczas pokonywania przeszkody, w ferworze walki, lejce trzymane przez zawodnika wkręciły się w koło bryczki. Zaprzęg musiał się zatrzymać, co nie było łatwe, bo prowadzące konie wciąż chciały pędzić dalej.

Z bryczki zeskoczyli luzacy i wykręcili lejce, powoli obracając koło. Zajęło to sporo czasu, ale pan Irek „dowiózł” do mety trzecie miejsce, a publiczność mogła zobaczyć jaka jest rola luzaków w konkursach powożenia. W końcowej klasyfikacji zwyciężył Piotr Mazurek (Mazurek Horse Team). Drugi był Łukasz Hałupka. Czwarte miejsce wywalczył Bartłomiej Kwiatek z SLKS Książ, powożący typowymi ślązakami. Sympatię widzów, od pierwszego występu w Lublinie zdobył zaprzęg ślicznych koni lipicańskich, powożony przez Adriana Kostrzewę. Niestety, tym razem uplasował się na ostatnim, piątym miejscu.

Potęga skoku

Koniec pierwszego dnia CAVALIADY to konkurs Potęgi Skoku. Na starcie tylko sześć par – sami Polacy. W pierwszej próbie wszyscy bezbłędnie pokonali 170-centymetrowy mur. Jego wysokość wzrosła w drugiej próbie do 185 cm. Tę wysokość bezbłędnie pokonali Jan Bobik na Santosie i Mateusz Kiempa na Jalanhadahar. Paweł Jurkowski na For Me dwa razy podjechał do muru i koń odmówił skoku. A dwie odmowy to eliminacja z konkursu.

W trzeciej próbie, mur „podrósł” do 195 cm. Ma go pokonać tylko dwóch zawodników!

Jan Bobik najeżdża… Jest skupiony i skoncentrowany. Koń wspaniale „postawiony na pomoce jeźdźca”… Skok!.. I Santisa strąca górny element! Ale Jalanhadahar Mateusza Kiempy skacze bezbłędnie!

Zwycięstwo Mateusza to niespodzianka, jako że jego główną konkurencją nie są skoki, a Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego. Ale jak widać ten jeździec jest naprawdę wszechstronny. Trzecie miejsce przypadło Łukaszowi Brzósce na Quicklensky.

Średnia runda

W pierwszym piątkowym konkursie średniej rundy 130 cm dominowali Polacy. Wygrała Aleksandra Zybała na Rebeto, drugi był Jacek Zagor na Gullit H, trzeci Dominik Słodczyk dosiadający Drako. Najwyżej notowanym zagranicznym zawodnikiem został znany litewski jeździec Kristupas Petraitis – na Dylano M zajął 9. miejsce.

Potem w lubelskiej hali ustawiono szranki czworoboku do konkurencji ujeżdżenia. Ośmioro zawodników wykonało międzynarodowy program Intermediate I. W tym roku na lubelskim hipodromie, obok Polaków, po raz pierwszy pojawiły się dwie amazonki z Litwy.

I to one zajęły czołowe miejsca. Troje lubelskich sędziów pod przewodnictwem prof. Sławomira Pietrzaka najwyżej oceniło przejazd Viktoriji Kundrotait na Hefaistasie. Druga była Dominika Kraśko-Białek na Aresie, trzecia kolejna Litwinka Sandra Sysojeva, na Boss Diamant.

Wszechstronny konkurs Konia Wierzchowego

Następnie ustawiono przeszkody do Halowego Pucharu Polski we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego. Miał dwa nawroty. W pierwszym, dłuższym, konie musiały przeskoczyć 17 przeszkód. Najbardziej widowiskową, był oczywiście „bankiet”, zrobiony na podwoziu przyczepy. Należało na niego wskoczyć, przejechać całą długość i zeskoczyć. Zaraz po zeskoku pojawiała się kolejna przeszkoda. Tempo, ustalone w warunkach konkursu, nie było jakieś zawrotne – tylko 400 metrów na minutę. Jednak zawodnicy, przyzwyczajeni do pokonywania krosów, na zawodach w odkrytym terenie, jechali szybko, a kilka koni wręcz przefrunęło nad przeszkodami. Emocje trwały do ostatniego przejazdu. Końcowa klasyfikacja konkursu to kolejny triumf Mateusza Kempy, tym razem na JakChefie. Drugie miejsce wywalczyła Joanna Pawlak na klaczy Fantastic Frieda, trzeci był Paweł Warszawski na Lord Vulkanie.

Venus vs. Mars

Cavaliadowy piątek zamknął konkurs Venus vs Mars. To konkurs szybkości, rozgrywany równolegle na dwóch takich samych parkurach. Jeden z nich pokonuje amazonka, drugi – jeździec. Już po pierwszej eliminacji ten porządek został zakłócony. Wielkiego pecha zaliczył faworyt, dynamiczny Adam Grzegorzewski. Śmieszna, czerwona czapeczka, założona na toczek nie przyniosła mu szczęścia. Jego koń Borisza zatrzymał się nagle przed dość szerokim okserem, a jeździec spadł między drągi przeszkody. Obyło się bez obrażeń.

W jednej z początkowych par Małgorzata Ciszek-Lewicka (mama) na Chili PJ rywalizowała ze swoim synem Filipem, jadącym na Niko. Publiczność gorąco dopingowała zawodników, jako że startowali lublinianie: Paweł Jurkowski, Paweł Jachymek i Tomasz Wojtowicz. Końcowy przejazd konkursu to rywalizacja dwóch młodych amazonek: Pauliny Kozy na Connerze i piętnastoletniej juniorki Aleksandry Kierznowskiej na Valencji. Jechały wśród oklasków i pisku młodych fanek jeździectwa. Ostatecznie wygrała Paulina, drugi był doświadczony Mściwoj Kiecoń na Odessie Profi. Trzecie miejsce zajęli ex aequo Ola Kierznowska i Paweł Jurkowski na Espresso 22. Paweł Jachymek na Szamanie i Tomasz Wojtowicz na Shatti podzieli się ex aequo piątym miejsce z Małgorzatą Ciszek-Lewicką.

W momencie oddawania gazety do druku CAVALIADA trwała nadal!

Relacja z kolejnych dni Cavaliadowych zmagań, w następnym wydaniu „Nowego Tygodnia”.

Jan Achremowicz