Ciacho bez Cukru

Karol Babicz, właściciel lokalu

Na kulinarnej mapie Lublina przybyło niedawno kolejne interesujące i smaczne miejsce. Ciacho bez Cukru to lokal, który serwuje desery pozbawione tego niezdrowego składnika, ale równie pyszne i słodkie jak tradycyjne, a przy tym bezpieczne dla każdego.


Niewielki lokal przy Kościuszki

Ciacho bez Cukru to niewielka kawiarenka usytuowana w samym centrum miasta. Skromna, industrialna przestrzeń wita gości świeżymi kwiatami, ale przede wszystkim witryną wypełnioną apetycznymi ciastami. To one przyciągają wzrok i grają tu pierwsze skrzypce. Czekoladowy tofurnik, kolorowa Morelova, kwieciste Wiśńlove i żółciutki sernik bananowy na kasztanowym spodzie przyciągną wzrok każdego. I choć Ciacho bez Cukru działa zaledwie od dwóch miesięcy, ma już stałych klientów, którzy docenili kunszt załogi i wracają po ulubione słodkości.

– Stali bywalcy już wracają, mówiąc, że trafiliśmy w ich wyszukany gust. Z czasem prawdopodobnie to grono powiększy się i będziemy mogli spotykać naszych smakoszy częściej – cieszy się Karol Babicz, właściciel lokalu. – Największą radość sprawia mi sytuacja, w której moi goście, zachwyceni smakiem zjedzonego ciasta zamawiają kolejne pozycje do domu lub dla przyjaciół, aby dać im spróbować czegoś nowego – dodaje.

Największym powodzeniem cieszy się mango-pistacja, maxi king, wafraw i czekoladowy tofurnik. Cała oferta liczy aktualnie około 35 różnych ciast i stale się zmienia. Wszystko zależy od dostępności świeżych produktów. Zimą królowało mocno czekoladowo-orzechowe smaki, z nadejściem wiosny w witrynie pojawiać się będzie coraz więcej ciast bazujących na jadalnych kwiatach i owocach.

– W Lublinie jesteśmy jedynym tego typu miejscem. Oferujemy produkty, które z powodzeniem mogą wpisać w dietę sportowcy, diabetycy, weganie, osoby z różnymi nietolerancjami pokarmowymi czy cierpiące na celiakię. Jako jedyni na lubelskim rynku oferujemy zdrowe słodycze naszego autorstwa. Wszystkie pozycje w menu są bez tłuszczy rafinowanych, bez glutenu i bez białego cukru, który zastępujemy owocami lub ksylitolem, obniżając indeks glikemiczny – wyjaśnia właściciel.

Pomysł zrodzony z potrzeb

Pomysłodawcą i właścicielem Ciacha bez Cukru jest Karol Babicz, lublinianin, który przez ostatnich kilka lat mieszkał w Warszawie. Pracował dla jednej z największych korporacji w kraju, potrafił godzić wymagającą pracę z pasją – sportem i zdrowym odżywianiem, aż do chwili, w której na poważnie zaczął myśleć o otwarciu działalności w nowej branży. Ciacho bez Cukru przesądziło o jego dalszych losach – otwarcie lokalu wiązało się z powrotem do Lublina, zmianą miejsca zamieszkania, planu dnia, a przede wszystkim rynku pracy.

– Jako sportowiec muszę zwracać szczególną uwagę na to, co jem. Staram się reprezentować zdrowy styl życia, który sprzyja mojemu dobremu samopoczuciu i pozwala utrzymać wysoki poziom energii psychicznej i fizycznej. Coraz więcej źródeł wiedzy i badań naukowych potwierdza negatywny wpływ cukru na nasze zdrowie więc wyeliminowałem go ze swojej diety – mówi. – Tak rozpoczęły się moje poszukiwania zdrowych słodkości, które mógłbym spożywać bez obaw o zaburzenie diety, tak bardzo ważnej w sporcie. Bo czasami jednak człowiek coś słodkiego zjeść musi, bo inaczej się udusi… – uśmiecha się pan Karol.

Eksperymentowanie w kuchni trwało rok. W tym czasie tworzył własne receptury, inspirował się przepisami znalezionymi w internecie. O otwarciu lokalu przesądziły potrzeby rynkowe, które rozpoznał już blisko 2 lata wcześniej, prowadząc sklep z suplementami diety. To właśnie wtedy poznał wielu ludzi z branży sportowej i dietetycznej, którzy zgodnie przyznawali, że nie ma w Lublinie miejsca, gdzie można zjeść coś słodkiego, a zarazem zdrowego.

– Mój pomysł realizowałem skrupulatnie przez rok/dwa lata, począwszy od planu, przez remont lokalu, aż do czasu w którym mogę podać gotowy produkt moim gościom. Jestem dumny z tego, co udało mi się osiągnąć. A słowa „no w końcu ktoś to zrobił w Lublinie” czy „właśnie tego brakowało w Lublinie” tylko upewniają mnie w tym, że robię coś dobrego dla ludzi – mówi.

Alergeny niemile widziane

Słodkości, którymi możemy delektować się w Ciachu bez Cukru są wyjątkowe. Mimo, że smakiem i konsystencją nie różnią się od tradycyjnych, nie znajdziemy w nich wielu powszechnych alergenów. W tym lokalu nigdy nie zagościły mąka pszenna i cukier. Spody ciast tworzą owoce, orzechy i pestki, a nadzienia niekiedy dosładzane są ksylitolem, erytrolem, syropem klonowym, syropem z agawy, cukrem kokosowym i owocami. Większość ciast ma wegańskie składy, wszystkie są bezglutenowe. Dlatego każdy, kto boryka się z cukrzycą, otyłością, celiakią i wieloma innymi schorzeniami, albo jest weganinem, znajdzie tu coś dla siebie.

– Najlepszymi słodzikami są owoce: banany, suszone morele, daktyle, które tworzą także nasze spody RAW. Ale zdarza się nam dosładzać nasze wypieki naturalnymi produktami, bezpiecznymi dla każdego – wyjaśnia Karol Babicz. – W naszym lokalu każdy gość może pozwolić sobie na odrobinę przyjemności bez obaw o swoje zdrowie.

W kawiarence możemy też napić się aromatycznej włoskiej kawy Verniano 800, niczym niesłodzonej, chociaż klienci mają do wyboru ksylitol albo cukier kokosowy, które nadają napojowi karmelizowanego posmaku, a przy tym mają niskie indeksy glikemiczne. Jeśli wolimy cieszyć się jej smakiem na ulicy, w cenę wliczony jest tekturowy kubeczek. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przyjść do lokalu z własnym kubkiem bądź opakowaniem na ciasto.

– Zdarzają się klienci, którzy pojawiają się z własnymi opakowaniami. Nie stanowi to dla nas żadnego problemu: zapakujemy ciacho lub nalejemy kawy we naczynie klienta– mówi Karol Babicz.

Coś za coś

Prowadzenie lokalu okazało się nie lada wyzwaniem. Niezwykle czasochłonnym i wymagającym. Szczególnie u progu działalności. Dotychczas aktywny biegacz, Karol Babicz na rzecz Ciacha bez Cukru zmuszony był zrezygnować ze sportu, by móc całkowicie poświęcić się obecnemu zajęciu.

– Zrezygnowałem z pracy w korporacji, by nieco zmienić swoje życie. Otwierając kawiarnię, postawiłem wszystko na jedną kartę. Na szczęście pomysł spotkał się z aprobatą – mówi. – Przez cały czas jestem zaangażowany w pracę w kuchni, wymyślam też nowe przepisy. Niestety zawiesiłem moje treningi na czas ustabilizowania biznesu. Pomimo uzyskania kwalifikacji zrezygnowałem też z mojego największego wyzwania sportowego, jakim był Bieg Rzeźnika.

Nie żałuję, jeszcze do tego wrócę. Obecnie uważam, że stworzyłem fajne miejsce, które cały czas tworzę w oparciu o potrzeby gości. Często z nimi rozmawiam i podpytuję, dzięki czemu wiem, w którą stronę się rozwijać. Mam wiele pomysłów i planów związanych z rozwojem Ciacha. Chciałbym wprowadzić fit batony, monoporcje i lody – podsumowuje. lubelski.pl