Narzędzia, którym napastnik zadawał ciosy w głowę wokalisty disco polo, nie znaleziono. Sprawca nie przyznaje się do winy, ale nagranie z monitoringu stanowi niezbity dowód w sprawie. Nastoletni bandyta, który rzucił się z toporkiem na człowieka, trafił w końcu do aresztu.

Spokojny wieczór w chełmskim barze (21 stycznia) zmienił się w koszmar dla wokalisty grupy Nokaut, Przemysława Gilewicza. Jak opowiadał nam przed tygodniem, około północy do środka wpadła kilkuosobowa grupka pseudokibiców, ewidentnie szukających rozróby. Zaczęli dewastować lokal i wyrzucać na zewnątrz kije bilardowe, a żaden z kilkudziesięciu gości lokalu nie reagował. Przemek podszedł do młodych wandali i poprosił, by wyszli na zewnątrz. Został uderzony w twarz.
Zaraz potem wywiązała się szarpanina, w trakcie której jeden z agresorów wyciągnął toporek i zaczął zadawać ciosy w głowę wokalisty Nokautu.
Ranny (z pękniętą kością czaszki oraz złamaną i zapadniętą zatoką) trafił do szpitala. Nad ranem dowiedział się od dyżurnego komendy, że sprawcy zostali zatrzymani. Z uwagi na obrażenia nie mógł jednak stawić się osobiście na rozpoznanie, dlatego policjanci pofatygowali się ze zdjęciami zatrzymanych do szpitala. Poszkodowany wskazał tego, który zaatakował go niebezpiecznym przedmiotem, a następnego dnia dowiedział się, że policjanci zwolnili go z aresztu. Mundurowi tłumaczyli się, że mają wytypowanych potencjalnych sprawców, ale z uwagi na fakt, że poszkodowany był pod wpływem alkoholu, nie mogli przyjąć od niego zawiadomienia „na protokół” i wykonać czynności procesowych.
Gilewicz trafił do szpitala w Zamościu, gdzie przeszedł operację, a kolejnego dnia złożył oficjalne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Wówczas chełmscy mundurowi ponownie zatrzymali podejrzanych. To dwaj młodzi mieszkańcy gminy Rejowiec Fabryczny w wieku 17 i 18 lat.
– Obaj byli już wcześniej notowani za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, mieniu oraz wolności – mówi kom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
W środę (26 stycznia) Sąd Rejonowy w Chełmie aresztował 18-letniego Kamila J. na najbliższe trzy miesiące. Przed prokuratorem podejrzany nie przyznał się do pobicia z użyciem niebezpiecznego przedmiotu i odmówił składania wyjaśnień. Toporka, którym miał zadawać ciosy w głowę Gilewicza, nie znaleziono. Jednak na zabezpieczonym nagraniu z kamery w barze widać dobitnie, jak 18-latek podnosi rękę i zadaje kolejne ciosy. Drugi z zatrzymanych (17-latek, który przed sądem będzie odpowiadał z wolnej stopy za pobicie) przytrzymywał ofiarę. – Wobec młodszego zastosowano dozór policji. Zgodnie z przepisami kodeksu karnego za udział w pobiciu z użyciem niebezpiecznego przedmiotu grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności – dodaje komisarz Czyż. (pc)






























