Szpitalna lokomotywa, jak niegdyś nazywano oddział ortopedii w szpitalu w Chełmie, przechodzi chyba poważny kryzys. Dyrekcja nie może rozstrzygnąć kolejnych konkursów na świadczenie usług na oddziale. Unieważnia postępowania, zmienia warunki. I m.in. przez to zamieszanie kierownik oddziału ortopedii rezygnuje z funkcji zastępcy dyrektora ds. medycznych.
Kiedy niedawno pisaliśmy o konkursie na udzielanie świadczeń na oddziale ortopedii i traumatologii narządu ruchu, nikt chyba nie przypuszczał, że ten temat wywoła takie poruszenie w szpitalu i w lokalnym środowisku medycznym. Konkurs zakładał pozyskanie medyków do dyżurowania na oddziale, w poradni i na szpitalnym oddziale ratunkowym, a także na stanowisko kierownika i zastępcy kierownika oddziału. Wydawało się, że to standardowa procedura po tym, gdy upłynęły terminy kontraktów z lekarzami.
Tymczasem zanosiło się na „zmianę warty” na ortopedii, bo według nieoficjalnych przecieków najkorzystniejsze oferty w konkursie złożyli lekarze spoza szpitala – pracujący wcześniej na oddziale, ale którzy rozstali się z nim po personalnych niesnaskach. Do zmiany warty nie doszło, bo dyrektor unieważniła konkurs. Wśród medyków zawrzało. Niektórzy uważają, że dyrekcja nie chce dopuścić do pracy lekarzy oferujących korzystniejsze warunki. Pokazują, jak niezrozumiale – ich zdaniem – przebiegały procedury konkursowe.
– Wszystkie umowy, które wygasły lekarzom 31 grudnia 2025 roku, zostały przedłużone aneksem do końca stycznia 2026 roku. 8 stycznia został ogłoszony konkurs na pracę w oddziale na kolejny rok. 17 stycznia odbyło się posiedzenie komisji konkursowej. Wpłynęło 18 ofert, w tym 5 od lekarzy spoza Chełma, którzy nie pracowali w oddziale w ramach dotychczasowej umowy. Okazało się, że oferty nowych lekarzy okazały się tańsze niż dotychczas pracujących. Dyrektor unieważniła konkurs, podając jako powód „ ryzyko prawne” – przekazał nam jeden z lekarzy.
Lekarze, którzy pracowali na oddziale, dostali kolejne aneksy – tym razem do końca marca. A 6 lutego dyrektor ogłosiła kolejny konkurs. Wszystkich zaskoczyło, że szpital utajnił ceny oferentów a wybór uzależnił od indywidualnych negocjacji z wybranymi lekarzami. Otwarcie ofert miało nastąpić 17 lutego, ale dzień wcześniej szpital ogłosił „modyfikację” warunków konkursu, która wymagała złożenia ponownych ofert. Zbiegło się to feriami i podobno nie wszyscy zdążyli uzupełnić dokumenty.
– Dyrektor do spraw medycznych szpitala jest lekarzem ortopedą i jest jednocześnie zatrudniony na kontrakcie w oddziale ortopedii, którego dotyczy konkurs – napisał nam jeden z doktorów. Czy to miałoby znaczyć, że to odwoływanie konkursów i zmiany warunków miałyby służyć utrzymaniu status quo na oddziale?
Chyba nie do końca. Bo dr Bartosz Potoczniak, niespodziewanie dla wszystkich, zrezygnował z funkcji zastępcy dyrektora, m.in. z powodu zamieszania z konkursami na ortopedii.
– Byłem całkowicie wyłączony z postępowania komisji konkursowej. W zasadzie nie wiedziałem nawet, kiedy konkurs zostanie ogłoszony i na jakich warunkach. Żeby nikt nie zarzucał, że jako dyrektor medyczny i lekarz składający ofertę, mogłem mieć jakiś wpływ na postępowanie – mówi B. Potoczniak. Były już zastępca dyrektora mówi o tym, że w dniu rozstrzygnięcia konkursu zostały całkowicie zmienione warunki zatrudnienia lekarzy, że postawieni zostali przed faktem dokonanym i że nowe zasady wcale nie są korzystne ani dla pacjentów ani dla szpitala. – Dlatego nie chciałem się pod tym podpisywać jak dyrektor ds. medycznych – mówi B. Potoczniak.
Lekarze mieli do tej pory kontrakt zadaniowy, tj. im więcej wykonali procedur, tym więcej zarobili. A dyrektor zaproponowała wyłącznie kontrakt godzinowy, który zdaniem lekarzy jest demotywujący i odbije się na pacjentach, którzy będą dłużej czekać na zabiegi. – Kontrakt zadaniowy mobilizuje do wykonywania większej ilości zabiegów, a godzinowy wręcz odwrotnie – mówią.
Rozstrzygniecie konkursu zaplanowano w bieżącym tygodniu. Czy lekarzy zdecydują się na nowe warunki? O tym w kolejnym numerze „Nowego Tygodnia”. (reb)

































