Lubelski Jan Kochanowski

Choć Jan Kochanowski nie był obywatelem Lublina, to bywał w naszym mieście dosyć często, poczynając od lat młodzieńczych. Zakończył też tu swój żywot. Wielu badaczy historii zajmowało się związkami Kochanowskiego z naszym miastem.


Wizyty Kochanowskiego w Lublinie miały wieloraki charakter, bywał w naszym mieście w interesach, służbowo, albo w celach towarzyskich. Po raz pierwszy odwiedził nasze miasto jako siedemnastolatek, razem z matką i bratem Piotrem. W 1569 r. Kochanowski, jak nasi czytelnicy wiedzą już z poprzedniego odcinka cyklu „Jak to z Lublinem bywało”, obserwował obrady sejmu walnego i uchwalenie unii polsko-litewskiej oraz był naocznym świadkiem hołdu, który książę pruski Albrecht złożył Zygmuntowi Augustowi. Poeta był wówczas sekretarzem królewskim.

Do doktora Montana

Kochanowski miał u nas wielu przyjaciół. Jednym z nich był Jakub Montanus, syn Hiszpana i Polki, doktor medycyny i teologii, w swoim czasie nadworny lekarz biskupa krakowskiego Filipa Padniewskiego. Był jedną z najbardziej barwnych postaci ówczesnego życia towarzyskiego. Poeta cenił go nie tylko za umiejętności medyczne, ale także za fakt, że był dobrym kompanem, co podkreślił w kolejnej z fraszek:
„Ale i na dobrą myśl masz fortelów wiele:

Wino, lutnię podwikę, to mi to wesele”.

Dodatkowo Montanus znosił mu dworskie ploteczki i anegdoty, które stawały się materiałem do kolejnych fraszek. Choć upodobania miał całkiem świeckie, Montanus obrał karierę kościelną i kolekcjonował nadania związane z zasiadaniem w kościelnych ciałach kolegialnych zwanych kapitułami, pełniąc w nich funkcje kanonika lub archidiakona. Wieś Dziesiąte – bo taką nosiła wówczas nazwę obecna dzielnica Lublina – wraz z archidiakonatem lubelskim otrzymał jako uposażenie w grudniu 1562 r. W 1566 lub w 1569 roku gościł swojego utalentowanego przyjaciela.
Kochanowski nie byłby sobą, gdyby nie podsumował tego pobytu w wierszowanej formie, we fraszce „Do doktora Montana”:

„Pierwszą, wtórą i trzecią, czwartą wieś i piątą,
Szóstą także i siódmą, ósmą i dziewiątą,
Nie wiem, miły doktorze, w której masz krainie
Jam był tylko w dziesiątej, która przy Lublinie.”

Być może poza słowami tymi ukrywa się cień żalu, ponieważ poeta nie był równie zapobiegliwy w dziele pomnażania swojego majątku, jak jego bardziej obrotny przyjaciel.
Śmierć szwagra
Ostatnia wizyta poety w Lublinie miała charakter urzędowy, ale i osobisty. Podczas wyprawy do Turcji został zabity bardzo lubiany przez Jana Kochanowskiego szwagier, Jakub Podlodowski, podkoniuszy królewski, towarzysz bojów Stefana Batorego, wysłany przez niego do Turcji po zakup koni. Przy okazji zlecono mu poufną misję – miał zebrać informacje o stanie wojsk sułtańskich i wybadać nastroje społeczne. Zapewne był lepszym rycerzem niż wywiadowcą, jego działania wzbudziły podejrzenia władz tureckich. Uznano, że prowadzi działalność szpiegowską. Kiedy wracał do kraju, został napadnięty w pobliżu Adrianopola i zabity. Jego śmierć wywołała poruszenie w kraju i była wykorzystywana jako argument w antytureckiej propagandzie. Stefan Batory pojawił się wówczas w Lublinie, żeby spotkać się z senatorami i omówić bieżącą sytuację polityczną.

Udar

Nie zachowały się żadne pewne świadectwa o przebiegu posłuchania u Stefana Batorego, w trakcie którego Jan Kochanowski, uległ atakowi apopleksji, czyli udarowi mózgu, stąd też XIX-wieczni literaci prześcigali się w tworzeniu swoich wersji wydarzenia. Jan Kochanowski zmarł 20 lub 22 sierpnia 1584 r. Agonia miała trwać kilka dni.
Jeżeli chodzi o datę śmierci, najrozsądniej będzie zaufać pamięci o poecie zachowywanej w rodzinie jako najlepiej poinformowanej i zainteresowanej upamiętnieniem najsłynniejszego członka rodu. Na nagrobku w starym kościele w Policznie znajdował się napis, który głosił: „Szlachetnemu i bardzo sławnemu mężowi Janowi Kochanowskiemu, rycerzowi i wojskiemu sandomierskiemu oraz sekretarzowi królewskiemu, który w Lublinie roku zbawienia 1584 dnia 22 sierpnia o godzinie 14 przeniósł się do przodków, małżonka Dorota z Podlodowskich wraz z dziećmi i krewnymi, w smutku pozostając, ten pomnik dla trwalszej jeszcze pamięci u potomnych wystawili”.
Miejsce zgonu również pozostaje nieustalone – mogłaby to być kamienica bogatego kupca lubelskiego Macieja Krokiera, kamienica lekarza Wojciecha Oczki, podmiejski dwór Jana Firleja bądź dom Mikołaja Firleja czy też Czernego, dziedzica Krasienina. Inny badacz kazał Kochanowskiemu umierać nagle na ulicy Grodzkiej.

Pogrzeb w Lublinie?

Podobnie niejednoznaczne są opinie co do pogrzebu poety. Niektórzy uważają, że początkowo został on pochowany w Lublinie. Jako miejsce pierwotnego pochówku wskazywano nieistniejącą już farę, ale nie potwierdzają tego dokumenty. Może był to kościół bernardynów, w którym chowano szlachtę, – na ten trop może wskazywać w tej świątyni tablica upamiętniająca jego bratanków. A może poetę pochowano w kościele dominikanów? W uroczystym pogrzebie miał uczestniczyć król, dostojnicy państwowi i rzesze miłośników talentu poety. Dopiero później jego szczątki miały być przeniesione do kościoła w Sycynie, a stamtąd – do wzniesionej w Zwoleniu kaplicy.
Pogrzeb Jana Kochanowskiego mógł mieć miejsce w Lublinie – panowała wówczas fala upałów i mogło być tak, że zrezygnowano z przewożenia ciała w jego rodzinne strony. Inni badacze twierdzą z kolei, że znano wówczas sposoby zabezpieczenia zwłok podczas transportu.

Ukraść czaszkę

W 1791 r. zwoleńską kaplicę odwiedził nie byle kto, bo Tadeusz Czacki, członek Komisji Edukacji Narodowej, współtwórca Konstytucji 3 maja oraz główny twórca i organizator Liceum Krzemienieckiego, w którym uczył się później m.in. Juliusz Słowacki. Ten zacny skądinąd mąż odbił z trumny cynową tabliczkę poświadczającą i wyjął z niej czaszkę, uważając ją za fragment szkieletu poety. Podobną akcję przeprowadził też zresztą na Wawelu, gdzie otworzył groby królewskie, m.in. Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, zabierając z nich to i owo. Wracając do czaszki ze Zwolenia, przechowywał ją przez kilka lat, a następnie podarował księżnej Izabeli Czartoryskiej, która dołączyła ją do zbiorów powstającego wówczas w Puławach pierwszego w Polsce muzeum. Po upadku powstania listopadowego wraz z całymi zbiorami czaszka poety powędrowała do Paryża, do hotelu Lambert – emigracyjnej siedziby Czartoryskich. Z przeprowadzonych współcześnie badań wynika, że jest to czaszka ok. 40-letniej kobiety, co może oznaczać, że to czaszka żony poety.
Kolejne naruszenie spokoju szczątków poety datuje się na rok 1830, kiedy to proboszcz parafii w Zwoleniu usunął trumny Kochanowskich z kaplicy i przeniósł je do ziemnej, zbiorowej mogiły nieopodal kościoła. Kaplica była zlokalizowana na terenie zalewowym, czego efektem był nieprzyjemny zapach w kościele. Do kaplicy – a konkretnie do marmurowego sarkofagu w odrestaurowanej krypcie – przeniesione je ponownie w roku 1983. Uroczysty pogrzeb szczątków poety miał miejsce 21 czerwca 1984 r. Miejmy nadzieję, że już nikt i nic nie naruszy wiecznego spokoju największego poety polskiego renesansu.
Obecny Lublin sprawia wrażenie, że o Kochanowski zapomniał. Może, gdyby chodził po linie, byłoby inaczej… Inaczej było przed wojną, kiedy to lublinianie ufundowali mu pomnik ze składek, głównie nauczycieli i młodzieży gimnazjalnej. Oczywiście część obywateli Koziego Grodu uważała, że fundowanie miastu pomnika w dobie kryzysu jest co najmniej dyskusyjne. Wykonany z granitu, w formie prostopadłościanu o wysokości ok. 5,5 m przez firmę „Jarosław Nowak”, ozdobiony popiersiem poety i cytatami z jego dzieł, odsłonięty 27 września 1931 r., wzbudził zachwyt lublinian. W 1941 r. Polacy potajemnie rozebrali go, by zapobiec jego zniszczeniu przez Niemców. Po wojnie postawiono go na skwerze Jana Kochanowskiego przy ulicy Narutowicza, w pobliżu kościoła pobrygidkowskiego. Ma on formę cenotafu, czyli symbolicznego grobowca.
Joanna Dudziak

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułNieznaczny awans
Następny artykułWarczący Mikołaje