Morsy opanowały Chełm

Na dworze mróz i przenikliwy, zimny wiatr. Na pomoście kilkudziesięciu opatulonych od stóp do głów kibiców, a oni w kąpielówkach lub w bikini radośnie pluskają się w przeręblu. Niektórzy w lodowatej wodzie szukają zdrowia, inni – ekstremalnych wrażeń, a jeszcze inni dobrej zabawy. Jedni mają 80 lat, inni zaledwie 4.

Było ich trzech. Jerzy Jaworski, Artur Panasiuk i Mariusz Kowalczuk. To ich można uznać za prekursorów chełmskiego morsowania. 6 stycznia 2013 roku jako pierwsi pod szyldem grupy „Chełmskie morsy” wparowali do lodowatej wody zalewu Żółtańce. Po co?
– Z chęci sprawdzenia samego siebie – mówi Mariusz Kowalczuk, chełmski radny i zastępca dyrektora w chełmskim szpitalu. Zarówno on, jak i pozostali, z którymi rozmawiamy, zgodnie przyznają, że pierwszego razu nie zapomną do końca życia.
– Dla ciała to był szok. Adrenalina mieszała się z endorfinami, na całej skórze czuć było mrowienie, aż zapierało oddech. Niesamowite wrażenie – przyznaje Jerzy Jaworski, również zasiadający w Radzie Miasta Chełm.
Nie wszyscy jednak z rozrzewnieniem wspominają swoje pierwsze zanurzenie w lodowatej wodzie. Piotr Bakun, znany chełmski fotograf i nauczyciel, a zarazem jeden z najstarszych stażem członków drugiej grupy zrzeszającej miłośników zimowych kąpieli – „Chełmski Klub Morsów”, wspomina historię młodego chłopaka, który morsował wspólnie z nimi na „Gliniankach”. Nie posłuchał rad doświadczonych morsów, aby w porę wyjść z zimnej wody. Skończyło się na zapaleniu płuc i pobycie w szpitalu.
– W morsowaniu nie chodzi o bicie rekordów. Każdy przebywa w wodzie tyle, ile jest w stanie wytrzymać jego organizm. A trzeba pamiętać, że każdy reaguje inaczej – zaznacza P. Bakun.
Ile zatem powinna trwać lodowata kąpiel? – W przypadku początkujących wystarczy nawet minuta. Z czasem można ten czas wydłużać. Doświadczone morsy kąpią się nawet 10 minut – dodaje Bakun.
Ale zanim wskoczymy się do zimnej wody musimy się porządnie rozgrzać. – Chodzi przede wszystkim o to, aby serce pracowało z większą niż zwykle częstotliwością – tłumaczą morsy. – Biegamy, robimy pajacyki, przysiady. Dopiero po porządnej rozgrzewce rozbieramy się i wchodzimy do wody. I tu też jest kilka ważnych zasad. Przede wszystkim zalecamy używanie półbutów neoprenowych z dobrą gumową podeszwą. Zapobiega to zarówno wyziębieniu stóp, jak i okaleczeniom podczas biegania po kamieniach. Warto wyposażyć się też w czapkę i rękawiczki – słyszymy.
Jeśli spełnimy wszystkie powyższe punkty pozostaje nam już tylko wejść do wody po szyję. Choć są tacy, którzy idą o krok dalej. Reset, czyli zanurzanie głowy podczas morsowania, ma jednak tylu samo zwolenników, co przeciwników.
– Po wyjściu z wody, jeśli oczywiście nie przebywaliśmy w niej za krótko, powinniśmy nie czuć zimna, ani wiatru. Wówczas ponownie rozgrzewamy się szybko aż do zadyszki i jeszcze raz wchodzimy do wody, tym razem na krótko. Zamiast tego można natrzeć się śniegiem. Pamiętajmy, że mimo dumy z podjętego wyczynu i entuzjazmu widzów, powinniśmy się błyskawicznie ubrać, bo po dziesięciu minutach nie zawiążemy ani sznurowadeł, ani nie zapniemy guzika przy koszuli – mówią morsy. – Już ciepło ubrani, w rękawicach, możemy wypić gorącą herbatę. Tworzenie własnych mieszanek herbat stało się wśród nas swoistą tradycją – chwalą się morsy.
I jak się okazuje nie jedyną. Np. „Chełmski Klub Morsów”, który kąpie się w niedziele o godz. 10 na „Gliniankach” w wodzie wyśpiewuje swój „hymn”, czyli piosenkę „Czerwony jak cegła”, bo taki właśnie kolor ma wtedy ich skóra. Ci, którzy spotykają się w soboty o godz. 14 na Żółtańcach, czyli „Chełmskie Morsy” śpiewają natomiast „Przeżyj to sam”. Członkowie obu grup uwielbiają się przebierać. 6 grudnia do wody wchodzą jako Mikołaje, a w Nowy Rok błyszczą od cekinów. Choć i na co dzień w obu grupach nie brakuje peruk i fikuśnych przebrań.
Przekonują jednak, że morsowanie to nie tylko dobra zabawa, ale i sposób na zachowanie młodości ciała i ducha. Podkreślają jak wiele pozytywnych dla zdrowia efektów daje taka kąpiel. To przede wszystkim podniesienie odporności organizmu, ale także remendium na… zimową depresję.
– Trzeba pamiętać jednak, że jest to dyscyplina nieprzebadana i nieudokumentowana naukowo przez fizjologów. I nie istnieje oficjalna lista wskazań, bądź też przeciwwskazań do uprawiania lodowych kąpieli – dodaje P. Bakun. – Jeżeli cierpimy na jakieś przewlekłe schorzenia, proponuję porozmawiać ze swoim lekarzem. Na pewno nie zaleca się zimowych kąpieli osobom z poważnymi chorobami serca.
Choć jak pokazuje przykład Jadwigi Dżaman, która jest w Chełmie najstarszym morsem, swoją przygodę z lodowatymi kąpielami można rozpocząć nawet po siedemdziesiątce. Lada dzień pani Jadwiga skończy 80 lat i zapewnia, że nie zamierza rozstać się z morsowaniem.
Wśród chełmskich morsów nie brak też dzieci. Np. Mariusz Kowalczuk swoją córkę zabrał po raz pierwszy na morsowanie, gdy miała 8 lat. A jak się dowiedzieliśmy, do lodowatej wody wchodziły nawet młodsze morsy – w tym m.in. 4-letnia Kasandra.
Jeśli chciałbyś dołączyć do morsów – a tych jest już w Chełmie ponad stu – jest ku temu dobra okazja. Już 14 stycznia o godz. 14 nad zalewem Żółtańce pojawią się tam morsy z obu chełmskich grup, aby po raz kolejny wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
– Można spróbować swoich sił, można tylko przyjść nas podpatrzeć i zobaczyć, że to wcale nie jest takie trudne, jak mogłoby się wydawać – zachęca J. Jaworski. (mg)