Musimy zmienić podejście

Dr Rafał Stachura jest rolnikiem, hodowcą bydła i producentem mleka. W ostatnich wyborach kandydował do Senatu (powiat Chełm, Włodawa i Krasnystaw) z Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Koalicja Obywatelska PO N. i PL Zieloni. Z wykształcenia jest doktorem nauk weterynaryjnych, ukończył studia na Uniwersytecie w Padwie we Włoszech, natomiast doktorat obronił na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Na co dzień w Kulczynie prowadzi gospodarstwo rolne specjalizujące się w hodowli bydła i produkcji mleka. Dzienna produkcja przekracza 24 tysiące litrów mleka, które trafia do OSM Krasnystaw oraz SM „Bieluch” w Chełmie. Od 2011 roku pełni społeczną funkcję Prezesa Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Pandemia koronawirusa odciska swe piętno chyba na każdej gałęzi gospodarki. O tym, jaki wpływ ma na produkcję mleka w naszym regionie, rozmawiamy z dr. Rafałem Stachurą z Kulczyna (gm. Hańsk). Jego gospodarstwo jest jednym z największych dostawców mleka w regionie, dostaraczając je do spółdzielni mleczarskich w Chełmie i Krasnymstawie.

Nowy Tydzień: – Wszechobecny koronawirus i rządowe obostrzenia z nim związane bardzo mocno wpływają na sytuację na rynku mleka. Jakie są największe zagrożenia z tym związane?

Rafał Stachura: – W ostatnim czasie produkcja mleka w gospodarstwach rolnych wzrosła. Na szczęście w Polsce i na Lubelszczyźnie głównymi jego odbiorcami są spółdzielnie mleczarskie, które zagospodarowują całość wyprodukowanego mleka. Problem jednak w tym, że około 40% produkcji naszego mleka przeznaczone jest na eksport, który dziś jest bardzo ograniczony ze względu na epidemię koronawirusa. Dodatkowo sieci handlowe i hurtownie ograniczają zamówienia. Taka sytuacja może prowadzić do zmniejszenia cen w skupie.

– Co zmieniło się w Pana gospodarstwie?

– W trosce o zdrowie pracowników i konsumentów zarówno w gospodarstwach, jak i w mleczarniach wprowadzono zalecenia utrzymania higieny i zmniejszenia kontaktu pomiędzy działami w produkcji. To wystarcza, bo już dawno wprowadziliśmy bardzo rygorystyczne normy, których przestrzegamy zawsze, nie tylko w czasie epidemii.

– Rząd, wprowadzając tzw. tarczę antykryzysową, oferuje szereg ułatwień, a nawet pomoc finansową dla przedsiębiorców. Jakich instrumentów w tym zakresie potrzebuje rynek mleczarski?

– Najistotniejsze dla naszej branży będzie wprowadzenie skupu interwencyjnego na tzw. rezerwy państwowe odtłuszczonego mleka w proszku i masła jeszcze w tym miesiącu oraz możliwości zwiększenia tych zakupów w tym roku. Częściowo pomoże to naszej branży. W przeciwnym przypadku ceny skupu mleka spadną drastycznie, co będzie się wiązać z bardzo dużymi problemami finansowymi dla gospodarstw i całego sektora. Mleczarstwo jest bardzo dużym pracodawcą w naszym regionie. Mamy około 12 tys. producentów mleka, produkujemy dziennie około 1,5 mln litrów mleka, działa kilkanaście mleczarni, firmy produkujące traktory, maszyny i urządzenia rolnicze, firmy transportowe, handel. Według moich obliczeń na każde 1000 litrów wyprodukowanego mleka przypada przynajmniej 6 pełnoetatowych miejsc pracy. To również zapewnienie produkcji i dostawy smacznej i zdrowej żywności.

– Czy zmiany wprowadzone teraz z konieczności będą miały wpływ na funkcjonowanie gospodarstw takich jak Pana już po kryzysie?

– Będzie to zależne od długości trwania epidemii i problemów organizacyjno-ekonomicznych, które już się pojawiły. Z pewnością w rolnictwie zbudzi się refleksja, dlaczego taka sytuacja zagraża naszym gospodarstwom. Odpowiedź jest bardzo prosta: już czas, byśmy zaczęli zarabiać tyle, żeby część zarobionych pieniędzy móc odłożyć na cięższe czasy. Dziś nie zarabia rolnik-producent, ani też przetwórstwo. Dziś zarabia głównie handel, który na wyprodukowane przez nas produkty narzuca kilkudziesięcioprocentowe marże. Wzrosły koszty transportu do Chin od 30 do nawet 100%, w Europie o ponad 30-40 %. W związku z tym ważny też będzie główny profil produkcji danej mleczarni i ilość towaru wysyłanego na eksport. By przetrwać, nasze gospodarstwa muszą zacząć zarabiać, ale do tego musimy zmienić mentalność. Powinniśmy prowadzić nasze gospodarstwa z punktu widzenia organizacyjno-finansowego jak firmy. Oczywiście przyszłość naszej branży będzie zależeć również od tego, co będą wybierać konsumenci, których zachęcam do zakupu produktów naszych lubelskich mleczarni. W tym momencie lokalny patriotyzm w spożywaniu produktów mleczarskich może bardzo dużo pomóc nam wszystkim. Korzystając z okazji, jako prezes Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka w imieniu wszystkich hodowców życzę zdrowia. BM