Odeszła Profesor Moryl…

W sobotę setki uczniów, wychowanków, przyjaciół i byłych oraz obecnych nauczycieli I LO w Chełmie pożegnało Annę Moryl, która przez ponad 30 lat uczyła w Liceum im. Stefana Czarnieckiego języka polskiego, a w latach 1995-2007 była wicedyrektorką I LO.

Anna Moryl zmarła po długiej chorobie 16 stycznia 2019 r. Miała 68 lat. Anna Moryl była legendarną nauczycielką I LO w Chełmie. Studia na wydziale humanistycznym UMCS w Lublinie ukończyła w 1973 r. Od lutego do czerwca 1973 r. związana była ze SP nr 9 w Chełmie, a od września 1973 r. do sierpnia 1974 r. z Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących. – 1 września 1974 r. rozpoczęła pracę w I LO im. Stefana Czarnieckiego, którego była zresztą absolwentką. W latach 1995-2007 była wicedyrektorem naszej szkoły. Od 1 września 2007 przebywała na emeryturze – informuje Robert Wojciechowski, wicedyrektor I LO w Chełmie.

Popularna sorka Moryl była znana i szanowana z powodu swojej rozległej wiedzy humanistycznej, troski o szkolną tradycję oraz życzliwości dla młodzieży. Była cenioną animatorką kultury, współorganizowała Festiwal Teatrów Szkolnych „Maska”. Była laureatką wielu nagród: ministra edukacji, kuratora oświaty, prezydenta Chełma. Została odznaczona Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Złotym i Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Z wielkim smutkiem i żalem przyjęliśmy informację o śmierci Pani Profesor Anny Moryl, wieloletniej nauczycielki i wicedyrektor naszego Liceum, odznaczonej medalem Optime Merenti. Społeczność Czarniecczyków pragnie przekazać najszczersze wyrazy współczucia rodzinie i bliskim. Pani Profesor pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci – czytamy w oświadczeniu wydanym przez I LO.

Anna Moryl spoczęła na Cmentarzu Komunalnym w Chełmie w sobotę, 19 stycznia. (kg)

Anna Moryl we wspomnieniach absolwentów I LO w Chełmie:

Profesor Anna Moryl nie była wychowawcą mojej klasy, ale łączyła nas więź szczególna. Nazywaliśmy Ją „Matką Chrzestną” lub bardziej pieszczotliwie „Soreczką”. Bardzo lubiłam Jej poczucie humoru, które towarzyszyło nam przy każdym spotkaniu. Miała niebywale bogatą osobowość, ale nade wszystko ceniłam sobie Jej otwartość i szczerość. Na lekcjach języka polskiego, przekazywała nam wiedzę mocno wybiegającą poza ramy programu nauczania. Idąc za Jej przykładem, my młode dziewczyny, uczyłyśmy się, że mamy prawo do wyrażania własnych poglądów.

Profesor Moryl nie patrzyła na uczniów z góry, była przyjazna i zaangażowana. Kiedyś, już po zakończeniu roku szkolnego w klasie maturalnej, zaprosiła nas do swojego domu. To był dowód na to, że uczeń to dla Niej ktoś więcej, niż kolejne nazwisko w dzienniku. Dlatego, kiedy w trakcie studiów wraz z koleżankami wracałyśmy w rodzinne strony, odwiedzałyśmy naszą Soreczkę w Jej szkolnym gabinecie, albo spacerując w pobliżu Jej domu, ze względu na scenerię wołałyśmy: „Juuulio” i Ona wtedy delikatnie pąsowa lecz z wielkim uśmiechem zjawiała się w oknie, żeby chociaż na chwilę przywołać w pamięci ten czas, kiedy pod Jej skrzydłami osiągałyśmy pełnoletność. Do zobaczenia pod oknem, Julio!

Angelika Pluta, matura 2005.

Wychowawczyni, pedagog, ale przede wszystkim Przyjaciel. Przez 4 lata uczyła nas nie tylko języka polskiego. Wierzyła w nas, chroniła, słuchała… Razem z nami płakała i razem z nami się śmiała. Mówiliśmy do Niej Mamo. Kolejny raz w tym tygodniu mam serce w kawałkach. Mam nadzieję że jeszcze kiedyś spotkamy się pod czaplą Sorko.

Halszka Suszek-Borowska, matura 2004.

Liceum było czasem niepewności, prób i błędów. W tej trudnej podróży dorastania młodemu człowiekowi potrzebne były autorytety. Jednym z moich niepodważalnych autorytetów była Pani Anna Moryl. Nauczyciel z pasją, poczuciem humoru i determinacją. Ceniłam ją przede wszystkim za to, że Ona zawsze była sobą, nikogo nie udawała. Jej nastrój było łatwo wyczytać ze sposobu w jaki malowała brwi. Były jak semafor. Zaokrąglone oznaczały dobry humor, a ostre i proste – były ostrzeżeniem. Często ją wspominam i o niej mówię. Za każdym razem podkreślam jak ważną rolę w moim życiu odegrała jej mądrość.

Karolina Białkowska (z domu Nowosad), matura 2005.

Sorka zawsze wspierała nas do tego stopnia, że mówiliśmy do niej „Mamo”. Zawsze uczyła solidarności i szacunku do życia w społeczeństwie. Podkreślała nie tylko wartość wspólnoty, ale też dbała o każdego swojego ucznia indywidualnie, jako człowieka. Była wspaniałym pedagogiem, mentorem i autorytetem. Nie uczyła tylko języka polskiego, uczyła jak żyć. Zachęcała do rozwoju, wykraczania poza swoje granice, pokazywała nam cały świat. Nauczyła mnie, że trzeba się odważyć robić to, czego nikt inny jeszcze nie robił, i że trzeba żyć odważnie.

Uczyła kochać życie i zmieniać swoją przyszłość, stawiać sobie samemu ambitne cele, bo nawet jeśli się ich nie osiągnie, to nikt nie odbierze nam tego, czego sami doświadczyliśmy. Była kosmopolitką i uczyła, jak nie być ksenofobem. Zawsze stała za młodzieżą broniąc jej praw i traktując nas z szacunkiem. Sama nie bała się mówić przepraszam. Zawsze będziemy jej wdzięczni, że uczyła nas, jak wierzyć w siebie, i że sama zawsze w nas wierzyła. Jestem jej wdzięczna, że pomogła mi być takim człowiekiem, jakim dzisiaj jestem. Sorko dziękuję. Spoczywaj w spokoju.

Joanna Pejo (z domu Pluta), matura 2004.

Kobieta ogromnego intelektu, kultury, ale przede wszystkim pasji. Pasja emanowała ze wszystkiego co robiła, nie zapomnę jej pierwszego zadania: „Opowiedz mi o czymś z perspektywy… jabłka”. Nietuzinkowe podejście do nauczania, zawsze indywidualne – do ucznia i nieustanna chęć wzbudzenia ciekawości, kreatywności, niezależności i ambicji. Aktywność profesjonalna, zaangażowanie w inicjatywy, przeważnie, innowacyjne i awangardowe.

Siła charakteru, energia i niezłomność w podążaniu za celem i ideałem, zawsze gotowa do pokonywania barier, zacierania granic i poróżnień. Tego uczyła nas na własnym, codziennym przykładzie. Dzięki Jej inspiracji wielu z nas, miało odwagę sięgnąć po swoje marzenia, podążyć nie wyznaczoną z dróg i codziennie próbować stać się lepszą wersją siebie. Tak zapamiętam Profesor Annę Moryl.

Dominika Stelmaszuk, matura 2004.

Pani Profesor, byłem niesfornym uczniem. Tyle słów ciśnie się na usta, a jeszcze więcej w sercu. Kiedyś Pani Profesor zapytała mnie, czy czytam te wszystkie książki, o których mówię na lekcjach polskiego. Otóż miała pani rację, przeczytałem tylko jedną, o którą Pani Profesor pytała.

Matka zawsze zna swoje dzieci. Pani była i zawsze będzie naszą drugą Mamą. Żegnaj Mamusiu, czasami ci najgorsi uczniowie, ci niepokorni wychodzą na ludzi. Nauczyłaś mnie, że lilia jest oznaką niewinności i miłości. Dziś składam 34 lilie za każdego z nas. Opiekuj się nami z góry, bo zawsze to robiłaś.

Marcin Klasura, matura 2004.

Jutro na pierwszej lekcji macie język polski z panią Anną Moryl. Wszystkie pierwsze klasy będą Wam zazdrościć”. Po tych słowach naszej wychowawczyni wypowiedzianych 1 września 2002 roku my, przytłoczone nadmiarem wrażeń, świeżo upieczone licealistki poczułyśmy ulgę, choć nie wiedziałyśmy jeszcze, co się naprawdę za nimi kryło. „Same baby?” – tym pytaniem przywitała nas Sorka Moryl przed pierwszą lekcją języka polskiego.

Trzy lata z żeńską klasą w dodatku z rocznika, który jako pierwszy przeszedł przez dziwny twór zwany gimnazjum i miał zdawać jeszcze dziwniejszą nową maturę z pewnością były dla naszej Sorki ogromnym wyzwaniem, ale kto miałby sobie z tym poradzić, jak nie ona. Posiadała ogromną wiedzę, była bardzo wymagająca, ale przez to szybko nauczyła nas, że to rzeczywiście „obciach” być nieprzygotowanym.

Była do bólu szczera mówiąc na przykład, co sądzi o robieniu sobie dnia wagarowicza w klasie maturalnej, ale równie szczerze przyznawała, że sama czytając Nad Niemnem omijała opisy przyrody i „pozytywizm jest beznadziejny, a najciekawszy okres literacki to współczesność”. Jednocześnie na żadnej lekcji nie zabrakło śmiechu, radości, ciepłych słów i rozmów o życiu. (…).

Po wizycie w kinie na filmie Pianista szansę na rozmowę o treści, ale także o przytłaczających nas emocjach miałyśmy oczywiście nigdzie indziej, jak na lekcji języka polskiego. Sorka Moryl zwróciła nam podczas dyskusji uwagę na coś, o czym w tamtych latach mało kto myślał, a co i dziś zdaje się sprawiać trudności. Podkreślała, że mówiąc o II Wojnie Światowej nie można generalizować i warto pamiętać o różnych postawach i zachowaniach.

Wielokrotnie powtarzała zdanie, że “nie wszyscy Niemcy zabijali”, pokazując w ten sposób, że dobro i zło nie ma narodowości i rzeczywistość nie jest czarno-biała. Droga Sorko, to prawda, między czernią a bielą istnieją różne odcienie szarości, ale nam Czarniecczykom będzie się Sorka już zawsze kojarzyć wyłącznie z tym, co dobre, piękne i wartościowe. Sorki uśmiech, energia, mądrość i siła pozostaną na zawsze na naszych sercach.

Anita Borkowska (z domu Ciechomska), matura 2005.