Narasta napięcie wokół sytuacji byłych pracowników Huta Szkła w Dubecznie, czyli jednego z największych niegdyś pracodawców w powiecie włodawskim. Zakład został zamknięty w ubiegłym roku, a właściciel tłumaczył decyzję „chwilowymi problemami”. Dla wielu zatrudnionych oznaczało to jednak wielomiesięczne oczekiwanie na zaległe wynagrodzenia, których – jak podkreślają – do dziś nie otrzymali.
Sprawa ponownie wywołała emocje, gdy na bramie zamkniętej huty w Dubecznie pojawił się baner informujący o rekrutacji nowych pracowników na „bardzo dobrych warunkach”. Ogłoszenie zaskoczyło byłą załogę. – Jak można mówić o nowych naborach, skoro nie rozliczono się z tymi, którzy przez lata budowali tę firmę? – pytają byli hutnicy.
Jak relacjonują, wielu z nich wciąż czeka nie tylko na zaległe pensje, ale również na odprawy. Mimo interwencji Państwowej Inspekcji Pracy i licznych zapowiedzi ze strony właściciela, pieniędzy nadal nie ma. Część rodzin znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a byli pracownicy mówią wprost o poczuciu bezradności i rozgoryczenia. Dodatkowe wątpliwości wzbudził sposób prowadzenia rekrutacji.
Osoba wskazana w ogłoszeniu jako odpowiedzialna za nabór, jak ustaliliśmy, nie potrafiła przedstawić żadnych konkretnych warunków zatrudnienia. Nie znała wysokości proponowanych stawek, formy umowy ani terminu ewentualnego wznowienia produkcji. Przyznała, że jej zadaniem jest jedynie sprawdzenie, ilu hutników byłoby gotowych wrócić do pracy. Wśród byłych pracowników i mieszkańców Dubeczna narasta przekonanie, że ogłoszenie może być jedynie „zasłoną dymną”.
– To wygląda tak, jakby ktoś chciał pokazać, że coś się dzieje, że zakład zaraz ruszy, żeby opinia publiczna łagodniej patrzyła na to, co się stało – mówią anonimowo byli członkowie załogi. Ich zdaniem bez uregulowania zaległości trudno mówić o odbudowie zaufania i realnej reaktywacji produkcji. Do sprawy odniósł się wójt gminy Alan Struski, który kontaktował się z właścicielem zakładu. – Uzyskałem zapewnienie, że planowane jest wznowienie produkcji, jednak będzie to uzależnione od znalezienia odpowiedniej liczby wykwalifikowanych pracowników – poinformował samorządowiec. Jednocześnie przyznał, że sytuacja jest trudna i wymaga dalszego monitorowania.
Problem również leży w tym, że wielu doświadczonych hutników już znalazło pracę w innych miejscach lub przekwalifikowało się, nie wierząc w szybki powrót zakładu do normalnego funkcjonowania. Ci, którzy pozostali, nie ukrywają, że bez wcześniejszego uregulowania zaległych wypłat trudno będzie przekonać kogokolwiek do ponownego związania się z firmą.
Dla Dubeczna i wielu okolicznych miejscowości zamknięcie huty było ciosem nie tylko gospodarczym, ale i społecznym. Zakład przez lata stanowił filar lokalnego rynku pracy. Dziś przyszłość przedsiębiorstwa pozostaje niepewna, a byli pracownicy wciąż czekają na należne pieniądze i jasne deklaracje. Bez nich zapowiedzi o „bardzo dobrych warunkach” brzmią dla wielu jak gorzka ironia. (bm)






























