I nie opuści cię już nigdy…

Karolina i Artur

Pierwszy tatuaż zrobił w VI klasie podstawówki. Na łydce. Były to prosta buźka – dwie kropki i uśmiech. I był to dobry prognostyk. Dziś powodów do uśmiechu ma całe mnóstwo. Prowadzi wspólnie z żoną prężnie działające studio tatuażu, które rocznie odwiedzają setki osób. O drodze do sukcesu, o tym kto się w Chełmie tatuuje i jakie klienci mają życzenia, rozmawiamy z Arturem i Karoliną Cimek, właścicielami profesjonalnego studia tatuażu „Art Cimek Tattoo”.

Czaszki. To pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po przekroczeniu progu studia „Art Cimek Tattoo”. Są wszędzie. Wiszą na ścianach, leżą na półkach. Wszystko to w otoczeniu czarnych ścian. Na jednej z nich wisi napis: „Zrób to teraz. Czasem później oznacza nigdy”.
Wydawałoby się – strasznie mroczne, ponure miejsce. Wystarczy jednak, że na horyzoncie pojawią się Karolina i Artur. – Od pierwszej chwili czułam, jakbym ich znała wiele lat – mówi Żaneta, która odwiedziła studio na początku marca i wytatuowała sobie na ręce sylwetkę pięknej kobiety.
Natalia też zachwala atmosferę. – Właściciele wkładają całe serce, żeby klient czuł się dobrze. Aż się chce cały czas być tatuowanym! – przekonuje. A Piotrek kwituje krótko: – Nie może być inaczej, skoro spotkało się dwoje ludzi z pasją.

Marlena Gołębiowska: – Pamiętasz swój pierwszy tatuaż?
Artur Cimek: – Jak mógłbym zapomnieć? Byłem wtedy w VI klasie podstawówki. W swoim pokoju maszynką „samoróbką” wytatuowałem sobie na łydce buźkę. Taką najprostszą, dwie kropki i uśmiech. Potem uczyłem się na kolegach. Tatuowałem im smoki i modne wtedy tribale. Tak to się zaczęło. Po szkole wyjechałem do Londynu i cały czas doskonaliłem swój warsztat. Przez kilka lat pracowałem w studiu w Warszawie. W pewnym momencie stwierdziliśmy z żoną, że chcemy jednak wrócić do Chełma.
Karolina Cimek: – I cztery lata temu otworzyliśmy tu wspólny biznes. Zaczęliśmy od małego studia przy ul. Krzywej. Teraz przenieśliśmy się na ul. Lubelską 102, gdzie rozwijamy skrzydła.
– Brzmi jak bułka z masłem.
Artur: – To oczywiście tylko skrót. Po drodze działy się różne inne rzeczy. Zrobiłem kurs spawacza, wyjeżdżałem za granicę do pracy. Było ciężko zostawić żonę i dziecko na kilka miesięcy. Wiele nas to kosztowało. Postanowiliśmy, że nie chcemy tak dłużej żyć. Wszystko postawiliśmy na jedną kartę. Na studio tatuażu, które zdecydowaliśmy się prowadzić razem.
Karolina: – Sporo osób nam odradzało wspólny biznes. Mówili – będziecie razem 24 godziny na dobę, to się nie może udać. Zamęczycie się sobą. Ale my zaryzykowaliśmy. Dziś wiemy, że to była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć.
– Udaje się oddzielić życie rodzinne od zawodowego?
Karolina: – Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nigdy nie przynosimy problemów z domu do pracy. Raz mieliśmy taką sytuację, że rano przed wyjściem do studia strasznie się pokłóciliśmy. Kompletnie się do siebie nie odzywaliśmy. Mieliśmy umówioną dziewczynę, miała już wybrany projekt, wszystko było dogadane. Postanowiliśmy jednak, że przełożymy tatuaż na inny termin. Nie chcieliśmy, żeby powstawał w takiej atmosferze, w złości. Tym bardziej, że szykowała się długa i trudna sesja, bo tatuaż miał być robiony na żebrach. Kilka tygodni później, już po wizycie tej klientki, dostaliśmy od niej wiadomość. Napisała, że jest wdzięczna za to, że byliśmy z nią po prostu fair. Była zachwycona pracą Artura i chciała się umówić na kolejny tatuaż.
Artur: – To była jednak wyjątkowa sytuacja. Myślę, że wspólny biznes, pasja i cele jeszcze bardziej nas wiążą.
Karolina: – Dokładnie. U nas jest tak, że jedno drugie pcha do przodu.
– Teraz wyobraźmy sobie, że przychodzę do was i chcę zrobić pierwszy w życiu tatuaż.
Artur: – Najpierw sprawdzamy czy masz 18 lat. Są studia, które tatuują nastolatków. My tego nie robimy. Odmawiamy. Zdarzało się, że te osoby nas po latach odwiedzały i dziękowały, że wtedy się nie zgodziliśmy.
Karolina: – Tatuaż jest na całe życie. Niby każdy to wie, ale czasem musimy to naszym klientom uświadomić. Sytuacja z ubiegłego tygodnia. Przyjechał do nas na rowerze chłopak. Wparował i oznajmił, że chce sobie zrobić chińskie znaki na szyi. Już nawet wyjmował zaliczkę. Zapewniał, że ma 18 lat i jest pewien swojej decyzji. Spytałam tego młodego mężczyznę, czy wie, co będzie w życiu robił, czy tatuaż w tak widocznym miejscu nie zamknie mu jakiejś furtki. Prosiłam, aby dał sobie na wstrzymanie i dokładnie wszystko przemyślał.
– Kto przychodzi do waszego studia?
Artur: Przychodzą wszyscy – w różnym wieku, z różnych grup zawodowych, także policjanci i pracownicy banków. I robią sobie tatuaże, będąc w przeróżnych sytuacjach życiowych. Jedni chcą coś uczcić, drudzy zapomnieć, a jeszcze inni – po prostu się ozdobić.
– A co tatuują najczęściej?
Karolina: – W tatuażu, jak w innych dziedzinach sztuki, jest miejsce na kicz. Dziewczyny wpisują sobie w internecie hasło „kobiecy tatuaż” i przychodzą z pierwszą z brzegu propozycją. Często nie mają większych przemyśleń, co tak naprawdę chciałyby nosić do końca życia. Wiadomo, tatuowanie – jak wszystko inne – ulega modzie. W naszym studiu staramy się robić tatuaże autorskie, stawiamy na oryginalne projekty. Jednak ile razy można autorsko przedstawić piórko, znak nieskończoności czy różyczkę?
Artur: – Tatuaż powinien być sprawą indywidualną, a nie działać jak jakaś taśma produkcyjna. Często odradzamy takie oklepane wzory. Podobnie, jeśli ktoś decyduje się na obcojęzyczny napis. Ja nie muszę wiedzieć, co oznacza dany tekst, ale zawsze pytam klienta, czy on wie. W takiej sytuacji zawsze radzimy odwiedzić tłumacza przysięgłego. To taka nasza „etyka zawodowa”.
– Zdarza wam się retuszować napisy z błędami? A może jakieś wytatuowane pod wpływem chwili imię ukochanej czy ukochanego?
Artur: – Bardzo często. Nawet nie tylko imiona, ale i całe portrety.
Karolina: – Ostatnio też masowo pojawiają się u nas klienci, którzy zrobili sobie coś u niesprawdzonego tatuażysty. Czasem opowiadane przez nich historie aż mrożą krew w żyłach. Tatuowanie w kuchni przy stosie brudnych naczyń, na sprzęcie wielorazowego użytku. Od serca radzimy, aby oglądać prace wybranego tatuażsty, czytać opinie, dowiedzieć się, na jakim sprzęcie pracuje. Aby później nie było przykrych niespodzianek.
– Czy wam się takie zdarzają?
Karolina: – Robimy wszystko, aby się nie zdarzały. Najważniejszy jest dla nas ten czas, zanim jeszcze Artur weźmie maszynkę w dłoń. Każdy klient jest inny i każdy tatuaż jest inny. Bardzo długo rozmawiamy o wszelkich szczegółach, aby nikt nie żałował swojej decyzji i przez długie lata cieszył się z tatuażu.
– Dziękuję za rozmowę. Na koniec – czego wam życzyć?
Artur: – Aby nasz zapał nigdy nie zgasł! Dziękujemy i zapraszamy wszystkich Czytelników „Nowego Tygodnia” do odwiedzenia naszego studia.