Powstaje wielka księga wuesek

Rajdowcy i ich motocykle WSK Avia, 1981 rok

Mieszkało się tu od małego, biegało pod bramę główną zakładu i z nosem w siatce patrzyło, jak zawodowi objeżdżacze wyjeżdżają na tych pięknych motorkach… – tak świdniczanin Grzegorz Doroba wspomina początki swojej pasji do motocykli WSK.


Dziś, wciąż zachowując w pamięci zachwyt małego chłopca nad lśniącymi maszynami, kończy drugą już książkę poświęconą ponad trzydziestoletniej historii produkcji motocykli WSK.

Jak podkreśla, kolejna książka o historii świdnickiego motocykla to efekt odzewu pasjonatów, z jakim spotkał się po wydaniu w 2013 roku książki pt. „Ilustrowana historia motocykla WSK 1954-1985”. Mimo ogromu materiałów w niej zawartych zachowało się jeszcze znacznie więcej faktów, fotografii i dokumentów.

Bezcenna książka zakładowa

– Chyba spodobała się pierwsza książka, bo wkrótce po jej wydaniu ludzie zaczęli przynosić mi kolejne materiały. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać i zostawić gdzieś w szafie czy garażu. Zebrało się tego kilka tysięcy zdjęć, schematy techniczne, rysunki, szkice, kolejne instrukcje obsługi, a do tego ciekawe wspomnienia związane z produkcją wueski. Z takich ciekawostek – dostałem nawet od człowieka, który był szefem produkcji, książkę zakładową z asortymentem i ilością motocykli, jakie zeszły z taśmy produkcyjnej z wyszczególnieniem miesięcy i lat. No i proszę, w roku 1954 wyprodukowano czterdzieści sztuk, kolejny rok – trzy tysiące sto sześćdziesiąt motocykli, a w 1985 roku czerwona kreska i koniec produkcji. Dokładny wynik za wszystkie lata to dwa miliony osiem tysięcy trzysta czterdzieści siedem motocykli – podsumowuje Doroba.

W książce znalazły się między innymi wyjątkowo trudne dziś do zdobycia szczegółowe informacje techniczne i wykazy części składowych silników i samych motocykli. Informacje te z pewnością przydadzą się pasjonatom wuesek, chcącym odtworzyć lub odrestaurować historyczne modele, ale pan Grzegorz zebrał również całą masę ciekawostek dotyczących produkcji motocykli WSK. Niewielu na przykład wie, że na początku lat sześćdziesiątych Zjednoczenie Przemysłu Motoryzacyjnego podjęło próbę wejścia ze swoimi produktami na rynek afrykański. Specjalnie przygotowane samochody trzech polskich producentów: warszawa, star i żuk zostały przetransportowane statkiem do Gwinei, a na pokładzie, obok tych pojazdów, znalazły się motocykle produkowane w Świdniku.

Elbobo i inne ciekawostki

W latach siedemdziesiątych WSK prowadziło rozmowy z koncernem Yamaha i niewiele brakowało, by motocykle te były produkowane w Świdniku.

„…W kwietniu 1972 delegacja wyjechała do Japonii, gdzie w Hamamatsu zwiedziła główną siedzibę Yamahy i zapoznała się z siecią zakładów kooperacyjnych. W wyniku prowadzonych rozmów zapadła decyzja o produkowaniu w Świdniku elementów do japońskich motocykli. W ramach sprawdzenia możliwości zakładu i jakości wyrobów wykonano serię próbną części, takich jak dźwignie rozruszników i podpórki boczne. Docelowo umowa przewidywała produkcję motocykli yamaha w Świdniku. Miały to być modele o małych pojemnościach, a w przyszłości modele z większymi silnikami. Strona japońska zobowiązała się dostarczyć maszyny do produkcji silników oraz niezbędne oprzyrządowanie. Do podpisania umowy nie doszło…” – czytamy w roboczej wersji książki.

– Prowadziliśmy też rozmowy z BMW. Niestety, z tego również nic nie wyszło, ale nasi przedstawiciele, wracając z fabryki BMW, odwiedzili firmę produkującą samochody z napędem elektrycznym. Podpatrzyli, zapalili się do pomysłu i powstał prototyp autka elbobo. Zresztą, zdjęć i materiałów dotyczących mało znanych prototypów odszukałem znacznie więcej. Chciałbym, żeby czytelnicy dowiedzieli się, co w ciągu tych lat robiło się w fabryce, a były to czasem naprawdę ciekawe rzeczy i pewne konstrukcje wybiegały daleko w przyszłość – podkreśla Grzegorz Doroba.

W książce znajdziemy motocykle, seryjne, turystyczne, sportowe oraz wszelkie prototypy, jakie powstały w WSK.

Sekcja sportowa

Przy okazji prezentacji motocykli sportowych znalazło się również miejsce na wspomnienie osiągnięć świdnickich zawodników, o czym pan Grzegorz, jako były zawodnik sekcji motocyklowej Fabrycznego Klubu Sportowego „Avia” Świdnik, nie mógł zapomnieć.

– Chciałem pokazać klimat tamtych lat i sukcesy naszych zawodników. Startowaliśmy wszędzie i byliśmy nawet w Stanach Zjednoczonych. Nasi zawodnicy pojechali tam bardzo dobrze na formaero i zdobyli złote medale. Niestety, podobno te motocykle zostały za wielką wodą, ponieważ zabrakło pieniędzy na ich powrotny transport – śmieje się pan Grzegorz. – Co ciekawe, całkiem niedawno odbywały się w Lublinie mistrzostwa Polski w crossie i startujący tam zawodnicy nie wiedzieli, że dziesięć kilometrów od toru, na którym jeździli produkowano niegdyś polskie motocykle. Pomyślałem wtedy, że trzeba to po raz kolejny przypomnieć, bo naprawdę nie mieliśmy się czego wstydzić. Tu powstało ponad dwa miliony motocykli i zawsze będę powtarzał, że Świdnik jest stolicą polskiego motocykla – dodaje autor publikacji o wueskach.

Aby czytelnicy poczuli klimat tamtych lat, w książce znalazły się również mapy tras i programy rajdowe.

– Wygrzebałem je ze swoich archiwów, wziąłem od taty i Wojtka oraz innych zawodników programy rajdowe. Może ktoś zechce dziś powtórzyć którąś z tras ówczesnych rajdów? – zastanawia się pan Grzegorz.

Pasja pana Grzegorza zaczęła się przy płocie WSK, ale była również poparta tradycjami rodzinnymi. Jego tata był wieloletnim pracownikiem, konstruktorem w WSK oraz zawodnikiem, a później trenerem sekcji motocyklowej Fabrycznego Klubu Sportowego „Avia” Świdnik. Grzegorz i jego młodszy brat Wojciech przejęli pasję po ojcu i wspólnie reprezentowali barwy klubu przez wiele lat. Grzegorz zdobył między innymi tytuł klubowego Mistrza Polski w rajdach obserwowanych, 5. miejsce indywidualnie w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Polski w trialu motocyklowym, był reprezentantem kadry narodowej Polski w latach 1984-87, brał udział w Mistrzostwach Polski, Pucharze Narodów, Mistrzostwach Świata oraz Trialu de Nations. Dziś pracuje jako nauczyciel w Powiatowym Centrum Edukacji Zawodowej, tak zwanej szkole przy lotnisku.

Efekty blisko trzyletniej pracy byłego zawodnika będziemy mogli zobaczyć już wkrótce.

– Książka jest już ukończona, złożona i wydrukowana w kilku próbnych egzemplarzach, z którymi będę szukał ewentualnych sponsorów. Wiadomo, że wszystko opiera się na funduszach i od tego głównie zależy, kiedy książka zostanie wydrukowana w pełnym nakładzie – mówi Grzegorz Doroba.