Sezon na ślimaki

Praca jest ciężka. Trzeba się co chwilę schylać, chodzić po mokradłach, zaroślach. – Ale jak się nie ma za co żyć, to człowiek się nie zastanawia długo. Bierze koszyk i idzie – mówią nam ludzie, których spotykamy przy skupie ślimaków. Zbiorą ok. 30 ślimaków i mają na chleb.

– Nie chcę nikogo obrazić, ale kiedyś, jak za ślimaki płacono 70-90 gr, to przychodzili głównie okoliczni pijacy. Pochodzili, pozbierali i mieli na piwo. A dzisiaj, gdy cena poszybowała do 2,5 zł, pojawia się coraz więcej biednych ludzi, często ze wsi, którzy chcą sobie dorobić. Średnio przynoszą po 10 kg, czyli dostają 25 zł. Dla nich to dużo – przyznaje pracownica skupu ślimaków.

W tym roku cena za kilogram winniczków jest rzeczywiście wyjątkowo wysoka. Początkowo płacono 2 zł za kilogram, ale poszybowała w górę w połowie sezonu. Wszystko przez suszę.

– Zezwolenie na skup ślimaków mamy od 20 kwietnia do końca maja. Ale do 15 maja nie przynieśli nam nawet kilograma. Ślimaków w ogóle nie było. Dopiero teraz ruszyło. I dlatego szef podniósł cenę o 50 groszy – dodaje pracownica skupu.

Skup przypomina, że przyjmuje tylko ślimaki winniczki, które mają średnicę muszelek większą niż 31 mm. Podczas zbierania nie wolno wchodzić na obcy teren bez zgody jego właściciela. Nie wolno też zbierać ślimaków z rezerwatów przyrody i bezwzględnie ślimaków żółtawych. Jest to gatunek pod całoroczną ochroną. (mg)