Za smarowanie trzeba słono płacić

Jeszcze nie tak dawno za kostkę masła w osiedlowym sklepie płaciło się 3,29 zł. Dziś trzeba wyłożyć prawie dwa razy tyle. – To rozbój w biały dzień! – słychać przy kasach. Ludzie się skarżą i dopytują, kiedy cena spadnie lub przynajmniej przestanie rosnąć. O to pytamy Janusza Mojaka, prezesa chełmskiej Spółdzielni Mleczarskiej Bieluch.

Nowy Tydzień: – Tego jeszcze nie było: 6 złotych za kostkę masła. Z czego wynika ta cena?
Janusz Mojak: – Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Najpierw musimy się cofnąć do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy największe autorytety medyczne przekonywały o tym, że masło to samo zło: jest przyczyną tycia, powoduje miażdżycę, choroby układu krążenia, a nawet raka. Dlatego ci, którzy chcą być zdrowi, powinni jeść lekką, łatwą do smarowania, a nawet wzbogaconą o witaminy i minerały margarynę. Takie myślenie podchwyciły wielkie koncerny, takie jak Dr Oetker, Heinz czy Kraft, które zbijały na tym fortuny. Produkcja margaryny jest bowiem siedmiokrotnie tańsza od produkcji masła. Ale już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku coraz częściej zaczęto mówić o szkodliwych tłuszczach trans, które powstają podczas procesu utwardzania olejów roślinnych. Dziś można powiedzieć, że nastąpił koniec tej epoki, w której ludziom wmawiano, że margaryna jest zdrowa. Efektem jest drastyczny spadek produkcji i sprzedaży margaryn oraz wzrost sprzedaży i konsumpcji tradycyjnego masła. Problem w tym, że za zwiększonym popytem nie nadąża podaż. Tym bardziej, że rolnicy w Europie zmniejszyli produkcję mleka przez ostatnie dwa lata ze względu na zbyt niską opłacalność tej trudnej gałęzi produkcji. A do tego nałożyło się jeszcze embargo na artykuły spożywcze nałożone przez Rosję oraz likwidacja przez UE limitów w produkcji mleka. To spowodowało znaczny spadek cen surowca, a w efekcie spadek produkcji mleka.
– Dlaczego zatem wzrosła cena tylko masła, a inne wyroby mleczarskie, np. mleko, jogurty, śmietany, kefiry, twarogi, nie podrożały wcale lub tylko w minimalnym stopniu?
– W przypadku masła do wspomnianych zjawisk doszły kolejne. Apetyt na masło nabrały państwa do tej pory mało znane z takich preferencji, np. Chiny, które zwiększyły w ubiegłym roku zwiększyły import tego produktu o 15 proc. A w pierwszym półroczu tego roku kupują go jeszcze więcej. Chętniej masło jedzą też Hindusi, Meksykanie, mieszkańcy Bliskiego Wschodu. Efekt jest prosty – duże zapotrzebowanie na rynku połączone ze spadkiem produkcji winduje ceny. Przykładowo, w maju ubiegłego roku w SM Bieluch eksportowaliśmy masło do innych krajów za cenę 9,75 zł za kilogram i mieliśmy spore trudności ze sprzedażą. Dziś możemy sprzedać to masło za 28 zł za kilogram.
– Czy cena wreszcie przestanie rosnąć?
– Eksperci wskazują, że cena masła powinna się ustabilizować. Ale nikt tego nie może obiecać. (opr. mg)