Tragiczny finał miały poszukiwania 72-latka z Warszawy, który wybrał się na ryby na jezioro Łukie, na terenie Poleskiego Parku Narodowego. Jego zwłoki odnaleziono w wodzie w czwartek (31 lipca) po południu. Przyczynę jego śmierci wyjaśni sekcja zwłok.
Zgłoszenie o zaginięciu mieszkańca Warszawy wpłynęło do służb w środę (30 lipca). Zaniepokojona rodzina zaalarmowała Policję, gdy mężczyzna długo nie wracał i nie nawiązywał żadnego kontaktu. Na miejscu natychmiast pojawiły się patrole włodawskiej Policji oraz strażacy, którzy rozpoczęli przeszukiwanie akwenu. Akcja ratunkowa prowadzona była zarówno z lądu, jak i od strony jeziora. Poszukiwania utrudnia zarośnięta linia brzegowa i gęsta roślinność wodna. Mimo upływu czasu nadzieja wciąż się tli i każda minuta może być na wagę życia tego człowieka. Środowe poszukiwania nie przyniosły efektu i trzeba było je zakończyć wraz z zapadnięciem zmroku. Akcja była kontynuowana w czwartek. Nieoficjalnie wiadomo, że mężczyzna dobrze znał jezioro. Z relacji bliskich wynika, że wypłynął na akwen wędkować, choć zbiornik leży na terenie Poleskiego Parku Narodowego i taka forma aktywności jest zwykłym kłusownictwem. To jednak nie wyklucza, że mogło dojść do wypadku. Jego łódka mogła się wywrócić, a ewentualne zasłabnięcie czy utrata przytomności na wodzie stanowią poważne zagrożenie życia.
W czwartkowe (31 lipca) popołudnie akcja została zakończona, bo nurkowie namierzyli ciało zaginionego mężczyzny. Zostało ona zabezpieczone i przekazane do Zakładu Medycyną Sądowej w celu przeprowadzenia sekcji zwłok, która wyjaśni, czy 72-latek utonął czy też może zmarł z innych przyczyn. Śledczy na początkowym etapie postępowania wykluczyli, by do śmierci mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa we Włodawie. (bm, Fot. OSP Urszulin)

































