– Byłam zrozpaczona i przerażona, ale dzięki Joannie na chwilę mogłam zapomnieć o wojnie, wybuchach, ucieczce z Kijowa i wielogodzinnej tułaczce do granicy – mówi Tatiana, która wraz z rodziną znalazła schronienie w domu Joanny Szafranek w Chełmie. U niej w domu obchodziła swoje urodziny.
Jedenastoosobowa rodzina z Ukrainy znalazła schronienie w domu chełmskiej lekarki Joanny Szafranek. To jedna z wielu osób, które w pierwszych dniach wojny na Ukrainie bez wahania wzięła pod własny dach uciekających ludzi. Sama mówi, że nie zrobiła niczego nadzwyczajnego. A już na pewno nic, czym trzeba się chwalić. Najpierw przyjechało do niej pięć osób, potem dojechała reszta rodziny. To siostry Tatiana i Ludmiła z dziećmi, ich kuzynka z 1,5-rocznym maluszkiem i 88-letnia babcia sióstr, po którą Ludmiła sama wróciła na Ukrainę. Przy okazji zabrała z Chełma dla broniących ojczyzny paczki z apteczkami i lekarstwami.
Kobiety nadal nie mogą uwierzyć w to, co się stało w ich kraju. Mieszkały i pracowały w Kijowie. Ludmiła miała salon kosmetyczny. Swoją firmę zdecydowała się też otworzyć Tatiana, która z mężem Hiszpanem przeprowadziła się w ubiegłym roku do Kijowa z Barcelony. Zainwestowała we własny zakład, a teraz wszystko przepadło.
– Do końca nie wierzyliśmy, że może dojść do wojny, ale kiedy w czwartek Rosjanie wtargnęli na Ukrainę i zaczęły się wybuchy i strzelaniny, uciekliśmy – mówi Ludmiła. Jej mąż został walczyć.
Jeszcze w czwartek i piątek z Kijowa dało się wyjechać. A i tak do granicy z Polską w Dorohusku jechali ponad 20 godzin. Kilkanaście kolejnych spędzili przed przejściem. – Teraz mosty i drogi są zniszczone a ludzie zostali uwięzieni w Kijowie. Mam kontakt ze znajomymi. Brakuje im chleba, kończy się woda i inne zapasy – mówi Ludmiła. W jej salonie, który mieścił się w suterenie kamienicy, koczuje kilkadziesiąt osób chroniąc się przed ostrzałem.
Wnuczka wróciła po niewidomą babcię. – Ona przeżyła II wojnę, głód na Ukrainie a na stare lata, ślepej, przyszło uciekać z własnego domu – płacze. – Nie mogliśmy jej zostawić samej, nie poradziłaby sobie przecież.
Akcja pomocy uchodźcom jest tak duża, że zadziwia Ukraińców. – Myśmy nie mogli uwierzyć, że spotkała nas taka przychylność Polaków – mówią kobiety.
– Nigdy nie zapomnimy pomocy, jaką dostaliśmy od Joanny – mówi Tatiana. – Otworzyła własny dom przed obcymi ludźmi. A gdy dowiedziała się, że mam urodziny, to zrobiła wszystko, żeby ten dzień uczcić. Dzięki niej mogłam na chwilę zapomnieć o wybuchach, strzelaninach, ucieczce z Kijowa i tułaczce do granicy. A miałam w głowie tylko rozpacz i przerażenie. Dobro do was wróci, za to, co dla nas zrobiliście.
A my będziemy się za was modlić. (bf)






























