Wędkarze jednoznacznie o martwych rybach w Stańkowie

Śnięte ryby w Uherce i Stańkowie znowu na tapecie. Temat wrócił podczas posiedzenia Komisji Rodziny, Zdrowia i Ochrony Środowiska Rady Miasta Chełm. Marcin Łopacki, powiatowy radny i pracownik Wód Polskich, którego zaproszono na komisję starł się z prezesem MPGK Jakubem Oleszczukiem. A wypowiedzi prezesa MPGK komentują wędkarze. I obalają teorię o zwykłej przydusze.

Nagłośniona przed media, także te ogólnopolskie, sytuacja z lipca, kiedy w rzece Uherce i zbiorniku w Stańkowie doszło do śnięcia ryb, wróciła na posiedzeniu komisji. Prezes MPGK, Jakub Oleszczuk nazwał zajście incydentem i tłumaczył awarią sondy w kolektorze. Prezes tłumaczył, że przez deszcze nawalne, które dostały się także do kanalizacji sanitarnej ilość ścieków zwiększyła się prawie dwukrotnie w krótkim czasie i doszło do zrzutu zmieszanych ścieków z oczyszczalni i wód opadowych. J. Oleszczuk przyznał, że to sytuacja awaryjna, która nie powinna się wydarzyć, ale przekonywał, że w próbach ścieków, pobranych do kontroli nie stwierdzono uchybień. Żeby zapobiec takim incydentom spółka zamontowała w oczyszczalni dodatkowe urządzenia kontrolne (sondę, lampy ostrzegawcze i system dźwiękowy). W ocenie prezesa do śnięcia ryb w Stańkowie doszło z powodu zwykłej przyduchy.

M. Łopackii przekonywał., że sytuacja w Uherce i Stańkowie nie była incydentem a katastrofą ekologiczną, w której zginęło nawet 10 ton ryb. – 3,5 tony wyciągnięto z samego Stańkowa, podobna ilość spoczęła na dnie i w zaroślach a kolejną zjadły ptaki – mówił. Radny sugerował, że wykorzystano intensywne opady do zrzuty zanieczyszczeń i pytał czy to przypadek, że kiedy rzeka i zbiornik są teraz pod specjalnym nadzorem mieszkańców, to nagle w mieście jest większy odór.

Na nazywanie zajścia katastrofą nie zgadzał się z kolei prezes Oleszczuk. – Dziwnym trafem Wody Polskie w swoim protokole nie stwierdziły żadnych uchybień – mówił i zarzucił Łopackiemu, że podważa kompetencje inspektoratu ochrony środowiska i szerzy teorii spiskowe. Pytał też, w jakim charakterze M. Łopacki był na kontroli Uherki – czy jako pracownik Wód Polskich, które nie stwierdziły nieprawidłowości, czy jako radny? – Dla pana protokoły, komisje, przeglądy, które wykazują, że wszystko jest tip-top są najważniejsze, dla mnie najważniejszą rzeczą jest sygnał od mieszkańców, którzy mówią, że płyną martwe ryby i śmierdzi w mieście – odpowiadał radny.

O refleksje po obejrzeniu komisji pokusili się sami wędkarze. I wykazują na kilka sprzeczności w wypowiedziach prezesa MPGK, który najpierw sam potwierdził, że na Oczyszczalni ścieków Bieławin doszło do awarii. Przez to do Uherki i zbiornika Stańków przedostały się nieprzetworzone ścieki. Zresztą fakt ten potwierdza WIOŚ, który za naruszenie przepisów ochrony środowiska nałożył na Oczyszczalnię mandat karny.

– Prezes Oleszczuk twierdzi jednak, że śnięcie ryb na Stańkowie nie było efektem awarii na oczyszczalni a było spowodowane przyduchą. Ale czy to przypadek, że w tym samym czasie kiedy na oczyszczalni dochodzi do awarii i następuje niekontrolowany zrzut nieprzetworzonych ścieków w nieznanej ilości, na zb. Stańków występuje przyducha? Początkowo prezes Oleszczuk twierdzi, że awaria trwała kilkadziesiąt minut, po czym sam stwierdza, że tak naprawdę nie wiadomo czy była to tytko chwila czy może kilka godzin – mówią wędkarze, którzy obalają teorię o zwykłej przydusze.

– Zgadza się, ryba zaczęła „padać” w zbiorniku Stańków wskutek niedoboru tlenu w wodzie – tylko nie przez tzw. przyduchę a przez przedostanie się nieprzetworzonych ścieków z oczyszczalni. Surowe ścieki zawierają najczęściej: resztki żywności, odchody, związki naturalne, środki chemiczne oraz mikroorganizmy, które po przedostaniu się do zbiornika, w ciągu kilku godzin znacznie pogarszają jakość wody. Mikroorganizmy wodne zaczynają wówczas intensywnie rozkładać materię organiczną, do czego potrzebują dużej ilości tlenu. A gdy ilość tlenu w wodzie znacznie się obniża, to wówczas procesy beztlenowe w wodzie i w mule zaczynają dominować. Powstaje siarkowodór – trujący gaz o bardzo nieprzyjemnym zapachu, amoniak- bardzo toksyczny dla ryb oraz metan i dwutlenek węgla, który dodatkowo pogarsza jakość wody- co było widoczne na zb. Stańków. Woda staje się wtedy czarna i gęsta, co opisywali świadkowie. Dowodem na to jest dokumentacja fotograficzna wykonana przez pracowników nadzoru Wodnego w Chełmie oraz pracowników PZW – tłumaczy Zarząd Okręgu PZW w Chełmie.

Ponadto zjawisku tzw. letniej przyduchy towarzyszą: upały, brak wiatru, brak opadów, masowe zakwity glonów. A w czasie kiedy doszło do śnięcia ryb występowały obfite opady deszczu, temperatura była umiarkowana, a nocą spadała nawet poniżej 10 stopni, nie było masowego rozkwitu glonów. W tym czasie przyduchy nie zaobserwowano w pobliskich zbiornikach – Horodyszczu, Stawie, Sawinie ani Rudzie-Hucie. Bo żadna z tych wód nie jest zasilana z rzeki Uhreki. A zalew Żółtańce, który zasila Uherka, jest powyżej oczyszczalni.

Zarząd Okręgu wynajął kancelarię prawną i będzie domagać się odszkodowania za poniesione straty. Oddzielne postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Chełmie. (reb)