Włodawianin w sztabie reprezentacji Polski!

Urodził się we Włodawie, tu chodził do szkoły podstawowej, gimnazjum i rozpoczął naukę w liceum. Od małego kochał piłkę nożną i wiedział, że z nią chce związać swoje zawodowe życie. Z powodu kontuzji wielkiej kariery piłkarskiej nie zrobił i zajął się trenerką. Tu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dziś Grzegorz Staszewski, bo o nim mowa, pomaga trenerowi Janowi Urbanowi zbudować reprezentację Polski, która ma wywalczyć awans na mistrzostwa świata, które za rok odbędą się w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych!

Grzegorz Staszewski urodził się we Włodawie w lutym 1987 r. Naukę rozpoczął w tutejszej SP nr 3. Trafił do klasy, której wychowawcą był nauczyciel wychowania fizycznego Krzysztof Flis.

– Bardzo dużo panu Krzysztofowi zawdzięczam – mówi dziś w rozmowie z Nowym Tygodniem Staszewski. – To nie tylko mój wychowawca, ale przede wszystkim pierwszy trener piłki nożnej. To od niego odebrałem sportowe wychowanie, wtedy kształtował się mój charakter. To trener Flis zabierał mnie na pierwsze turnieje w grupach młodzieżowych. Był bardzo zaangażowany w to co robi – wspomina. Drugim trenerem, który miał olbrzymi wpływ na młodego piłkarza był Edmund Świtka, legenda Włodawianki, którego imię nosi dziś stadion miejski we Włodawie.

Po podstawówce Staszewski trafił do Gimnazjum, a potem do II LO we Włodawie. Cały czas grał we Włodawiance. – Gdy byłem w pierwszej klasie liceum, nad Jeziorem Białym na obozie sportowym byli młodzi zawodnicy Górnika Zabrze. W Górniku był wówczas jeden chłopak z Włodawy i dostałem od niego informację, że szukają w Zabrzu środkowego pomocnika. Ostatecznie stało się tak, że w wieku 16 lat pojechałem na testy do Górnika – mówi Grzegorz, podkreślając przy tym rolę rodziców, którzy bardzo go w tej decyzji wspierali. W Zabrzu, daleko od domu i rodziców, wychowanek Włodawianki spędził rok. Tam też skończył drugą klasę liceum. Pojawiła się jednak propozycja gry w innym Górniku, tym z Łęcznej, skąd do Włodawy niedaleko. Przyszły trener długo się nie zastanawiał i wrócił na Lubelszczyznę. Jednocześnie zapisał się do trzeciego z kolei Liceum. – Ostatecznie to właśnie w Łęcznej zdałem maturę. Też w Łęcznej po raz pierwszy zerwałem wiązadła krzyżowe – opowiada.

Grzegorz był już wówczas w związku z Anną, także pochodzącą z Włodawy. Późniejsza żona dostała się na studia do Krakowa i na taki sam krok namówiła młodego Staszewskiego. Grzegorz dostał się na studia na Uniwersytet Rolniczy na Wydział Inżynierii Środowiska i Geodezji, które ukończył. Jednocześnie przeszedł w Krakowie rehabilitację po wspomnianej kontuzji. – Dziś śmieję się, że mało brakowało bym został inżynierem na budowie, ale studia, które ukończyłem naprawdę przydają się do analitycznego myślenia, koniecznego w pracy trenerskiej – podkreśla Staszewski.

Po rehabilitacji Grzegorz grał w Hetmanie Zamość i Górniku Wieliczka. – Właśnie gdy byłem w Wieliczce pojawiła się w mojej głowie pierwsza myśl by zająć się trenerką – przyznaje nasz rozmówca.

Decyzję tę przyśpieszyło kolejne zerwanie wiązadeł krzyżowych. – W zasadzie zdałem sobie sprawę, że to jest koniec mojej, tzw. kariery piłkarskiej. Od razu po rehabilitacji, jako wolontariusz dołączyłem do Akademii Sportu Progres w Krakowie, prowadzonej przez Jerzego Dudka. Tak zaczęła się moja przygoda z trenerką, później wszystko szybko się potoczyło.

W Progresie Staszewski zrobił pierwsze kursy trenerskie i prowadził zajęcia z dziećmi. I właśnie z grupą 13-latków pojechał na wycieczkę na mecz reprezentacji Polski. Tam poznał Grzegorza Makówkę z klubu MKS Kalwarianka z Kalwarii Zebrzydowskiej. – W pewnej chwili prezes Makówka miał stwierdzić, że przyjadę tu kiedyś jako trener Kalwarianki i tak się rzeczywiście stało. Klub z Kalwarii Zebrzydowskiej był pierwszym seniorskim klubem, który prowadziłem – dowiadujemy się. W Kalwariance Staszewski spędził sezon 2015/2016. Zespół przez niego prowadzony zajął 12 miejsce w IV lidze. W środowisku rozeszła się wieść o młodym, zdolnym trenerze.

Staszewski miał przecież wówczas zaledwie 28 lat! W 2017 r. nasz rozmówca został asystentem trenera Cracovii Kraków, którym był wówczas późniejszy selekcjoner Michał Probierz. W kwietniu 2018 r. Staszewski za zawieszonego Probierza poprowadził w Ekstraklasie Cracovię do wygranej z Piastem Gliwice 2:1. W sezonie 2019/20 wychowanek Włodawianki był trenerem Hutnika Kraków U19, a potem asystentem trenera Hutnika. – Pewnego dnia dostałem telefon z propozycją od trenera Jana Urbana objęcia posady asystenta w Górniku Zabrze – mówi Staszewski. Miał wówczas niespełna 34 lata. W 2022 r. został asystentem trenera reprezentacji Polski U21. W 16 spotkaniach pomagał trenerowi Adamowi Majewskiemu, a w 10 – Probierzowi. Jednocześnie, nadal, do kwietnia 2025 r., pracował z trenerem Urbanem w Górniku.

16 lipca PZPN ogłosił, że nowym szkoleniowcem pierwszej reprezentacji Polski został Jan Urban. Szybko poznaliśmy też jego sztab szkoleniowy, w którym znalazł się bohater naszego artykułu. Włodawianin z urodzenia został jednym z asystentów selekcjonera. – Będę wspierał trenera Urbana w prowadzeniu treningów, analizował grę potencjalnych przeciwników, a na razie zajmuję się obserwacją potencjalnych kadrowiczów – mówi Nowemu Tygodniowi Staszewski.

Na co dzień Grzegorz mieszka z żoną Anną i dziećmi w Krakowie, ale do Włodawy wciąż wraca.

– Byłem nawet ostatnio bo dzieci odwiedzały dziadków. Teraz być może będę nawet częściej bo sporo czasu będę spędzał w Warszawie i będę miał jeszcze bliżej do rodzinnego domu. Czasem wpadam też na mecze Włodawianki – mówi. Czym, poza piłką, interesuje się asystent selekcjonera? – Nie mam za wiele wolnego czasu, a gdy już taki się pojawi poświęcam go mojej cudownej żonie i dzieciom. Gdyby nie Ania nie byłoby mnie tu gdzie teraz jestem. To ona pchała mnie do przodu, zachęcała bym nie bał się nowych wyzwań. Dziękuję Ci Aniu – podsumowuje Grzegorz Staszewski.

Karol Garbacz