Niemal dwa miesiące w strasznych warunkach wegetował pan Jerzy z gminy Urszulin. Mieszkający z braćmi mężczyzna po udarze był przykuty do łóżka, a jego rodzeństwo, zamiast się nim zajmować, wolało raczyć się alkoholem. Gehennę przerwała wizyta pracownika GOPS.
Brudny, zarośnięty, wygłodzony, załatwiający się do wiadra postawionego pod łóżkiem – pan Jerzy z gminy Urszulin po ciężkiej chorobie został praktycznie pozostawiony własnemu losowi, bo mieszkający z nim bracia niemal w ogóle nie interesowali się jego losem. Nie tylko się nim nie zajmowali, ale też nie zawsze dali mu jeść. Pasmo jego cierpień przerwała dopiero wizyta pracownika socjalnego, który widząc, co się dzieje, natychmiast wezwał do nieszczęśnika karetkę pogotowia, być może ratując mu życie, bo pan Jerzy był skrajnie zaniedbany i wyczerpany, choć jeszcze przed przyjazdem karetki zdążył wypić pół piwa.
– Od czasu, kiedy pan Maksymiuk otrzymał emeryturę, przestał być naszym klientem – mówi Marzena Trzaskowska, kierownik GOPS w Urszulinie. – Nie oznacza to jednak, że pracownik nie odwiedzał tej rodziny. Była ona bardzo specyficzna, bo składała się z trzech braci nadużywających alkoholu. Panowie podczas każdej wizyty pracownika mieli pieniądze oraz alkohol. Nie byli też zainteresowani jakąkolwiek formą współpracy z nami.
To właśnie podczas ostatnich odwiedzin pracownik wezwał do pana Jerzego karetkę. Tego samego dnia odbyliśmy też rozmowę z siostrą braci, z którą naradzaliśmy się, w jaki sposób można pomóc choremu. Ustaliliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie umieszczenie go w placówce z całodobową opieką.
Na razie pan Jerzy przebywa jeszcze w szpitalu, gdzie być może zostanie na rehabilitację lub dłuższe leczenie. Oczywiście po wypisie będziemy się nim opiekować do czasu, aż znajdzie się dla niego miejsce w ośrodku – dodaje pani kierownik. (bm)
![Co jeszcze znaleźli pod Dubienką? [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/04/b-itwa-pod-dubienka-5-1-218x150.jpg)




























