Radosław M., były przedsiębiorca z Chełma i lider gangu przemytników, przed prokuratorem sypał nazwiskami. Wielu chciało jego śmierci, bo w grę wchodziły olbrzymie ilości nielegalnego towaru i grube pieniądze. Po roku na wolności „Malwa” wrócił do celi, a niecałe dwa dni później znaleziono jego zwłoki.
Radosław M., ps. „Malwa” został zatrzymany jesienią 2017 roku i osadzony w areszcie tymczasowym w Hrubieszowie. Śledczy z lubelskiego ośrodka Prokuratury Krajowej ustalili, że to chełmski biznesmen wraz z Tomaszem K. przewodzili gangowi przemytników. Grupa działała na terenie pow. chełmskiego, hrubieszowskiego i włodawskiego od około dwóch lat. Przez ten czas papierosy z Ukrainy i Białorusi szły w ogromnych ilościach.
Znad Bugu towar ładowano w wyposażone w noktowizory jeepy, które przewoziły kontrabandę do dziupli, a stamtąd do klientów w całym kraju. Rok po zatrzymaniu Malwy prokuratura podała, że gang dokonał 91 przemytów, w tym jeden za pomocą samolotu AN-2. W sumie przemycono 2 356 673 paczek papierosów różnych marek, powodując uszczuplenia należności podatkowych i celnych na blisko 50 milionów złotych!
Dzięki zeznaniom Radosława M., śledczy zatrzymali kolejne osoby – łącznie blisko 80 podejrzanych. Okazało się, że członkami gangu byli m.in. żołnierze zawodowi oraz dwaj skorumpowani funkcjonariusze straży granicznej. To dzięki tym drugim możliwy był przemyt na tak ogromną skalę. Pogranicznicy przekazywali pozostałym informacje o rozmieszczeniu patroli straży granicznej w terenie, za co inkasowali od przestępców od 5 do 10 tysięcy złotych.
Z kolei wojskowi „dorabiali” sobie, stojąc na czatach na drodze w trakcie transportu towaru. Zatrzymania cały czas trwały (podobno nawet w ubiegłym tygodniu kolejni zostali zakuci w kajdanki), a śledczy notorycznie podkreślali, że sprawa jest rozwojowa. Tymczasem Malwa rok cieszył się wolnością. W ubiegłym tygodniu musiał wrócić do aresztu, tym razem w Lublinie.
– Dotarł do nas 18 września, po godzinie 15 – mówi ppłk Jacek Zwierzchowski, z-ca dyrektora Aresztu Śledczego w Lublinie.
Na nic się nie uskarżał. Trafił do czteroosobowej celi. W piątek (20 września) po godz. 3 w nocy współosadzony zawiadomił oddziałowego, że Malwa nie oddycha. Akcja reanimacyjna nie przyniosła rezultatu.
Radosław M. miał popełnić samobójstwo, ale ani śledczy, ani służba więzienna nie podają, w jaki sposób miało to nastąpić. Wiadomo, że na miejsce wezwano prokuratora do oględzin zwłok, a zaraz potem jeszcze dwóch, wraz z policyjnymi technikami, do zabezpieczenia śladów. Przez cały dzień trwały przesłuchania osadzonych i funkcjonariuszy służby więziennej.
– Wydział śledczy prokuratury okręgowej prowadzi postępowanie w kierunku zaistnienia czynu określonego w artykule 151 kodeksu karnego: „kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.
Więcej na temat przyczyny śmierci będziemy wiedzieć po sekcji zwłok, która odbędzie się w poniedziałek, 23 września – mówi Agnieszka Kępka, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Choć to standardowa procedura w przypadku samobójstw, na tym etapie śledczy nie wykluczają żadnych możliwości. Ktoś mógł pomóc Radosławowi M. w odejściu z tego świata, tym bardziej, że wielu zagrażał i wielu wsypał przed prokuratorem.
Od razu po jego śmierci media ogólnopolskie obiegły doniesienia, że „Malwa” korzystał z instytucji małego świadka koronnego, dzięki czemu sąd miał zastosować wobec niego nadzwyczajne złagodzenie kary. Jednak ani SW, ani śledczy z Prokuratury Okręgowej nie potwierdzają tych informacji. (pc)






























