Wujek Stefan miał nosa

Dzisiaj po znakomitym ciężarowców pozostały dziesiątki dyplomów, pucharów i medali, które za życia z wielką radością prezentował odwiedzającym Go w domu

Dokładnie przed rokiem, 2 czerwca, zmarł Stanisław Mańko – jeden z najlepszych w historii lubelskich ciężarowców, były zawodnik WKS Lublinianka, reprezentant Polski. Największe sukcesy odnosił w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W swojej karierze zdobywał medale mistrzostw kraju w kategorii juniorów, młodzieżowców i seniorów. Miał wielką szansę wystartować na igrzyskach olimpijskich w Moskwie w 1980 roku i zdobyć w nich wymarzony medal. Niestety, trzy miesiące przed zawodami doznał kontuzji i na zawody do stolicy ówczesnego ZSRR nie pojechał. Później pracował jako trener w POM Piotrowice. Między innymi pod jego okiem karierę rozpoczął srebrny medalista igrzysk w 1992 roku w Barcelonie – Krzysztof Siemion.

Sztanga zamiast boksu

– Do ciężarów namówił mnie wujek Stefan, który sam po wojnie grał w piłkę nożną. Ja chciałem trenować boks, byłem nawet na kilku treningach. Wujek jednak upierał się, mówiąc, że do boksu mam za krótkie ręce, za krótki zasięg ramion. Jeśli już chcę coś osiągnąć, to powinien wybrać ciężary i wyciskanie – tak Stanisław Mańko wspominał początki swojej przygody z podnoszeniem ciężarów w rozmowie przed kilkoma laty z Krzysztofem Basińskim, dziennikarzem naszego tygodnika

Treningi w Lubliniance rozpoczął w 1968 roku, gdy był uczniem Technikum Spożywczego. Szybko jednak z nich zrezygnował, bo… trener prowadzący zajęcia na sali za głośno krzyczał. Wrócił do sportu w 1970 roku. Przez kolejnych dziesięć lat startował w ciężkich wagach, odnosząc wiele sukcesów. W latach 1977-1980 zdobywał medale na mistrzostwach Polski seniorów w kat. 110 kg. Wcześniej (1971-1973) stawał także na podium mistrzostw kraju do lat 20 i 23 (1972-1976). W sumie wywalczył w krajowym czempionacie 9 medali, w tym 3 złote, 5 srebrnych i jeden brązowy. Najbardziej cenił sobie mistrzostwo wywalczone w Spartakiadzie w 1973 roku. – W Nowym Sączu, oprócz zwycięstwa i tytułu najlepszego zawodnika imprezy, ustanawiałem także rekordy Polski juniorów, a to nieczęsto się zdarzało – wspominał po latach.

Lepszy od słynnego Christowa

W reprezentacji Polski Stanisław Mańko z powodzeniem występował 29 razy. Uwieńczeniem Jego kariery juniora był start w Turnieju Nadziei Olimpijskich, który w listopadzie 1973 roku odbywał się w Phenianie w Korei Północnej. Do końca walczył w tych zawodach o zwycięstwo ze słynnym bułgarskim sztangistą, Walentinem Christowem, który trzy lata później podczas igrzysk olimpijskich w Montrealu – wygrał rywalizację w wadze do 110 kg (za stosowanie dopingu – sterydów anabolicznych Bułgarowi medal odebrano), a w 1980 roku w Moskwie sięgnął po olimpijskiej srebro.

– Rwanie z Christowem przegrałem, ale w podrzucie byłem już od niego lepszy. Z Korei medal przywiozłem – mówił z dumą Mańko.

Pamiętny mecz z Węgrami

Ze startów z orzełkiem na piersi szczególnie Stanisław Mańko wspominał międzypaństwowy mecz Polska – Węgry, który w 1978 roku odbywał się w Zakopanem. To spotkanie zapadło mu najbardziej w pamięci, bo od Jego startu zależał los całego meczu i wygrana „biało-czerwonych’”. – W obu zespołach występowało po kilku mistrzów i rekordzistów kraju. Wygraliśmy mecz 5:4, a o końcowym sukcesie zadecydowało moje podejście. Chcąc wygrać dwubój z Węgrem Mészárosem, musiałem podrzucić więcej od niego aż o 12,5 kg! Sęk w tym, że było to też o 5 kg więcej od mojego rekordu życiowego. Przy przejmującej ciszy i po dłuższej koncentracji podniosłem za pierwszym razem ciężar 207,5 kg. Na sali zapanowała wielka radość. Trener kadry Klemens Roguski powiedział, że tego co zrobiłem nie zapomni do końca swojego życia – wspominał ze wzruszeniem Stanisław Mańko.

Stracona szansa na olimpijski medal

Stanisław Mańko tak, jak każdy sportowiec marzył o występie na igrzyskach olimpijskich i medalach. Niestety, trzy miesiące przed zawodami w Moskwie, podczas treningu paskudnie złamał nadgarstek!

– Przez głupotę. Już byłem po sprawdzianie, wyrwałem 170 kg i podrzuciłem 220 kg. Chciałem więcej, ale trener nie pozwalał, mówił że już na dziś wystarczy. Wtedy chłopaki podpuścili mnie, bym zrobił przysiad z przodu ze sztangą ważącą 280 kg. Pomyślałem, jak to ja nie zrobię? Nagle sztanga obsunęła się, jeden łokieć poszedł między kolana, drugi został na kolanie i z impetem oberwałem w rękę. Gips, różnego rodzaju blokady, pomoc ze strony Stasia Zalewskiego nic nie pomagały. – Rywalizację z Moskwy obejrzałem przed telewizorem, a przecież miałem spore szanse by stanąć na podium – wspominał Stanisław Mańko.

Olimpijskie złoto było wprawdzie zarezerwowane dla Białorusina, reprezentującego ZSRR Leanida Taranienki, który łącznie w rwaniu i podrzucie uzyskał 422,5 kg, ustanawiając tym samym rekord świata i rekord olimpijski.

Drugi z 405 kg był „dobry znajomy” Mańki, Walentin Christow. Trzecie miejsce z łącznym rezultatem 390 kg zajął György Szalai i to z Węgrem zawodnik Lublinianki na moskiewskim pomoście stoczyłby zapewne walkę o olimpijskie podium w dwuboju.

Uczeń legendy polskich i światowych ciężarów

Kontuzja wyeliminowała Mańkę z uprawiania podnoszenia ciężarów, ale ze swojej ukochanej dyscypliny nie zrezygnował. Został szkoleniowcem. Uprawnienia trenerskie zdobył jeszcze podczas studiów w Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Miał od kogo się uczyć, studiując i trenując w stołecznym AZS AWF. Był w grupie Waldemara Baszanowskiego, najbardziej utytułowanego polskiego ciężarowca, dwukrotnego mistrza olimpijskiego, pięciokrotnego mistrza świata i sześciokrotnego mistrza Europy, dwudziestoczterokrotnego rekordzisty świata!

– W AZS było czterech trenerów, a ja z Mazurkiem trafiliśmy pod skrzydła mistrza Baszanowskiego. Być w Jego grupie nie było dziełem przypadku – wspominał S. Mańko dodając, że miał wielkie szczęście do innych wspaniałych nauczycieli, wśród których byli między innymi: rektor AWF prof. Zygmunt Bielczyk, byli prorektorzy i dziekani stołecznej uczelni, profesorowie: Zofia Żukowska, Kajetan Hądzelek i Kazimierz Fidelus.

Wśród kolegów na roku miał m.in. tak uznanych późniejszych trenerów, jak Jerzy Engel, Andrzej Gmitruk, czy Edward Klejndinst i Jan Godlewski, z którymi przyjaźnił się do końca swoich dni.

Mańko wiele zawdzięczał także szkoleniowcowi WKS Lublinianka Kazimierzowi Ceglińskiemu.

– Na początku myślałem, że rola trenera jest łatwa, dopiero później gdy startowałem przez 12 lat, a następnie sam szkoliłem zawodników, doceniłem to, jak wiele serca wkładał w pracę – mówił, wspominając swojego trenera. Sam też miał nosa do zawodników.

Odkrył talent Siemiona

Najbardziej znanym i utytułowanym wychowankiem Stanisława Mańki był Krzysztof Siemion, trzykrotny olimpijczyk, wicemistrz olimpijski z Barcelony (1992) w wadze lekkociężkiej (przegrał złoto z Grekiem Pirosem Dimasem, który miał ten sam wynik – 370 kg i tę samą wagę ciała – uwzględniono kolejność starć wykonywanych w podrzucie!), medalista mistrzostw świata i mistrzostw Europy. Siemion, który urodził się w 1966 roku w Ratoszynie niedaleko Bełżyc, pierwszy kontakt ze sztangą miał w wieku 16 lat w POM Piotrowice, w nowo powstałej sekcji podnoszenia ciężarów, w której po zakończeniu zawodniczej kariery trenerem został Mańko. Już w 1982 roku jego podopieczni, debiutując na Mistrzostwach LZS „O złotą sztangę”, zajmowali czołowe miejsca – Stanisław Jędruszko był drugi w kategorii półciężkiej, a Artur Gradek w ciężkiej! Jeszcze w tym samym roku Jacek Majdan jako pierwszy reprezentant POM wystąpił w Mistrzostwach Europy Juniorów!

Stanisław Mańko zmarł 2 czerwca 2019 roku. Miał 66 lat. Mimo ciężkiej choroby, z jaką zmagał się od lat, nigdy na nic się nie skarżył. Zawsze był uśmiechnięty, pełen radości, którą dzielił się z najbliższymi. I takim zostanie na zawsze w pamięci bliskich, przyjaciół i kolegów. BS